Są takie pragnienia, o których po pewnym czasie przestajemy mówić.
Nadal nosimy je w sercu, ale trudno nam kolejny raz mieć nadzieję.
Żyjemy, pracujemy, troszczymy się o innych, a czasem tylko w ciszy pytamy: „Boże, czy Ty mnie widzisz?”. Pierwszy rozdział Ewangelii Łukasza zaprasza nas do spotkania z Bogiem właśnie w takim miejscu. Pośród oczekiwania, pytań i zwyczajnego życia.
Jesteś ważna także wtedy, gdy czegoś ci brakuje
Zachariasz i Elżbieta są blisko Boga, a jednak przez wiele lat nie mają dziecka. Łukasz mówi o ich sprawiedliwości, zanim opowie o niespełnionym pragnieniu. Ich trudna sytuacja nie jest dowodem odrzucenia przez Boga. To czułe przypomnienie również dla nas. Możesz kochać Boga i przeżywać smutek.
Możesz ufać Mu i nadal czekać. Twoja wartość nie maleje dlatego, że czegoś brakuje w twoim życiu. Elżbieta doczeka się narodzin syna. Nie każde nasze oczekiwanie zakończy się podobnie, ale jej historia zachęca, żebyśmy przestały oceniać bliskość Boga wyłącznie przez to, czy wszystko układa się po naszej myśli. Tatuś zna także tę część twojego serca, której nie pokazujesz ludziom.
Możesz Mu o niej opowiedzieć, bez wstydu i bez szukania pięknych słów.
Możesz pytać i powoli uczyć się zaufania
Maria słyszy zapowiedź narodzin Jezusa. Jest poruszona i pyta, jak to się stanie. Otrzymuje odpowiedź, a potem wyraża swoją zgodę. W tej scenie jest miejsce
na pytanie. Może właśnie tego potrzebujemy, kiedy boimy się, że wiara wymaga od nas natychmiastowego zrozumienia wszystkiego. Możesz powiedzieć: „Tatusiu, nie wiem, co mam zrobić. Boję się tej zmiany. Pomóż mi”. Taka szczerość pozwala przynieść do relacji z Bogiem prawdziwą siebie. Zaufanie często rośnie powoli. Dzisiaj może oznaczać jedną rozmowę, przyjęcie pomocy albo kilka minut modlitwy, podczas których nie ukrywasz już swojego niepokoju. Nie musisz znać całej drogi, żeby zrobić najbliższy krok.
Dobroć Boga staje się bliska przez ludzi
Maria idzie do Elżbiety i zostaje przyjęta z radością. Ich spotkanie jest pełne życzliwości, wdzięczności i rozpoznania dobra, które dzieje się w ich życiu. Potrzebujemy takich spotkań. Kogoś, przy kim nie trzeba się tłumaczyć z każdej łzy. Kogoś, kto wysłucha i potrafi ucieszyć się razem z nami.
W czyjejś cierpliwości możemy odnajdywać ślad Ojcowskiej troski. Sami również możemy pomagać innym jej doświadczyć: przez uważną rozmowę, drobną pomoc, wiadomość wysłaną w odpowiedniej chwili. Nie zawsze wiemy, co powiedzieć cierpiącemu człowiekowi. Czasem wystarczy dać mu odczuć: „Jesteś dla mnie ważny. Chcę cię wysłuchać”.
Tatuś prowadzi nas ku pokojowi
Pod koniec rozdziału Zachariasz mówi o serdecznym miłosierdziu Boga, przebaczeniu i świetle, które prowadzi ludzi żyjących w ciemności na drogę pokoju. To piękny obraz na dzisiaj. Mogę przyjść do Ojca z tym, co jest we mnie zagubione. Z błędem, którego żałuję, z pytaniem bez odpowiedzi, ze zmęczeniem. Mogę prosić Go o światło potrzebne do następnego kroku. Bliskość z Bogiem może zaczynać się od prostego zdania: „Tatusiu, oto jestem”. Nie trzeba najpierw uporządkować całego serca. Właśnie z takim sercem możemy do Niego przychodzić i pozwalać, żeby uczył nas miłości, przebaczenia i spokojniejszego życia.
Zatrzymaj się na chwilę: Co dzisiaj najbardziej potrzebuje we mnie Ojcowskiej troski?
Modlitwa
Tatusiu, przychodzę do Ciebie taka, jaka jestem. Znasz moje pragnienia, pytania
i miejsca, w których trudno mi jeszcze zaufać. Pomóż mi uwierzyć, że jestem dla Ciebie ważna również wtedy, gdy czegoś mi brakuje i nie umiem znaleźć odpowiedzi. Prowadź mnie łagodnie ku prawdzie i pokojowi. Daj mi przyjmować dobroć innych i dzielić się nią z tymi, których spotkam. Niech nasza bliskość rośnie pośród zwyczajnych dni. Amen.
Myśl na dziś: Mogę przyjść do Tatusia z całym swoim sercem — także z tym, co jeszcze boli i czeka na ukojenie.


Dodaj komentarz