Można przeżyć chwilę, w której wszystko wydaje się jasne, a niedługo później znów stanąć wobec cierpienia, bezradności i pytań. Dziewiąty rozdział Ewangelii Marka prowadzi nas z góry, gdzie uczniowie widzą przemienionego Jezusa, do ojca błagającego o pomoc dla syna. Potem słyszymy, jak uczniowie spierają się o to, kto z nich jest największy. Jezus stawia przed nimi dziecko i uczy ich inaczej patrzeć na ludzi. Chcemy przyglądać się tym scenom bez pośpiechu. Pytać, co pokazują o Jezusie i jakie serce Ojca możemy przez Niego poznawać.
Ojciec kieruje naszą uwagę ku Jezusowi
Mk 9,1–8
Jezus zabiera Piotra, Jakuba i Jana na wysoką górę. Tam zostaje przemieniony na ich oczach. Ukazują się Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. Piotr chce postawić trzy namioty. Marek dodaje, że uczniowie byli przestraszeni i Piotr nie wiedział, co powiedzieć. Wtedy obłok osłania ich, a głos wskazuje na Jezusa jako umiłowanego Syna i wzywa, by Go słuchać. Kiedy uczniowie znów się rozglądają, widzą już tylko Jezusa. To scena pełna światła, ale uczniowie nie przeżywają jej z całkowitym spokojem. Piotr mówi coś, choć sam nie wie, jak odpowiedzieć na to, co widzi. Łatwo to zrozumieć. Gdy wydarzenie nas przerasta, próbujemy je jakoś uporządkować. Chcemy coś zrobić, nadać mu znaną formę, zatrzymać chwilę. Głos z obłoku nie daje uczniom długiego wyjaśnienia. Kieruje ich uwagę ku Jezusowi: mają Go słuchać. W poprzednim rozdziale Jezus zapowiedział cierpienie i śmierć, a Piotr nie potrafił tego przyjąć. Na górze uczniowie widzą Jego chwałę, lecz nadal będą potrzebowali słuchać także tego, co mówi o trudnej drodze przed Nim. W perspektywie Ojcowskiego Serca możemy zobaczyć zaproszenie do poznawania Boga przez Syna. Nie musimy umieć od razu wyjaśnić każdego wydarzenia. Możemy pozostać przy Jezusie, słuchać Go i pozwolić, by Jego słowa stopniowo zmieniały nasze wyobrażenia.
Ojciec nie wymaga, żebyśmy od razu wszystko rozumieli
Mk 9,9–13
Schodząc z góry, uczniowie słyszą polecenie, by nie opowiadali jeszcze o tym, co widzieli, aż Syn Człowieczy powstanie z martwych. Rozmawiają między sobą, co znaczy to powstanie. Pytają też Jezusa o Eliasza. Otrzymują odpowiedź, która znów prowadzi ich ku zapowiedzi cierpienia. Po niezwykłym doświadczeniu uczniowie nadal mają pytania. Widzenie chwały Jezusa nie sprawiło, że nagle zrozumieli całą Jego drogę. Muszą zejść z góry i dalej Go słuchać. Możemy rozpoznać w tym coś bliskiego własnemu doświadczeniu. Bywają chwile, gdy czujemy wdzięczność, bliskość Boga albo nową nadzieję. Później wracamy do codzienności i odkrywamy, że nie wszystko stało się proste. Taka droga nie musi oznaczać, że wcześniejsze doświadczenie było nieprawdziwe. Uczniowie również zachowują to, co zobaczyli, i idą dalej z pytaniami.
Ojciec słyszy rodzica, który prosi o pomoc i sam jej potrzebuje
Mk 9,14–27
U stóp góry Jezus zastaje tłum, uczniów i uczonych w Piśmie. Trwa spór. Z tłumu wychodzi ojciec chłopca dręczonego przez ducha nieczystego. Opowiada, co dzieje się z synem, i mówi, że uczniowie nie potrafili mu pomóc. Jezus pyta, od jak dawna chłopiec cierpi. Ojciec odpowiada, że od dzieciństwa, i prosi o współczucie oraz pomoc. To pytanie Jezusa pozwala usłyszeć historię rodziny. Cierpienie chłopca trwa od lat. Ojciec widział wiele niebezpiecznych chwil. Przyszedł szukać ratunku, a teraz mówi Jezusowi również o nieudanej próbie uczniów. Nie jest tylko człowiekiem z jedną wątpliwością. Jest rodzicem, który długo żył w lęku o dziecko. W rozmowie pada jego wyznanie: wierzy i jednocześnie prosi o pomoc w swojej niewierze. Jezus nie odsyła go, by wrócił dopiero wtedy, gdy jego wiara będzie wolna od wahania. Uwalnia chłopca, a kiedy ten leży nieruchomo i ludzie myślą, że umarł, bierze go za rękę i pomaga mu wstać. Słowa ojca są dla mnie jednymi z najbardziej szczerych modlitw w Ewangelii. Mieszczą się w nich nadzieja i zmęczenie, zaufanie i strach przed kolejnym rozczarowaniem. Nie musimy wybierać tylko jednego z tych uczuć, zanim przyjdziemy do Boga. Możemy powiedzieć prawdę: „Chcę Ci ufać. Pomóż mi tam, gdzie jeszcze nie potrafię”. Nie należy zamieniać tej historii w obietnicę, że każda choroba dziecka ustąpi, jeśli rodzic będzie wierzył wystarczająco mocno. Marek opowiada o uwolnieniu tego chłopca. Nie daje podstaw, by obciążać winą rodziców dzieci, które nadal cierpią. Możemy natomiast zobaczyć, że Jezus zatrzymuje się przy tej rodzinie i odpowiada na prośbę wypowiedzianą bez udawania.
Ojciec uczy nas szukać pomocy, a nie polegać wyłącznie na własnej sile
Mk 9,28–29
Później uczniowie pytają Jezusa na osobności, dlaczego sami nie potrafili uwolnić chłopca. Jezus wskazuje na modlitwę. Nie dostają od Niego sposobu, dzięki któremu następnym razem mogliby działać samowystarczalnie. Warto zauważyć, że uczniowie mogą przyjść ze swoim niepowodzeniem i zapytać. Nie muszą ukrywać tego, że nie dali rady. Modlitwa w tej scenie przypomina o zależności
od Boga. Nie jest techniką, która pozwala rozporządzać Jego mocą. To ważne również w codziennej trosce o innych. Możemy zrobić wiele dobrego, a czasem dojść do granicy swoich możliwości. Wtedy potrzebna bywa modlitwa, rozmowa, czyjaś pomoc i uczciwe uznanie: „Sam tego nie potrafię”. Przy Ojcu nie musimy budować obrazu człowieka, który zawsze daje radę.
Ojciec mówi prawdę także wtedy, gdy boimy się pytać
Mk 9,30–32
Jezus ponownie mówi uczniom, że zostanie wydany w ręce ludzi, zabity, a po trzech dniach powstanie z martwych. Uczniowie nie rozumieją Jego słów i boją się zapytać. Ten krótki fragment zatrzymuje mnie przy ich milczeniu. Nie rozumieją, lecz nie proszą o wyjaśnienie. Być może sama znam takie chwile: usłyszałam coś trudnego i boję się dowiedzieć więcej. Wolę pozostać przy własnym domyśle, choć on także budzi lęk. Marek nie wyjaśnia, co dokładnie powstrzymało uczniów. Pokazuje jednak, że Jezus mówi do nich otwarcie o swojej drodze, a oni potrzebują czasu, by ją przyjąć. Możemy przynosić Ojcu również pytania, które trudno nam wypowiedzieć. Pytanie nie musi oznaczać braku miłości do Boga. Może być początkiem szczerej rozmowy.
Ojciec stawia dziecko pośrodku rozmowy
o wielkości
Mk 9,33–37
W drodze uczniowie spierają się o to, kto z nich jest największy. Gdy Jezus pyta, o czym rozmawiali, milkną. On siada, przywołuje Dwunastu i mówi, że ten, kto chce być pierwszy, ma być ostatnim i sługą wszystkich. Potem stawia pośród nich dziecko, obejmuje je i mówi o przyjęciu takiego dziecka w Jego imię. W tej scenie Jezus nie zatrzymuje się wyłącznie na naganie uczniów. Pokazuje im człowieka, przy którym mogą zacząć uczyć się innego spojrzenia. Dziecko nie ma pozycji, którą mogłoby nagrodzić ich za uwagę. Potrzebuje przyjęcia i ochrony. Jezus bierze je w ramiona właśnie podczas rozmowy o wielkości. To bardzo konkretnie zmienia pytanie uczniów. Zamiast „Jaką pozycję zajmuję?” pojawia się: „Komu robię miejsce?”. Czy dostrzegam osobę, która nie potrafi przebić się ze swoim głosem? Czy moja siła daje jej bezpieczeństwo? W perspektywie Ojcowskiego Serca wielkość można poznawać po sposobie, w jaki traktujemy tych, którzy najbardziej potrzebują troski.
Ojciec uczy nas dostrzegać dobro także poza własną grupą
Mk 9,38–41
Jan mówi Jezusowi o człowieku, który w Jego imię wypędzał złe duchy. Uczniowie próbowali mu przeszkodzić, ponieważ nie chodził razem z nimi. Jezus każe im tego nie robić. Następnie wspomina nawet o kubku wody podanym komuś dlatego, że należy do Chrystusa. Uczniowie dostrzegają przede wszystkim granicę swojej grupy. Jezus kieruje ich uwagę ku dobru, które jest czynione. Nie mówi, że wszystko, co ktoś robi w Jego imię, należy przyjmować bez rozeznania.
W tej konkretnej sytuacji uczniowie chcą powstrzymać człowieka dlatego, że nie należy do ich grona. Możemy zapytać siebie, czy potrafimy cieszyć się dobrem, którego nie zaplanowaliśmy i którego nie wykonują „nasi”. Jezus dostrzega także prosty kubek wody. Nasza troska nie musi być wielka w oczach innych, aby miała znaczenie dla człowieka, który jej potrzebuje.
Ojciec poważnie traktuje krzywdę wyrządzaną słabszym
Mk 9,42–50
Pod koniec rozdziału Jezus wypowiada bardzo mocne ostrzeżenia. Mówi o zgorszeniu „małych”, którzy wierzą, oraz posługuje się obrazami odcięcia ręki
czy nogi i usunięcia oka, jeśli prowadzą do upadku. Kończy wezwaniem, by mieć w sobie sól i zachowywać pokój między sobą. Tych obrazów nie należy rozumieć jako polecenia okaleczania siebie. Ich siła pokazuje, jak poważnie Jezus traktuje zło, zwłaszcza gdy ktoś swoim postępowaniem prowadzi do krzywdy słabszego człowieka. Warto zachować tę powagę zamiast szybko złagodzić Jego słowa.
W tym samym rozdziale Jezus obejmuje dziecko, a potem ostrzega przed tym, co może zaszkodzić „małym”. Troska o nich oznacza również odpowiedzialność za własne czyny. Możemy zapytać: z jakim zachowaniem potrzebuję stanowczo zerwać, ponieważ szkodzi mnie lub innym? Jak korzystam ze swojej pozycji wobec osób, które mają mniej siły lub odwagi, by się sprzeciwić? Ostatnie wezwanie Jezusa do pokoju nie usuwa potrzeby postawienia granicy złu. Pokój między ludźmi wymaga również prawdy i troski o bezpieczeństwo tych, których łatwo zranić.
Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?
Patrząc na Jezusa, widzimy Ojca, który kieruje nas ku swojemu Synowi i pozwala nam uczyć się Go słuchać. Widzimy Jezusa przy ojcu, który nie potrafi ukryć swojego lęku i niepewnej wiary. Widzimy dłoń podającą się chłopcu, dziecko objęte pośrodku sporu o wielkość oraz stanowcze słowa wypowiedziane w obronie „małych”. Serce Ojca jest czułe i uważne na prawdę. Przyjmuje człowieka, który prosi o pomoc, choć nadal ma pytania. Uczy uczniów, że ich znaczenie nie mierzy się miejscem w grupie, lecz sposobem, w jaki służą innym. Przypomina też, że miłość do słabszych potrzebuje konkretnych czynów i odpowiedzialności.
Od udawanej pewności do zaufania dziecka
Mogę słuchać Jezusa, nawet jeśli nie umiem jeszcze zrozumieć całej Jego drogi.
Mogę przynieść Ojcu wiarę zmieszaną z lękiem i prosić o pomoc.
Mogę przyznać, że nie dałam rady, i szukać wsparcia.
Mogę zadać pytanie, którego dotąd bałam się wypowiedzieć.
Mogę robić miejsce komuś, kto potrzebuje przyjęcia i ochrony.
Mogę dostrzec dobro, które dzieje się poza moją grupą.
Mogę potraktować poważnie zachowanie, którym krzywdzę siebie lub innych,
i zacząć je zmieniać.
Zaufanie nie wymaga, bym udawała, że już nie mam wątpliwości.
Mogę przyjść z nimi do Jezusa.
Pytania do serca
Wybierz jedno pytanie i pozostań z nim przez chwilę:
Co pomaga mi słuchać Jezusa, kiedy Jego droga różni się od moich oczekiwań?
O kogo martwię się dziś tak bardzo, że trudno mi znaleźć słowa modlitwy?
Gdzie mogę szczerze powiedzieć: „Wierzę, pomóż mi tam, gdzie nie potrafię zaufać”?
Jakie pytanie boję się zadać Bogu?
Przy kim czuję potrzebę udowadniania, że jestem ważna?
Komu mogę dziś dać więcej uwagi i poczucia bezpieczeństwa?
Czy potrafię cieszyć się dobrem uczynionym przez kogoś spoza mojego grona?
Modlitwa
Ojcze, przychodzę do Ciebie taka, jaka jestem. Z tym, co już wiem o Jezusie,
i z tym, czego jeszcze nie rozumiem. Dziękuję Ci za Twojego Syna, którego uczysz mnie słuchać. Niech Jego słowa pomagają mi poznawać Twoje serce również wtedy, gdy droga przede mną wydaje się trudna. Przynoszę Ci ludzi, o których się martwię. Ty znasz ich cierpienie i moje poczucie bezradności. Przyjmij moją modlitwę także wtedy, gdy brzmi: „Wierzę, pomóż mojej niewierze”. Ucz mnie prosić o pomoc bez wstydu i pytać o to, czego nie rozumiem. Pokaż mi osoby, które potrzebują ode mnie przyjęcia, uważności i ochrony. Pomóż mi korzystać
z własnej siły tak, by inni mogli przy mnie czuć się bezpiecznie. Daj mi odwagę odejść od tego, czym mogę kogoś krzywdzić, i prowadź mnie drogą prawdy oraz pokoju. Amen.
Myśl na dziś: Mogę przynieść Ojcu zarówno swoją wiarę, jak i miejsce, w którym wciąż potrzebuję Jego pomocy.


Dodaj komentarz