Ewangelia Marka VIII – Ojciec, który cierpliwie otwiera nam oczy

Można patrzeć i wciąż nie widzieć jasno. Można pamiętać, że kiedyś otrzymaliśmy pomoc, a dziś znów bać się, że nie wystarczy nam chleba. Można rozpoznać w Jezusie Mesjasza i jednocześnie nie rozumieć, dokąd prowadzi Jego droga. Ósmy rozdział Ewangelii Marka opowiada właśnie o takim stopniowym poznawaniu. Jezus karmi głodnych, rozmawia z uczniami o ich niezrozumieniu, przywraca wzrok niewidomemu i pyta swoich najbliższych, za kogo Go uważają. Potem mówi im o cierpieniu, którego się nie spodziewali. Chcemy przejść przez te wydarzenia, przyglądając się sercu Ojca. Zobaczyć, jak Jezus odnosi się do ludzi, którzy potrzebują jedzenia, pewności, odpowiedzi i czasu, by zrozumieć.

Ojciec zauważa, że możemy nie mieć siły na drogę

Mk 8,1–9

Wokół Jezusa znów gromadzi się wielki tłum. Ludzie są z Nim już trzy dni i nie mają co jeść. Jezus sam zwraca na to uwagę uczniów. Mówi, że gdyby odesłał ich głodnych do domów, mogliby zasłabnąć w drodze. Niektórzy przyszli z daleka.
To bardzo konkretny obraz troski. Jezus myśli o drodze, którą ci ludzie będą musieli pokonać. Dostrzega ich zmęczenie, zanim sami zaczną prosić o jedzenie. Uczniowie pytają, skąd na pustkowiu wziąć chleb dla wszystkich. Mają siedem chlebów i kilka rybek. Jezus przyjmuje to, co jest, dziękuje, łamie i daje uczniom do rozdania. Ludzie jedzą do syta, a pozostałości napełniają siedem koszy.
W poprzednim rozdziale Marek opowiedział już o nakarmieniu tłumu. Teraz wraca do podobnej potrzeby. Ludzie znów są głodni. Uczniowie znów widzą trudność. Jezus znów okazuje im troskę. Nie traktuje powracającej potrzeby jak czegoś, co powinno ich zawstydzać. My także potrzebujemy pomocy więcej niż jeden raz. Wczorajsze siły nie zawsze wystarczają na dzisiejszą drogę. Możemy przychodzić do Ojca z potrzebą, którą już kiedyś Mu powierzaliśmy. Możemy również uczyć się od Jezusa zauważać zwyczajne granice drugiego człowieka. Czasem zanim zapytamy, dlaczego ktoś nie idzie dalej, warto zobaczyć, czy ma siłę, by ruszyć.

Ojciec nie daje się sprowadzić do niekończącego się sprawdzianu

Mk 8,10–13

Po przeprawie na drugi brzeg przychodzą faryzeusze. Wdają się z Jezusem w spór
i żądają znaku z nieba, aby wystawić Go na próbę. Jezus wzdycha głęboko
i odmawia im takiego znaku. Potem odpływa. Dopiero co czytaliśmy
o nakarmieniu tysięcy ludzi. Teraz słyszymy żądanie kolejnego dowodu.
Marek mówi wprost, że celem rozmówców jest wystawienie Jezusa na próbę.
Jego odmowa dotyczy tej konkretnej sytuacji; nie oznacza, że człowiek nie może przyjść do Boga ze szczerym pytaniem. Warto zapytać siebie, czego szukam, gdy proszę o odpowiedź. Czy chcę lepiej poznać Jezusa? Czy może stawiam Mu warunki, które wciąż przesuwam, bo boję się zaufać? Takie pytanie nie służy zawstydzeniu kogoś, kto zmaga się z wątpliwościami. W Ewangelii sami uczniowie wiele razy nie rozumieją. Widzimy jednak różnicę między przyniesieniem Bogu swojej niepewności a próbą zamknięcia Go w sprawdzianie ułożonym według własnych zasad.

Ojciec pomaga nam rozpoznać, czym karmimy swoje myśli

Mk 8,14–21

Uczniowie płyną łodzią i odkrywają, że zabrali ze sobą tylko jeden chleb. Jezus ostrzega ich przed „kwasem” faryzeuszów i Heroda. Oni zaczynają rozmawiać
o tym, że nie mają pieczywa. Jezus pyta, dlaczego skupili się właśnie na tym. Przypomina im dwa nakarmienia tłumów i kosze pozostałych kawałków.
Na końcu pyta, czy wciąż nie rozumieją. Uczniowie są blisko Jezusa, a mimo to ich uwagę całkowicie zajmuje brak chleba. Otrzymują ważne ostrzeżenie, lecz słyszą
w nim przede wszystkim echo własnego zmartwienia. Możemy ich zrozumieć. Kiedy czegoś nam brakuje, trudno myśleć o czymkolwiek innym. W tej scenie Jezus nie podaje uczniom po prostu kolejnego chleba. Zaprasza ich, aby przypomnieli sobie to, czego byli świadkami. Pyta o kosze pozostałe po nakarmieniu ludzi. Pomaga im połączyć obecny lęk z pamięcią o otrzymanej pomocy. Nie chodzi o to, by zaprzeczać rzeczywistym potrzebom. Brak pieniędzy, zdrowia czy wsparcia może być bardzo dotkliwy. Możemy jednak zauważyć, kiedy lęk zaczyna tłumaczyć nam całą rzeczywistość. Kiedy mówi: „Tym razem jesteś sam”, choć wcześniej ktoś podał nam rękę. Jezus cierpliwie kieruje uwagę uczniów ku temu, co już zobaczyli, i pyta, czy potrafią jeszcze raz się nad tym zatrzymać.

Ojciec pozostaje przy nas, gdy zaczynamy widzieć tylko częściowo

Mk 8,22–26

W Betsaidzie ludzie przyprowadzają do Jezusa niewidomego i proszą, aby go dotknął. Jezus bierze mężczyznę za rękę i wyprowadza poza wieś. Po pierwszym dotknięciu pyta go, czy coś widzi. Mężczyzna odpowiada, że widzi ludzi, ale przypominają mu chodzące drzewa. Jezus ponownie kładzie ręce na jego oczach. Wtedy człowiek zaczyna widzieć wyraźnie. Ta scena jest niezwykła również przez rozmowę między Jezusem a uzdrawianym. Jezus pyta, a człowiek może szczerze powiedzieć: „Widzę, ale jeszcze niewyraźnie”. Jego częściowe widzenie nie zostaje nazwane pełnym uzdrowieniem. Jezus pozostaje przy nim i działa dalej. Nie wiemy, dlaczego to uzdrowienie przebiega w taki sposób. Nie warto dopisywać temu człowiekowi braku wiary ani tworzyć zasady, według której każde Boże działanie musi mieć dwa etapy. W opowieści Marka możemy jednak zobaczyć miejsce na uczciwe „jeszcze nie widzę jasno”. To także język dla naszej drogi poznawania Boga. Czasem rozumiemy już więcej niż dawniej, lecz nadal mylimy kształty. Możemy powiedzieć Ojcu prawdę o takim stanie. Nie musimy udawać pewności, której jeszcze w nas nie ma.

Ojciec pyta, kim jest dla nas Jezus

Mk 8,27–30

W drodze do wiosek pod Cezareą Filipową Jezus pyta uczniów, za kogo uważają Go ludzie. Słyszy różne odpowiedzi. Potem pyta ich samych. Piotr odpowiada: „Ty jesteś Mesjasz”. Po wielu wspólnych drogach, rozmowach i wydarzeniach pada osobiste pytanie. Uczniowie znają opinie innych ludzi, lecz Jezus chce usłyszeć ich odpowiedź. Można znać to, co o Nim mówią rodzice, nauczyciele, przyjaciele albo osoby w kościele. Te głosy mają znaczenie, ale nie zastąpią własnego spotkania i własnego pytania. Odpowiedź Piotra jest ważna. Dalsza część rozdziału pokaże jednak, że rozpoznanie Jezusa jako Mesjasza nie oznacza jeszcze zrozumienia, jakim jest Mesjaszem. Możemy wypowiedzieć prawdziwe słowa i nadal potrzebować, by Jezus pokazywał nam ich znaczenie. To nie odbiera wartości pierwszemu wyznaniu. Otwiera dalszą drogę poznawania.

Ojciec nie ukrywa trudnej drogi Jezusa

Mk 8,31–33

Jezus zaczyna otwarcie mówić uczniom, że będzie cierpiał, zostanie odrzucony
i zabity, a po trzech dniach powstanie z martwych. Piotr bierze Go na bok i zaczyna upominać. Jezus odpowiada mu bardzo stanowczo. Wskazuje, że Piotr myśli teraz po ludzku, a nie zgodnie z tym, co pochodzi od Boga. Możemy zatrzymać się przy trudności Piotra, nie udając, że zapowiedź cierpienia jest łatwa do przyjęcia. Dopiero co wyznał, że Jezus jest Mesjaszem. Teraz słyszy o odrzuceniu i śmierci. Takiego obrazu zwycięstwa mógł się nie spodziewać. Marek nie opisuje wszystkich jego myśli, ale pokazuje wyraźnie, że Piotr próbuje zawrócić Jezusa z drogi, o której On właśnie powiedział. Stanowcza odpowiedź Jezusa nie jest zgodą na to, by używać ostrych słów wobec ludzi, którzy boją się cierpienia. Dotyczy chwili,
w której najbliższy uczeń sprzeciwia się zapowiedzianej drodze Jezusa. Możemy odczytać ją jako wezwanie, by nie tworzyć sobie Mesjasza wyłącznie na miarę własnych oczekiwań. To pytanie dotyka także naszego obrazu Boga. Czy potrafię pozostać przy Jezusie, kiedy Ewangelia nie potwierdza moich wyobrażeń? Czy pozwalam Mu mówić również o sprawach, przed którymi wolałabym uciec? Ojciec nie nazywa cierpienia dobrem. W tej scenie Jezus mówi prawdę o tym, co Go czeka, i nie pozwala, by lęk Piotra odebrał Mu głos.

Ojciec zaprasza do drogi, na której życie ma większą wartość niż pozory

Mk 8,34–38

Jezus przywołuje tłum razem z uczniami. Mówi o zaparciu się siebie, wzięciu swojego krzyża i naśladowaniu Go. Pyta też, jaki pożytek miałby człowiek
z pozyskania całego świata, gdyby utracił własne życie. To słowa wymagające ostrożnego czytania. „Zaprzeć się siebie” nie powinno stawać się żądaniem,
by człowiek przestał mieć potrzeby, pozwalał się krzywdzić albo trwał w przemocy. Jezus sam w tym rozdziale dostrzega głód tłumu i troszczy się o siły ludzi. Zaproszenie do pójścia za Nim dotyczy całego kierunku życia: tego, czemu oddajemy serce i czego bronimy za wszelką cenę. Można tak mocno trzymać się uznania, kontroli czy własnego obrazu sukcesu, że coraz mniej zostaje w nas przestrzeni na prawdę i miłość. Można zyskać wiele w oczach świata, a zgubić to, co pozwala naprawdę żyć. Jezus mówi uczciwie, że naśladowanie Go może kosztować. Jednocześnie pyta o wartość życia, którego nie da się zastąpić żadnym zyskiem.
Nie musimy dziś znać wszystkich odpowiedzi dotyczących przyszłości. Możemy zacząć od prostego pytania: czego trzymam się tak mocno, że utrudnia mi to pójście za Jezusem? I co pomaga mi żyć bardziej prawdziwie, z miłością do Boga
i ludzi?

Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?

Patrząc na Jezusa, widzimy Boga, który dostrzega głód ludzi i myśli o ich drodze do domu. Przypomina uczniom otrzymaną pomoc, kiedy znów się boją. Bierze niewidomego za rękę, pyta go, co widzi, i pozostaje przy nim, gdy odpowiedź brzmi: „Jeszcze niewyraźnie”. Pyta również uczniów, kim jest dla nich, a potem mówi prawdę, której trudno im słuchać. Ten rozdział nie przedstawia wiary jako chwili, w której nagle wszystko staje się jasne. Piotr rozpoznaje Mesjasza, lecz zaraz okazuje się, że wciąż uczy się rozumieć Jego drogę. Możemy poznawać Ojca także pośród takiej nauki: wracać do pytań, korygować swoje wyobrażenia i uczciwie mówić, ile dziś widzimy.

Od lęku, że zabraknie, do zaufania dziecka

Mogę powiedzieć Ojcu, czego dziś potrzebuję na dalszą drogę.
Mogę przypomnieć sobie otrzymaną pomoc, nie zaprzeczając obecnym trudnościom.
Mogę przyznać, że nie wszystko rozumiem i nie widzę jeszcze jasno.
Mogę pytać Jezusa, kim naprawdę jest, zamiast poprzestawać na cudzych odpowiedziach.
Mogę pozwolić Mu zmieniać moje wyobrażenia o zwycięstwie i o życiu.
Mogę szukać tego, co prawdziwe, nawet gdy łatwiej byłoby chronić pozory.
Zaufanie może wzrastać stopniowo. Nie potrzebuję nazywać wyraźnym obrazu, który wciąż widzę tylko częściowo.

Pytania do serca

Wybierz jedno pytanie i pozostań z nim przez chwilę.
Czego potrzebuję dziś, aby mieć siłę na dalszą drogę?
Jaki brak zajmuje moje myśli tak mocno, że trudno mi dostrzec cokolwiek innego?O jakiej otrzymanej pomocy warto sobie przypomnieć?
Gdzie uczciwie mogę powiedzieć: „Widzę już coś, ale jeszcze niewyraźnie”?
Za kogo ja uważam Jezusa na obecnym etapie mojej drogi?
Jakie moje oczekiwanie wobec Boga jest dziś najtrudniejsze do poddania Jego słowom?
Czego trzymam się ze strachu przed utratą, choć oddala mnie to od prawdziwego życia?

Modlitwa

Ojcze, przynoszę Ci to, czego dzisiaj mi brakuje. Ty znasz drogę, która jest przede mną, i wiesz, ile mam siły. Dziękuję Ci za Jezusa, który widzi głodnych ludzi, bierze człowieka za rękę i pozostaje przy nim, gdy ten nie widzi jeszcze jasno.
Pomóż mi pamiętać o dobru, które otrzymałam, także wtedy, gdy znów się boję. Daj mi szczerość, bym nie udawała pewności tam, gdzie mam pytania. Ucz mnie poznawać Jezusa takim, jakim objawia się w Ewangelii, nawet kiedy Jego droga różni się od moich oczekiwań. Pokazuj mi, czego kurczowo się trzymam i co odbiera mi wolność kochania. Prowadź mnie ku życiu, którego nie muszę budować na pozorach. A kiedy widzę tylko częściowo, pomóż mi pozostać blisko Ciebie i cierpliwie uczyć się patrzeć. Amen.

Myśl na dziś: Mogę powiedzieć Ojcu: „Jeszcze nie widzę jasno”, i pozwolić Mu dalej prowadzić mnie za rękę.

Komentarze

Dodaj komentarz