Czasem przychodzimy do Boga z pytaniem, co jeszcze powinniśmy zrobić.
Czasem chcemy zapewnienia, że jesteśmy ważni. Innym razem mamy już tylko siłę wołać o pomoc. Dziesiąty rozdział Ewangelii Marka mieści w sobie wszystkie
te doświadczenia. Spotykamy ludzi pytających o małżeństwo, dzieci przynoszone do Jezusa, człowieka przywiązanego do swojego majątku i uczniów pragnących szczególnych miejsc. Na końcu pojawia się Bartymeusz, którego tłum próbuje uciszyć. W tych spotkaniach chcemy poznawać serce Ojca. Zatrzymać się przy spojrzeniu Jezusa, Jego objęciach i pytaniu skierowanym do człowieka przy drodze. Zobaczyć również, jak Jego miłość mówi prawdę, która bywa trudna do przyjęcia.
Ojciec przypomina o odpowiedzialności za powierzoną nam bliskość
Mk 10,1–12
Faryzeusze pytają Jezusa o możliwość oddalenia żony. Jezus kieruje rozmowę ku zamysłowi Boga wobec małżeństwa i mówi o zatwardziałości ludzkich serc. Przypomina, że więź małżeńska jest czymś głębszym niż ustalenie warunków,
na których można się z niej wycofać. Warto zatrzymać się przy słowie „serce”. Można znać przepisy i jednocześnie przestać dostrzegać osobę, której dotyczą nasze decyzje. Można coraz sprawniej uzasadniać swoje postępowanie, a coraz mniej słyszeć ból drugiego człowieka. Jezus przywołuje dobro więzi: wspólne życie, wierność i odpowiedzialność za siebie nawzajem. Ten fragment może być szczególnie bolesny dla osób po rozpadzie małżeństwa. Nie znamy historii każdego człowieka, jego wysiłku, doznanych krzywd i granic tego, co było możliwe.
Słów Jezusa nie należy używać do poniżania takich osób ani do nakazywania pozostania w niebezpieczeństwie. Wierność nie daje nikomu prawa do przemocy. Możemy jednak przyjąć pytanie, które ten tekst stawia także nam: czy moje serce pozostaje wrażliwe na osobę, z którą dzielę życie? Czy umiem przeprosić, słuchać
i szukać pomocy, zanim obojętność stanie się naszym codziennym językiem?
W perspektywie Ojcowskiego Serca troska o więź zaczyna się od uznania, że drugi człowiek nie jest kimś, kim mogę dowolnie rozporządzać.
Ojciec robi miejsce tym, których inni odsuwają
Mk 10,13–16
Do Jezusa przynoszone są dzieci. Uczniowie próbują temu przeszkodzić, ale Jezus się oburza. Pozwala dzieciom przyjść, bierze je w objęcia i błogosławi.
Mówi również o przyjęciu królestwa Bożego jak dziecko. Może warto przez chwilę pozostać przy samych objęciach. Dzieci nie przychodzą z osiągnięciami
ani argumentami, które miałyby przekonać Jezusa, że zasługują na Jego czas. Zostają przyjęte. Ich obecność ma znaczenie, choć uczniowie nie od razu to rozumieją. Przyjmowanie królestwa jak dziecko nie wymaga od nas rezygnacji
z myślenia i odpowiedzialności. Możemy rozważać je jako zgodę na otrzymywanie. Na to, że nie wszystko potrafimy zapewnić sobie sami. Że potrzebujemy miłości, której nie da się wypracować samym wysiłkiem. Nie każdy z nas zna z dzieciństwa bezpieczne ramiona. Dlatego słowo „Ojciec” może budzić zarówno tęsknotę,
jak i ostrożność. Patrząc na Jezusa, możemy powoli poznawać bliskość, w której mały człowiek zostaje zauważony i przyjęty. Możemy też pytać, czy przy nas dzieci mają przestrzeń na swoje pytania, emocje i potrzeby.
Ojciec patrzy z miłością, zanim usłyszy naszą odpowiedź
Mk 10,17–22
Pewien człowiek pyta Jezusa o życie wieczne. Rozmawiają o przykazaniach.
Potem Marek zapisuje szczegół, który warto zachować w sercu: Jezus patrzy
na niego z miłością. Dopiero po tym spojrzeniu pada wezwanie do rozdania majątku ubogim i pójścia za Nim. Człowiek odchodzi zasmucony, ponieważ posiada wiele. Miłość Jezusa pojawia się przed decyzją tego człowieka. Nie jest nagrodą za to, że zrobił wszystko właściwie. Jednocześnie ta miłość prowadzi
do wymagającego zaproszenia. Jezus dotyka miejsca, w którym człowiekowi najtrudniej będzie zaufać. Marek nie mówi, co wydarzyło się z nim później. Pozostawia nas przy jego smutku. Nie musimy dopisywać mu ostatecznego odrzucenia Boga ani szczęśliwego powrotu. Możemy natomiast zauważyć,
jak bolesne bywa odkrycie, że coś, co dawało bezpieczeństwo, zaczęło ograniczać naszą wolność. Pytanie dotyczy również nas. Co tak mocno trzymam w rękach, że trudno mi odpowiedzieć na dobro, do którego zaprasza Jezus? Majątek, uznanie, wygodę, potrzebę kontroli? W tym fragmencie pieniądze mają także konkretny wymiar społeczny: Jezus mówi o ubogich, którzy mogliby otrzymać pomoc.
Nasze przywiązania wpływają na innych ludzi. Możemy przynieść Ojcu właśnie
tę trudność. Pozwolić Mu patrzeć na nas z miłością również wtedy, gdy odkrywamy własny opór.
Ojciec otwiera nadzieję tam, gdzie kończy się nasza samowystarczalność
Mk 10,23–31
Po odejściu bogatego człowieka uczniowie słyszą o trudności wejścia do królestwa Bożego. Pytają, kto zatem może zostać zbawiony. Jezus kieruje ich ku możliwościom Boga. W odpowiedzi na słowa Piotra o pozostawieniu wszystkiego mówi też o otrzymanym dobru, wspólnocie i życiu wiecznym, nie pomijając prześladowań. Ten fragment porusza nasze pragnienie pewności. Chcielibyśmy wiedzieć, że odpowiednio zabezpieczyliśmy swoje życie, wykonaliśmy właściwe zadania i możemy już spokojnie polegać na sobie. Jezus prowadzi uczniów ku zaufaniu Bogu, którego dobro przekracza ich możliwości. Nie jest to obietnica,
że pójście za Jezusem zapewni materialny zysk. W Jego słowach pozostają również trudności. Możemy jednak zobaczyć nadzieję na życie, w którym człowiek nie musi być samotną wyspą. Otrzymuje i daje, przyjmuje troskę i staje się bliskim dla innych. Warto pytać także o nasze wspólnoty. Czy ktoś, kto wiele stracił, znajduje wśród nas rzeczywistą pomoc? Czy słowa o braciach, siostrach i domu mają pokrycie w naszej obecności?
Ojciec nie ukrywa przed uczniami drogi Jezusa
Mk 10,32–34
Jezus idzie przed uczniami ku Jerozolimie. Towarzyszy im lęk. Ponownie mówi
o odrzuceniu, cierpieniu, śmierci i zmartwychwstaniu. Możemy zatrzymać się przy tym, że Jezus prowadzi ich, mówiąc prawdę. Nie obiecuje łatwej drogi, aby zatrzymać ich przy sobie. Nie pomija tego, czego trudno słuchać. W poznawaniu serca Ojca jest miejsce także na uczciwość wobec cierpienia. Nie musimy nazywać każdej trudności dobrem ani twierdzić, że rozumiemy jej sens. Możemy słuchać Jezusa i iść za Nim z pytaniami. Uczniowie również nie mają jeszcze pełnego zrozumienia, a jednak pozostają na drodze.
Ojciec pokazuje wielkość, która służy życiu innych
Mk 10,35–45
Jakub i Jan proszą o zaszczytne miejsca przy Jezusie. Wywołuje to oburzenie pozostałych uczniów. Jezus przywołuje wszystkich i mówi o służeniu. Swoją własną drogę opisuje jako oddanie życia za wielu. Pragnienie znaczenia jest bardzo ludzkie. Chcemy wiedzieć, że jesteśmy ważni, zauważeni i potrzebni.
Problem pojawia się wtedy, gdy próbujemy zapewnić sobie tę wartość przez miejsce ponad innymi. Wtedy czyjś sukces zaczyna zagrażać nam, a relacje stają się porównywaniem pozycji. Jezus kieruje uwagę uczniów ku temu, jak mogą korzystać ze swojej siły. Czy ich obecność pomaga drugiemu człowiekowi?
Czy odpowiedzialność daje innym bezpieczeństwo, czy sprawia, że muszą się ich obawiać? Jego słowa o służeniu nie powinny być narzędziem wykorzystywania osób, które już dźwigają zbyt wiele. W tej rozmowie Jezus zwraca się do ludzi zabiegających o pierwszeństwo. Uczy ich, że bliskość z Nim ma przemieniać sposób sprawowania władzy. Obraz oddania życia jako okupu mówi o wyzwoleniu, które kosztuje Jezusa Jego własne życie. Tekst nie określa tutaj, komu okup miałby być zapłacony. Pozwala natomiast zobaczyć, jak daleko sięga Jego służba. Poznając przez Niego serce Ojca, widzimy miłość gotową działać dla ocalenia człowieka.
Ojciec zatrzymuje się przy głosie, który inni chcą uciszyć
Mk 10,46–52
Bartymeusz siedzi przy drodze i woła do Jezusa o miłosierdzie. Wielu próbuje
go uciszyć. Jezus zatrzymuje się, każe go przywołać i pyta, czego potrzebuje. Bartymeusz prosi o wzrok. Po uzdrowieniu idzie za Jezusem. Warto zauważyć zatrzymanie Jezusa. Tłum jest w drodze, a głos człowieka z pobocza może wydawać się przeszkodą. Dla Jezusa staje się powodem, by przystanąć. Potem pada pytanie. Bartymeusz może sam powiedzieć, czego pragnie. Jego potrzeba nie zostaje omówiona wyłącznie przez innych. Otrzymuje miejsce na własną odpowiedź.
W tym samym rozdziale Jezus pyta Jakuba i Jana o ich prośbę. Oni pragną szczególnych miejsc. Bartymeusz chce widzieć. To zestawienie zaprasza nas do przyjrzenia się własnym modlitwom: czego naprawdę szukam przy Jezusie? Potwierdzenia pozycji, bezpieczeństwa, pomocy, odzyskania kierunku?
Historia Bartymeusza nie pozwala osądzać wiary osób, które pozostają niewidome. Pokazuje spotkanie tego człowieka z Jezusem. Możemy uczyć się z niego szacunku do czyjegoś głosu. Zanim uznamy, że wiemy, czego druga osoba potrzebuje, warto ją zapytać i wysłuchać.
Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?
Patrząc na Jezusa, poznajemy Boga, dla którego więzi i ludzkie potrzeby mają znaczenie. Widzimy dzieci przyjęte w ramiona, człowieka obdarzonego spojrzeniem miłości i Bartymeusza, przy którym Jezus zatrzymuje drogę.
Ta czułość łączy się z prawdą. Jezus mówi o odpowiedzialności w małżeństwie,
o przywiązaniu do majątku i o ambicji, która potrzebuje przemiany. Nie każda rozmowa kończy się spokojem. Bogaty człowiek odchodzi smutny, uczniowie nadal się uczą. Możemy poznawać serce Ojca również wtedy, gdy Jego zaproszenie dotyka czegoś, co trudno nam oddać.
Od potrzeby zasługiwania do zaufania dziecka
Mogę przyjmować miłość Ojca, zanim wszystko uporządkuję.
Mogę troszczyć się o więzi, pamiętając o godności i bezpieczeństwie obu osób.
Mogę powiedzieć Jezusowi, co daje mi poczucie bezpieczeństwa i czego boję się stracić.
Mogę uczyć się korzystać ze swojej siły dla dobra innych.
Mogę wołać o pomoc i nazwać własną potrzebę.
Mogę zatrzymać się przy człowieku, którego inni nie słuchają.
Zaufanie może zaczynać się od szczerej odpowiedzi na pytanie Jezusa: czego dziś potrzebuję?
Pytania do serca
Wybierz jedno pytanie i pozostań z nim przez chwilę.
Która z moich bliskich relacji potrzebuje dziś uważności i troski?
Czy potrafię przyjąć miłość, zanim poczuję, że na nią zasłużyłam?
Co najtrudniej byłoby mi wypuścić z rąk?
Jak korzystam ze swojej wiedzy, pozycji i możliwości?
Czy jest ktoś, kogo głos zbyt łatwo pomijam?
Co odpowiedziałabym dziś Jezusowi, gdyby zapytał, czego potrzebuję?
Modlitwa
Ojcze, przynoszę Ci moje relacje, pragnienia i lęk o przyszłość. Dziękuję Ci
za Jezusa, który przyjmuje dzieci, patrzy z miłością na człowieka zmagającego
się z wyborem i zatrzymuje się przy wołaniu Bartymeusza. Pomóż mi przyjmować Twoją miłość bez ciągłego udowadniania własnej wartości.
Pokaż mi, czego trzymam się tak mocno, że trudno mi być wolną i uważną na innych. Ucz mnie troszczyć się o więzi, słuchać i brać odpowiedzialność za swoje słowa. Daj mi odwagę nazwać to, czego potrzebuję. Otwórz moje oczy na ludzi, którzy próbują zostać usłyszani. Niech moja siła służy ich dobru, a moja obecność daje miejsce na prawdę. Prowadź mnie za Jezusem, również wtedy, gdy Jego zaproszenie jest wymagające. Amen.
Myśl na dziś: Jezus patrzy na mnie z miłością i daje mi przestrzeń, abym powiedziała, czego naprawdę potrzebuję.


Dodaj komentarz