Ewangelia Łukasza XXIV – Ojciec, który otwiera przed nami nadzieję

Są takie rozczarowania, po których trudno znów zaufać. Wracamy myślami do tego, co miało się wydarzyć, i mówimy: „A ja miałam nadzieję…”. Życie toczy się dalej, lecz serce pozostaje przy utraconym oczekiwaniu. Ostatni rozdział Ewangelii Łukasza prowadzi nas do ludzi przeżywających właśnie taki smutek. Wiadomość o zmartwychwstaniu dociera do nich stopniowo. Jezus spotyka ich pośród pytań, lęku i niedowierzania.

Nadzieja może przyjść, zanim potrafimy ją przyjąć

Łk 24,1–12

Kobiety przychodzą do grobu z przygotowanymi wonnościami. Zastają odsunięty kamień i słyszą, że Jezus zmartwychwstał. Przekazują wiadomość apostołom, ale ci im nie wierzą. Piotr biegnie do grobu i wraca zdumiony. Ta opowieść pozostawia miejsce na ludzką trudność w przyjęciu czegoś niezwykłego. Po cierpieniu i śmierci Jezusa uczniowie nie odzyskują od razu pewności i radości. Możemy odnaleźć w tym ulgę. Czasem słyszymy słowa nadziei, lecz nasze serce potrzebuje czasu. Nie musimy wymuszać na sobie uczuć, których jeszcze nie ma. Możemy powiedzieć: „Tatusiu, chcę zaufać, ale nadal boli. Pomóż mi otwierać się na Ciebie”. Szczera modlitwa pozwala rozpocząć spotkanie tam, gdzie naprawdę jesteśmy.

Jezus zbliża się do rozczarowanych

Łk 24,13–35

Dwaj uczniowie idą do Emaus, rozmawiając o ostatnich wydarzeniach. Jezus dołącza do nich, lecz Go nie rozpoznają. Pyta o ich rozmowę, słucha, a następnie wyjaśnia Pisma. Rozpoznają Go przy łamaniu chleba i wracają do Jerozolimy. Zanim uczniowie zrozumieją, kto z nimi idzie, mogą wypowiedzieć swój smutek. Jezus daje im przestrzeń na opowiedzenie historii widzianej ich oczami. Potem pomaga spojrzeć na nią szerzej. W tej drodze możemy rozważać cierpliwą bliskość Boga. Przychodząc do Ojca, wolno nam opowiedzieć również o nadziejach, które się nie spełniły. O modlitwach, których odpowiedzi nie rozumiemy, i planach, z którymi trudno się pożegnać. Nie każda strata okaże się ukrytym sukcesem. Nie musimy tak jej tłumaczyć. Możemy jednak prosić, żeby ból nie zamknął nas na każdą przyszłość. Spotkanie z Jezusem zmienia kierunek drogi uczniów. Także my możemy szukać następnego kroku — rozmowy, przyjęcia wsparcia, powrotu do wspólnoty albo dobra, na które dzisiaj mamy siłę.

Możesz przynieść Jezusowi swoje pytania

Łk 24,36–49

Jezus staje pośród uczniów z pozdrowieniem pokoju. Oni są przestraszeni. Pokazuje im ręce i nogi, pozwala przekonać się o swojej cielesnej obecności i je przy nich. Otwiera ich umysły na rozumienie Pism oraz powierza im świadectwo o nawróceniu i odpuszczeniu grzechów. To spotkanie pełne konkretów. Jezus odpowiada na lęk uczniów, pomaga im rozpoznawać prawdę i prowadzi ku zrozumieniu. Możemy uczyć się podobnej szczerości w modlitwie: „Tatusiu, tego jeszcze nie rozumiem. Tutaj mam wątpliwości. Pomóż mi poznawać Ciebie przez Jezusa”. W centrum powierzonego uczniom przesłania znajduje się również przebaczenie. Dla ludzi, którzy sami doświadczyli własnej słabości, otwiera się zadanie niesienia nadziei innym. Nasza historia także może dojrzewać ku większej miłości. Przyjęte miłosierdzie może pomagać nam przepraszać, naprawiać błędy i traktować cudzą słabość z większą delikatnością.

Na końcu pozostaje błogosławieństwo

Łk 24,50–53

Jezus wyprowadza uczniów ku Betanii, podnosi ręce i błogosławi im. Podczas błogosławieństwa zostaje wzięty do nieba. Uczniowie wracają do Jerozolimy z wielką radością. Ewangelia kończy się pięknym obrazem: rękami uniesionymi w błogosławieństwie. Uczniowie mają przed sobą zadanie i wiele nieznanych dni, ale ich droga rozpoczyna się od otrzymanego dobra. Możemy zabrać ten obraz do własnej codzienności. Rozpoczynać dzień od chwili przy Ojcu, zanim pochłoną nas obowiązki: „Tatusiu, prowadź mnie. Pomóż mi przyjmować Twoją dobroć i dzielić się nią”. Nie trzeba dzisiaj znać wszystkich odpowiedzi. Można zrobić kolejny krok z sercem, które powoli uczy się nadziei.

Zatrzymaj się na chwilę: Jakie „a ja miałam nadzieję…” chciałabym dzisiaj wypowiedzieć przed Ojcem?

Modlitwa

Tatusiu, przynoszę Ci moje rozczarowania i nadzieję, która czasem jest bardzo słaba. Pomóż mi mówić szczerze, słuchać Jezusa i przyjmować wsparcie ludzi, których spotykam. Otwieraj moje serce na prawdę zmartwychwstania. Ucz mnie przyjmować przebaczenie i nieść dobro innym. Prowadź mnie przez zwyczajne dni, żebym coraz śmielej odpowiadała na Twoją miłość. Amen.

Myśl na dziś: Mogę opowiedzieć Ojcu o utraconej nadziei i prosić, by pomógł mi zrobić następny krok.

Komentarze

Skomentuj