Łatwo mówić o zaufaniu, kiedy życie jest spokojne. Trudniej, gdy przychodzi lęk, ktoś zawodzi albo odkrywamy, że sami nie jesteśmy tak silni, jak myśleliśmy. Dwudziesty drugi rozdział Łukasza prowadzi nas przez ostatnią wieczerzę, modlitwę Jezusa i noc pojmania. To bolesna opowieść, ale znajdujemy w niej również bliskość, troskę i nadzieję powrotu.
Przy stole Jezus daje siebie
Łk 22,1–30
Gdy Judasz przygotowuje zdradę, Jezus spożywa Paschę z apostołami. Daje im chleb i kielich jako znak swojego wydania za nich i Nowego Przymierza.
Wobec sporu o pierwszeństwo wskazuje na siebie jako służącego. Przy tym stole siedzą ludzie, którzy nadal wiele muszą zrozumieć. Nawet w takiej chwili porównują się i zastanawiają, kto jest największy. Jezus odpowiada, pokazując drogę służby. Możemy przyjrzeć się własnemu pragnieniu znaczenia.
Czy próbujemy zdobyć je przez kontrolowanie innych? Czy potrafimy zatroszczyć się o kogoś bez oczekiwania uznania? Patrząc na Jezusa, poznajemy miłość, która daje siebie. Możemy prosić Tatusia, aby uczył nas takiej obecności: uważnej, uczciwej i gotowej pomóc. Czasem jej najprostszą postacią będzie wysłuchanie człowieka, któremu zwykle przerywamy.
Słabość nie musi zamknąć drogi powrotu
Łk 22,31–38.54–62
Jezus zapowiada zaparcie się Piotra, ale wcześniej mówi o swojej modlitwie za niego i zadaniu umacniania braci. Później Piotr trzykrotnie zaprzecza znajomości Jezusa. Po Jego spojrzeniu przypomina sobie zapowiedź i gorzko płacze. Piotr jest przekonany, że wytrwa. Dopiero trudna chwila odsłania granice jego odwagi.
My również potrafimy zawieść własne postanowienia. Powiedzieć coś krzywdzącego, przemilczeć prawdę ze strachu, wycofać się, gdy ktoś potrzebuje wsparcia. Wstyd podpowiada wtedy, żeby się ukryć. Wcześniejsze słowa Jezusa pozwalają jednak zobaczyć przyszłość Piotra także poza jego upadkiem. Błąd jest rzeczywisty, a droga powrotu pozostaje otwarta. Łukasz nie opisuje wyrazu twarzy Jezusa ani treści Jego spojrzenia. Wiemy, że Piotr przypomina sobie Jego słowa i płacze. Możemy przy tej scenie przynieść Ojcu własny żal: „Tatusiu, zawiodłam. Pomóż mi uznać prawdę, naprawić to, co możliwe, i wrócić”.
Możesz modlić się także w lęku
Łk 22,39–46
Na Górze Oliwnej Jezus prosi Ojca o odsunięcie kielicha, a zarazem powierza się Jego woli. Modli się w głębokiej udręce i wzywa uczniów do modlitwy. Ta scena daje miejsce na bardzo szczerą modlitwę. Jezus wypowiada pragnienie uniknięcia cierpienia. Możemy więc mówić Ojcu o tym, czego się boimy i czego nie chcemy przeżywać. „Tatusiu, pomóż. Pragnę, żeby to się zmieniło. Nie wiem, jak przez to przejść” — takie słowa mogą być prawdziwym spotkaniem z Bogiem. Powierzenie się Ojcu nie oznacza uznawania każdej krzywdy za Jego wolę. Wolno nam szukać ochrony, leczenia i pomocy. W modlitwie możemy prosić o rozeznanie i siłę do dobrego działania, również wtedy, gdy sytuacja nie zmienia się od razu.
Dobroć nie jest obojętna na krzywdę
Łk 22,47–53.63–71
Podczas pojmania Jezus zatrzymuje przemoc uczniów i uzdrawia zranione ucho sługi. Następnie sam zostaje wyszydzony, pobity i postawiony przed Radą.
Wśród narastającej wrogości Jezus dostrzega zranionego człowieka. Ten gest może prowadzić nas do pytania, jak reagujemy, kiedy czujemy zagrożenie. Czy próbując bronić dobra, nie zaczynamy sami krzywdzić? Nie musimy odpowiadać odwetem, żeby jasno nazwać zło i szukać sprawiedliwości. Możemy prosić Ojca o odwagę, która chroni, oraz o opanowanie, które pozwala nie pomnażać przemocy. Upokorzenie Jezusa przypomina też, jak ważna jest godność cierpiącego. Czyjaś pogarda nie staje się prawdą o wartości osoby, którą rani.
Zatrzymaj się na chwilę: Co najbardziej potrzebuję dzisiaj powiedzieć Ojcu — o swoim lęku, żalu czy potrzebie pomocy?
Modlitwa
Tatusiu, przychodzę bez udawania siły. Znasz mój lęk i chwile, w których zawiodłam. Pomóż mi przyjmować prawdę, prosić o przebaczenie i odważnie szukać pomocy. Ucz mnie miłości, którą pokazuje Jezus: troski zamiast walki
o znaczenie, szczerości w modlitwie i dobra, które nie odpowiada krzywdą. Prowadź mnie przez dzisiejszy dzień, krok po kroku. Amen.
Myśl na dziś: Mogę przyjść do Ojca z lękiem i żalem — moja słabość nie musi być końcem naszej rozmowy.


Skomentuj