Można bardzo uważać na to, co widać z zewnątrz, a nie zauważyć, co dzieje się we własnym sercu. Można znać właściwe słowa, przestrzegać przyjętych zasad i jednocześnie coraz trudniej słyszeć drugiego człowieka. Siódmy rozdział Ewangelii Marka zaczyna się właśnie od pytania o czystość. Później prowadzi nas do matki proszącej o pomoc dla córki oraz do człowieka, który nie słyszy i z trudem mówi. W każdej z tych scen pojawia się pytanie o dostęp do Boga: kto może podejść, zostać wysłuchany i otrzymać pomoc? Patrząc na Jezusa, chcemy poznawać serce Ojca, który dostrzega to, czego inni mogą nie zauważyć.
Ojciec pyta o sens zasad, których przestrzegamy
Mk 7,1–8
Faryzeusze i uczeni w Piśmie zauważają, że niektórzy uczniowie Jezusa jedzą bez wcześniejszego obmycia rąk według przyjętego zwyczaju. Nie chodzi tu o zwykłą troskę o higienę. Marek opisuje praktykę związaną z religijnym rozumieniem czystości. Pytają więc Jezusa, dlaczego Jego uczniowie nie postępują zgodnie z tradycją starszych. Jezus odpowiada słowami proroka Izajasza o ludziach, którzy czczą Boga ustami, lecz ich serce pozostaje daleko od Niego. Jezus nie mówi, że każda tradycja jest zła. Stawia jednak pytanie o to, co dzieje się, gdy przyjęty zwyczaj zaczyna zajmować miejsce ważniejsze od tego, czego pragnie Bóg. Można tak bardzo skupić się na poprawnym wykonaniu czynności, że przestaje się widzieć ludzi siedzących przy stole. To pytanie warto odnieść także do siebie. Czy moje praktyki pomagają mi kochać Boga i ludzi? A może czasem służą przede wszystkim temu, żebym czuła się bezpieczna, lepsza albo pewna, kto postępuje właściwie? Nie muszę rezygnować z tego, co dobre i cenne. Mogę jednak pozwolić Jezusowi zapytać mnie o sens tego, co robię. Ojciec jest zainteresowany także sercem, z którego wypływają moje działania.
Ojciec widzi, kiedy pobożne słowa przykrywają brak troski
Mk 7,9–13
Jezus podaje konkretny przykład. Przypomina przykazanie szacunku wobec ojca i matki, a potem mówi o zwyczaju, który pozwalał zadeklarować majątek jako dar przeznaczony dla Boga. W opisanej przez Niego sytuacji człowiek mógł powołać się na tę deklarację, by nie pomóc rodzicom. To mocne słowa, ponieważ pokazują, że religijny język można wykorzystać do ominięcia odpowiedzialności. Jezus nie zatrzymuje się na tym, jak brzmi deklaracja. Pyta, co dzieje się z rodzicami, którzy potrzebują wsparcia. Nie znamy wszystkich okoliczności życia ludzi, do których mówił. Nie chodzi więc o prostą ocenę każdej trudnej relacji rodzinnej ani o wymaganie, by ktoś znosił krzywdę bez granic. Możemy jednak usłyszeć zasadnicze pytanie Jezusa: czy moja wiara prowadzi mnie ku miłości wyrażonej w czynach? Czy potrafię zauważyć potrzebę człowieka, kiedy jej zaspokojenie kosztowałoby mnie czas, uwagę albo część tego, co posiadam? W perspektywie Ojcowskiego Serca troska o Boga i troska o człowieka nie powinny być przeciwstawiane. Jezus ujawnia rozdźwięk między pięknie brzmiącymi słowami a odmową pomocy.
Ojciec pomaga nam przyjrzeć się temu, co wychodzi z serca
Mk 7,14–23
Jezus przywołuje tłum i wyjaśnia, że człowieka nie czyni nieczystym pokarm, który do niego wchodzi. Zwraca uwagę na to, co wychodzi z jego wnętrza. Później, w rozmowie z uczniami, wymienia między innymi krzywdzące zamiary, chciwość, podstęp, zawiść i pychę. Łatwo czytać tę listę wyłącznie jako opis ludzi, od których chcielibyśmy się odróżnić. Trudniej zatrzymać się przy własnym sercu. Przy słowach, które wypowiadam pod wpływem złości. Przy sposobie, w jaki opowiadam o kimś nieobecnym. Przy chęci, by postawić na swoim bez względu na drugiego człowieka. Jezus nie zaprasza nas do nieustannego podejrzewania siebie ani do wstydu z powodu każdej trudnej myśli czy emocji. Złość, lęk i zranienie same w sobie nie są tym samym co decyzja, by kogoś skrzywdzić. Warto jednak zobaczyć, co dzieje się z nimi dalej. Czy zamieniam ból w oskarżenie? Czy pozwalam, by zazdrość kierowała moimi słowami? Czy umiem przyznać, że potrzebuję zmiany? To trudna część rozdziału, ale może prowadzić ku prawdzie, która uwalnia. Przed Ojcem nie musimy utrzymywać obrazu człowieka bez skazy. Możemy nazwać to, co w nas niepokojące, i prosić Go, by uczył nas żyć inaczej.
Ojciec słyszy matkę, która prosi o pomoc dla córki
Mk 7,24–30
Jezus udaje się w okolice Tyru. Przychodzi do Niego kobieta pochodząca spoza narodu izraelskiego. Jej córka jest dręczona przez ducha nieczystego. Matka pada Jezusowi do nóg i prosi o uwolnienie dziecka. W odpowiedzi słyszy obraz dzieci, które mają zostać nakarmione najpierw, oraz piesków przy stole. Kobieta podejmuje ten obraz i odpowiada, że także pieski jedzą okruszyny spadające od dzieci. Jezus przyjmuje jej odpowiedź. Gdy kobieta wraca do domu, zastaje córkę uwolnioną. To rozmowa, przy której nie chcę przechodzić zbyt szybko. Słowa Jezusa mogą brzmieć dla nas boleśnie. Nie trzeba udawać, że nie budzą pytań.
W tekście pojawia się pierwszeństwo dzieci, ale także matka, która nie odchodzi ze swoją prośbą. Jej odpowiedź wyraża przekonanie, że nawet to, co w obrazie nazwano okruszynami, wystarczy, by pomóc córce. Marek pozwala nam zobaczyć konkretną kobietę i konkretne dziecko. Matka przychodzi z cierpieniem córki, a ich historia kończy się uwolnieniem. Nie dopisujmy tej kobiecie uczuć ani intencji, których Ewangelista nie opisuje. Możemy natomiast zauważyć jej odwagę i to, że Jezus podejmuje rozmowę z osobą, której pochodzenie stawiało ją poza Izraelem. Ta scena każe mi zapytać, czy sama nie wyznaczam zbyt ciasnych granic Bożej trosce. Czy są ludzie, o których myślę, że stoją za daleko, zbyt wiele ich różni od „nas”, żeby zostali wysłuchani? Matka z okolic Tyru przypomina mi, że nie powinnam decydować za Boga, komu wolno przyjść z prośbą.
Ojciec daje człowiekowi uwagę, której naprawdę potrzebuje
Mk 7,31–37
Do Jezusa przyprowadzają człowieka, który nie słyszy i z trudem mówi. Proszą,
aby położył na niego rękę. Jezus bierze go na bok, z dala od tłumu. Dotyka jego uszu i języka, spogląda w niebo, wzdycha i mówi: „Otwórz się”. Człowiek zaczyna słyszeć i mówić wyraźnie. Warto zatrzymać się przy tym, że Jezus odchodzi z nim
od tłumu. Marek nie wyjaśnia wszystkich powodów tego gestu.
Widzimy jednak, że uzdrowienie dokonuje się w osobistym spotkaniu. Jezus poświęca uwagę człowiekowi, który do tej pory miał ograniczoną możliwość usłyszenia innych i wypowiedzenia siebie. Dotyka miejsc związanych z jego trudnością i zwraca się właśnie do niego. Słowo „Otwórz się” można przyjąć również jako zaproszenie do osobistej refleksji, pamiętając, że w tej historii jest ono wypowiedziane do konkretnego człowieka podczas jego uzdrowienia. Na czyj głos trudno mi dziś znaleźć miejsce? Czy jest coś, czego nie umiem wypowiedzieć przed Bogiem albo bliską osobą? Czy pozwalam drugiemu człowiekowi mówić we własnym imieniu, czy zbyt szybko kończę za niego zdania? Nie należy wyciągać z tej sceny wniosku, że każda osoba niesłysząca potrzebuje takiego samego uzdrowienia, aby prowadzić pełne życie. Marek opowiada o potrzebie tego człowieka i o tym, jak Jezus na nią odpowiada. Możemy uczyć się od Niego uważności: zanim spróbujemy komuś pomóc, warto dostrzec osobę, a nie tylko trudność, z którą się mierzy.
Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?
Patrząc na Jezusa, widzimy troskę o prawdę naszego życia. Ojciec nie zadowala się pobożnymi słowami, jeśli za nimi znika miłość do człowieka. Zaprasza nas, byśmy przyjrzeli się własnym zamiarom i temu, co wypowiadamy oraz robimy. Ta prawda może być niewygodna, ale służy dobru, które może wzrastać w relacjach.
Widzimy także matkę proszącą o pomoc dla córki i człowieka, któremu Jezus poświęca osobną uwagę. Te historie nie pozwalają sprowadzić siódmego rozdziału do sporu o zasady. Pośród pytań o tradycję, czystość i granice pozostają konkretni ludzie. Ich potrzeby mają znaczenie. Poznając serce Ojca, możemy uczyć się patrzeć głębiej: na to, co kieruje naszym postępowaniem, i na osobę, która stoi przed nami.
Od pilnowania pozorów do zaufania dziecka
Zaufanie może zaczynać się od zgody na szczerość:
Mogę zapytać, czy moje zwyczaje pomagają mi kochać Boga i ludzi.
Mogę zauważyć potrzebę człowieka ukrytą za sporem o zasady.
Mogę powiedzieć Ojcu prawdę o tym, co rodzi się w moim sercu.
Mogę przyznać się do krzywdzących słów i uczyć się je zmieniać.
Mogę przyjść do Jezusa z prośbą o kogoś, kogo kocham.
Mogę uczyć się słuchać innych z większą uwagą.
Nie trzeba wypowiadać tych zdań tak, jakby wszystko było już uporządkowane. Możemy wybrać jedno i sprawdzić, dokąd prowadzi nas dzisiaj.
Pytania do serca
Wybierz jedno pytanie i pozostań z nim przez chwilę.
Czy jest zasada lub zwyczaj, którego bronię tak mocno, że przestaję dostrzegać człowieka?
Kto potrzebuje ode mnie konkretnej troski?
Jakie słowa najczęściej wychodzą ze mnie wtedy, gdy jestem zraniona albo przestraszona?
Czy jest ktoś, kogo zbyt łatwo wykluczam ze swojej uwagi?
Z jaką prośbą o bliską osobę przychodzę dziś do Jezusa?
Komu mogę dać więcej czasu, aby naprawdę usłyszeć jego historię?
Modlitwa
Ojcze, przychodzę do Ciebie ze swoim sercem. Z tym, co dobre, i z tym, czego nie lubię w sobie oglądać. Dziękuję Ci za Jezusa, który pomaga odróżniać Twoją wolę od zasad, za którymi czasem ukrywamy lęk lub obojętność. Pokaż mi, gdzie moje słowa i czyny oddalają się od miłości. Daj mi odwagę przyznać się do błędu i naprawić to, co mogę naprawić. Pomóż mi dostrzegać ludzi, których potrzeby dotąd pomijałam. Przynoszę Ci również tych, o których się martwię. Ty znasz ich imiona i historie. Ucz mnie prosić o pomoc bez udawania, że sama potrafię wszystko rozwiązać. Otwieraj moje uszy na głos drugiego człowieka i pomagaj mi mówić tak, by moje słowa niosły prawdę oraz troskę. Amen.
Myśl na dziś: Mogę pozwolić Ojcu zajrzeć głębiej w moje serce i uczyć się widzieć człowieka, który stoi przede mną.


Dodaj komentarz