Czasem patrzymy na własne serce i zastanawiamy się, dlaczego tak niewiele się zmienia. Słuchamy Słowa, modlimy się, pragniemy ufać, a potem znów przychodzi lęk. Wracają stare przyzwyczajenia. Troski zagłuszają to, co jeszcze niedawno wydawało się jasne. Czy Bóg traci do nas cierpliwość? Czy mały początek ma dla Niego znaczenie? Czy jest blisko również wtedy, gdy nasze życie przypomina łódź zalewaną przez fale? Czwarty rozdział Ewangelii Marka prowadzi nas przez obrazy ziarna, ziemi, światła i wzrostu. Na końcu zabiera nas na jezioro, w sam środek burzy. Chcemy w tych scenach poznawać serce naszego Ojca. Uczyć się przyjmować Jego Słowo, szanować czas dojrzewania i przychodzić
do Niego również z lękiem. Nie wszystko, co Bóg rozpoczyna w naszym życiu,
od razu staje się widoczne.
Ojciec wychodzi do nas ze swoim Słowem
Mk 4,1–9
Jezus naucza nad jeziorem. Zbiera się tak wielki tłum, że wchodzi do łodzi i z niej przemawia do ludzi stojących na brzegu. Opowiada o siewcy, który wyszedł siać. Ziarno pada na drogę, na grunt skalisty, między ciernie i na dobrą ziemię.
Jego dalszy los zależy od miejsca, w którym się znalazło. Słuchając tej przypowieści, łatwo od razu zacząć oceniać siebie: czy jestem wystarczająco dobrą ziemią? Zanim jednak przejdziemy do tego pytania, zauważmy sam początek. Siewca wychodzi i sieje. W wyjaśnieniu Jezus powie, że ziarnem jest słowo.
Bóg zwraca się do człowieka. Daje mu możliwość usłyszenia, przyjęcia
i odpowiedzi. W duchowym odczytaniu możemy zobaczyć w tym hojność Ojca. Jego Słowo dociera do ludzi o różnej historii i różnym stanie serca. Także do tych, którzy jeszcze nie rozumieją, którzy są rozproszeni albo dopiero zaczynają szukać. Możemy otworzyć Ewangelię z prostą prośbą: Ojcze, pomóż mi dzisiaj usłyszeć
to, co chcesz mi pokazać przez Jezusa. Nie musimy od razu zrozumieć całego rozdziału. Czasem jedno zdanie zostaje z nami na długo i powoli zaczyna wpływać na nasze decyzje.
Ojciec zaprasza nas do słuchania, które sięga głębiej
Mk 4,10–20
Kiedy Jezus zostaje z Dwunastoma i innymi osobami ze swojego otoczenia, pytają Go o przypowieści. Jezus mówi o tajemnicy królestwa Boga i wyjaśnia obraz siewcy. W tej części pojawiają się również trudne słowa nawiązujące do Izajasza — o patrzeniu bez dostrzegania i słuchaniu bez rozumienia. Nie powinniśmy ich pomijać. Ukazują powagę zamknięcia na Boże objawienie: można zetknąć się
ze Słowem, a mimo to go nie przyjąć. Przypowieści odsłaniają prawdę, ale stawiają też słuchacza wobec konieczności odpowiedzi. Warto zauważyć, że ludzie będący przy Jezusie również potrzebują wyjaśnienia. Ich bliskość nie oznacza, że wszystko pojmują od razu. Przynoszą Mu pytania. My także możemy tak robić. Niezrozumienie może stać się początkiem rozmowy z Bogiem. Jezus opisuje różne sposoby przyjmowania Słowa. Bywa ono zabrane, zanim zapuści korzenie. Bywa przyjęte z radością, lecz bez trwałości potrzebnej w trudnościach. Bywa też zagłuszone przez troski, zwodniczy urok bogactwa i inne pragnienia. W dobrej ziemi zostaje przyjęte i wydaje plon. Te obrazy pomagają uczciwie przyjrzeć się sercu. Nie musimy traktować ich jak niezmiennych etykiet przypisanych ludziom raz na zawsze. Możemy pytać, co dzisiaj dzieje się w nas. Gdzie słuchamy powierzchownie? Co pomaga nam zapuszczać korzenie? Jakie pragnienie zajmuje tyle miejsca, że trudno już usłyszeć Boga? Ojcu możemy przynieść również serce rozproszone, płytkie i pełne trosk — z prośbą, aby uczył nas przyjmować Jego Słowo.
Ojciec pomaga nam zauważyć to, co zagłusza życie
Mk 4,18–20
Zatrzymajmy się jeszcze przy ziarnie, które pada między ciernie. Ono słyszy Słowo, ale zostaje ono zagłuszone przez to, co wkracza do środka. Ten obraz jest bliski naszej codzienności. Możemy szczerze pragnąć Boga, a jednocześnie żyć
w nieustannym napięciu. W głowie mnożą się sprawy: rachunki, obowiązki, przyszłość dzieci, własne zdrowie, oczekiwania innych. Jezus nazywa zagrożenie, jakie troski mogą stanowić dla owocowania Słowa. Nie wynika z tego, że każda trudna emocja jest naszą winą albo że odpowiedzialność za codzienne sprawy oddala od Boga. Potrzebujemy jednak rozpoznawać moment, w którym troska zaczyna zajmować całe wnętrze. Kiedy nie umiemy już odpocząć, słuchać ani zauważyć dobra, które jest obok. Jezus wspomina również o zwodniczości bogactwa. Możemy oczekiwać od posiadania bezpieczeństwa, którego żadna rzecz nie jest w stanie zapewnić w pełni. Wtedy pragnienie zabezpieczenia przyszłości stopniowo przejmuje kierowanie naszym życiem. Przed Ojcem możemy nazwać te napięcia bez udawania spokoju. Prosić o pomoc w uporządkowaniu pragnień. Podjąć jeden konkretny krok: ograniczyć to, co nas nieustannie rozprasza, porozmawiać o przeciążeniu, znaleźć chwilę na uważną modlitwę. Dobra ziemia wydaje różny plon. W przypowieści pojawia się owoc trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny. Możemy przyjąć to również jako zachętę,
by mniej porównywać swoją drogę z cudzą, a wierniej troszczyć się o odpowiedź, do której sami jesteśmy zaproszeni.
Ojciec daje światło, które ma oświetlać nasze życie
Mk 4,21–25
Jezus mówi o lampie, którą umieszcza się na świeczniku. Światło ma stać się widoczne. To, co ukryte, zostanie ujawnione. Następnie wzywa do uważnego słuchania i mówi o mierze, którą posługują się słuchacze. W tym kontekście słowa te podkreślają odpowiedzialność za przyjęte objawienie i za sposób słuchania. Słowo Jezusa ma przenikać nasze życie. Pomagać rozpoznawać prawdę, podejmować decyzje i dostrzegać to, co wcześniej pozostawało w cieniu.
Czasem boimy się takiego światła. Przeczuwamy, że pokaże nam urazę, którą pielęgnujemy, nieuczciwość, którą usprawiedliwiamy, albo potrzebę, do której nie chcemy się przyznać. Możemy jednak prosić Ojca o odwagę patrzenia. To, co zostaje rozpoznane, możemy Mu powierzyć i zacząć przemieniać. Uważne słuchanie potrzebuje odpowiedzi. Jeśli odkrywam potrzebę przeprosin, mogę przeprosić. Jeśli widzę czyjąś samotność, mogę się odezwać. Jeśli rozpoznaję własne wyczerpanie, mogę przyjąć pomoc. W ten sposób usłyszane Słowo staje się częścią zwyczajnego dnia.
Ojciec daje wzrost, którego nie potrafimy wymusić
Mk 4,26–29
Jezus porównuje królestwo Boga do sytuacji człowieka, który wrzuca ziarno
w ziemię. Potem śpi i wstaje, a ziarno kiełkuje i rośnie, choć on nie wie, jak to się dzieje. Ziemia wydaje plon stopniowo: najpierw źdźbło, potem kłos, w końcu dojrzałe ziarno. Gdy plon jest gotowy, przychodzi czas żniwa. Przypowieść mówi przede wszystkim o królestwie Boga i jego wzroście, który przekracza ludzką kontrolę. W osobistym rozważaniu możemy odnaleźć w niej również zaproszenie do cierpliwości. Nie potrafimy przyspieszyć każdej przemiany. Możemy wiernie się modlić, podejmować dobre decyzje, szukać pomocy i troszczyć się o relacje. Część owoców przychodzi jednak po czasie. Być może dzisiaj łatwiej nam o jeden spokojny oddech przed odpowiedzią. Może po raz pierwszy potrafimy przyznać,
że coś nas boli. Może szybciej wracamy po upadku. To jeszcze nie pełny kłos.
Ale może być początkiem wzrostu. Ojciec nie potrzebuje naszej nieustannej kontroli nad całym procesem. Możemy wykonywać to, co do nas należy,
i powierzać Mu to, czego nie umiemy przyspieszyć. Możemy być wierni także wtedy, gdy jeszcze nie widzimy owocu.
Ojciec pozwala nam zaufać małym początkom
Mk 4,30–34
Jezus porównuje królestwo Boga do ziarnka gorczycy. W obrazie przypowieści maleńkie ziarno wyrasta w roślinę o wielkich gałęziach, w których cieniu mogą znaleźć schronienie ptaki. Początek i rezultat bardzo różnią się skalą.
Często lekceważymy to, co małe. Kilka minut modlitwy wydaje się niewystarczające. Jedna rozmowa nie rozwiąże rodzinnych trudności. Drobny gest pomocy nie usunie czyjejś samotności. A jednak od takich początków może rozwijać się dobro. Przypowieść nie obiecuje, że każdy nasz pomysł odniesie wielki sukces. Mówi o królestwie Boga, którego skromny początek nie ujawnia jeszcze pełni tego, co się rozwinie. Możemy przyjąć z niej zachętę do wierności
w małych rzeczach. Zrobić miejsce na Słowo. Dotrzymać obietnicy. Wysłuchać bez zerkania na telefon. Powrócić do modlitwy po długiej przerwie. Obraz gałęzi dających cień zachęca również do pytania o owoce naszego wzrastania.
Czy przy nas inni znajdują więcej cierpliwości? Czy łatwiej im powiedzieć prawdę? Czy nasze dojrzewanie staje się dla kogoś dobrem? Marek dodaje,
że Jezus przekazywał naukę stosownie do tego, jak słuchacze mogli ją przyjąć,
a uczniom osobno wyjaśniał wszystko. Możemy dostrzec w tym uważność na drogę rozumienia. Potrzebujemy czasu, pytań i powracania do tego samego Słowa.
Ojciec pozwala nam przynieść lęk, który pyta o Jego troskę
Mk 4,35–41
Wieczorem Jezus proponuje przeprawę na drugi brzeg. Uczniowie zabierają
Go łodzią. W czasie podróży zrywa się gwałtowna burza. Fale uderzają w łódź
i zaczynają ją zalewać. Jezus śpi na rufie. Uczniowie budzą Go. Ich pytanie wyraża coś więcej niż strach przed wodą: czy ich los w ogóle Go obchodzi? To pytanie może być bardzo bliskie człowiekowi cierpiącemu. Modlimy się, a sytuacja nadal jest trudna. Szukamy pomocy, a przychodzi kolejna wiadomość, której się baliśmy. Wtedy obok lęku pojawia się bolesna myśl: może Bogu nie zależy? Ewangelia zachowuje wołanie uczniów. Nie ukrywa ich niepokoju. My również możemy powiedzieć Ojcu, że boimy się Jego milczenia. Że nie rozumiemy.
Że potrzebujemy pomocy. Jezus ucisza wiatr i jezioro. Potem pyta uczniów o ich lęk i brak wiary. Te słowa zapraszają ich do głębszego zaufania Temu, który jest
z nimi. Nie powinniśmy używać ich do zawstydzania ludzi przeżywających strach. Scena kończy się pytaniem uczniów o tożsamość Jezusa. Uciszenie burzy odsłania Jego niezwykłą władzę. To opowieść także o tym, kim On jest, i o drodze uczniów ku poznaniu Go. Nie otrzymujemy tutaj obietnicy, że każda nasza trudność skończy się natychmiast. Możemy jednak uczyć się zwracania do Jezusa pośród tego, co nas przerasta. Lęk możemy przynieść do Boga. Także wtedy, gdy jeszcze nie potrafimy zamienić go w spokojne zaufanie.
Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?
Patrząc na nauczanie i działanie Jezusa, poznajemy Boga, który daje Słowo
i zaprasza do uważnej odpowiedzi. Pomaga nam rozpoznawać to, co zagłusza życie, oraz otwierać się na światło prawdy. Obrazy wzrastającego ziarna uczą nas pokory wobec Bożego działania. Mały początek ma znaczenie. Czas dojrzewania należy
do drogi. Nasza odpowiedzialność może iść w parze z odpoczynkiem i zaufaniem. Na jeziorze spotykamy uczniów, których wiara nadal się kształtuje. Ich historia daje nam przestrzeń, by przychodzić do Boga również z pytaniami i drżącym sercem. Ojciec może spotykać nas w każdym z tych miejsc: w słuchaniu,
w oczekiwaniu i pośród burzy.
Od lęku do zaufania dziecka
Możemy uczyć się zaufania poprzez proste wyznania:
- Mogę przynieść Ojcu swoje rozproszone serce.
- Mogę pytać o Słowo, którego jeszcze nie rozumiem.
- Mogę powierzać Bogu troski i podejmować to, co rzeczywiście do mnie należy.
- Mogę pozwolić, aby prawda oświetliła moje decyzje.
- Mogę szanować czas potrzebny do wzrostu.
- Mogę zacząć od małego kroku.
- Mogę wołać do Jezusa także wtedy, gdy się boję.
Nie musimy od razu odczuwać pewności. Czasem zaufanie wyraża się w tym,
że mimo niepokoju ponownie zwracamy się do Boga.
Pytania do serca
Wybierz jedno pytanie i zostań przy nim przez chwilę.
- Co dzieje się ze Słowem Boga po tym, jak je usłyszę?
- Jaka troska zajmuje dziś najwięcej miejsca w moim wnętrzu?
- Czy jest coś, co rozumiem z Ewangelii, ale odkładam odpowiedź?
- W jakim obszarze próbuję wymusić wzrost?
- Jaki mały znak dobra mogę dzisiaj zauważyć?
- Co jest teraz moją burzą i jak chciałbym o niej powiedzieć Ojcu?
- Jaki jeden krok pomoże mi odpowiedzieć na dzisiejsze Słowo?
Modlitwa
Ojcze, przynoszę Ci moje serce takie, jakie jest dzisiaj. Są w nim miejsca otwarte
i takie, do których trudno mi Cię dopuścić. Są dobre pragnienia, ale są również troski, które zabierają mi oddech. Pomóż mi słuchać Twojego Słowa. Daj mu zapuszczać we mnie korzenie. Pokaż mi, co je zagłusza, i prowadź mnie do decyzji, które służą życiu. Ucz mnie cierpliwości. Kiedy domagam się natychmiastowych owoców, pomóż mi przyjąć czas dojrzewania. Kiedy lekceważę małe dobro,
otwórz moje oczy na jego wartość. Dziękuję Ci za wzrost, którego jeszcze nie widzę. Pomóż mi wiernie podejmować to, co do mnie należy, i odpoczywać bez przymusu kontrolowania wszystkiego. Przynoszę Ci również moją burzę.
Ty znasz to, czego się boję, i pytania, które rodzą się w moim lęku. Pomóż mi zwracać się do Jezusa. Daj mi ludzi, z którymi mogę przejść przez trudny czas.
Prowadź mnie ku zaufaniu, które dojrzewa pośród prawdziwego życia.
Ojcze, niech Twoje Słowo wydaje we mnie owoc. Niech inni odnajdują w mojej obecności więcej cierpliwości, dobroci i pokoju. Amen.
Myśl na dziś: Mogę przyjąć dzisiejsze Słowo, zrobić mały krok i powierzyć Ojcu czas wzrastania.


Dodaj komentarz