Ewangelia Marka III – Ojciec, który robi nam miejsce blisko siebie

Każdy z nas potrzebuje miejsca, w którym może być przyjęty z prawdą o sobie.
Z tym, co silne, i z tym, co bezradne. Z pragnieniem miłości, ale również z sercem, które czasem zamyka się ze strachu. Trzeci rozdział Ewangelii Marka prowadzi nas przez spotkania pełne napięcia. Jezus uzdrawia człowieka, a inni zaczynają planować Jego śmierć. Ludzie tłumnie szukają pomocy, a uczeni w Piśmie przypisują Jego działanie złemu duchowi. Powołuje uczniów do bliskości, podczas gdy Jego bliscy próbują Go powstrzymać. Pośród tych wydarzeń chcemy poznawać serce Ojca. Jego troskę o człowieka, ból wobec zatwardziałości
i zaproszenie do więzi. W centrum tego rozdziału znajduje się pytanie: czy pozwolę Jezusowi zbliżyć się do mnie i przemieniać moje serce?

Ojciec dostrzega człowieka, którego słabość jest widoczna

Mk 3,1–3

Jezus wchodzi do synagogi. Jest tam człowiek z bezwładną ręką. Obecni obserwują Jezusa, żeby sprawdzić, czy uzdrowi go w szabat i czy będzie można Go oskarżyć. W tej samej przestrzeni ludzie patrzą w różny sposób. Jedni szukają powodu
do oskarżenia. Jezus zwraca się do człowieka potrzebującego pomocy i zaprasza go, by stanął na środku. Jego cierpienie staje się sprawą, wobec której zgromadzeni muszą się określić. Marek nie opisuje uczuć tego człowieka. Nie wiemy, czy czuł lęk, nadzieję, skrępowanie. Możemy jednak zatrzymać się przy fakcie, że Jezus go dostrzega i podejmuje działanie. To ważne, gdy sami czujemy się pomijani.
Gdy w rozmowach o zasadach, obowiązkach i oczekiwaniach brakuje miejsca
na nasze rzeczywiste ograniczenia. Patrząc na Jezusa, poznajemy Ojca, dla którego konkretny człowiek ma znaczenie. Nasza słabość zasługuje na troskę. Nie musimy umieć jej dobrze wyjaśnić, żeby móc przynieść ją Bogu.

Ojciec pragnie serca, które pozostaje wrażliwe

Mk 3,4–6

Jezus pyta, czy w szabat wolno czynić dobro i ratować życie, czy wyrządzać zło
i zabijać. Spotyka Go milczenie. Wtedy Marek opisuje Jego gniew oraz smutek
z powodu zatwardziałości ich serc. Jezus poleca człowiekowi wyciągnąć rękę. Człowiek to robi, a ręka zostaje przywrócona do sprawności. Ta scena pokazuje, że miłość Boga nie jest obojętna wobec ludzkiej nieczułości. Jezus cierpi z powodu serc, które pozostają zamknięte w obliczu czyjejś potrzeby. Warto pozwolić, aby to słowo dotknęło również nas. Możemy tak mocno przywiązać się do własnej racji, że przestaniemy słuchać. Możemy umieć uzasadnić odmowę pomocy, a nie zauważyć człowieka, który stoi przed nami. Zatwardziałość nie jest tym samym co zmęczenie, trudne emocje czy potrzeba postawienia granic. Człowiek wyczerpany może kochać głęboko, choć nie ma sił zrobić więcej. Tutaj Jezus spotyka opór wobec dobra, które dzieje się na oczach zgromadzonych. Po uzdrowieniu faryzeusze wychodzą i wraz ze zwolennikami Heroda zaczynają naradzać się, jak Go zgładzić. Człowiek odzyskuje sprawność, a odpowiedzią części świadków jest zamiar zniszczenia Tego, który mu pomógł. Możemy prosić Ojca o serce, które potrafi cieszyć się cudzym dobrem. Także wtedy, gdy przychodzi ono w sposób, którego nie przewidzieliśmy. Bliskość Boga uczy nas wrażliwości na człowieka,
a także pokory wobec własnych ocen.

Ojciec przyjmuje nasze potrzeby i prowadzi nas głębiej

Mk 3,7–12

Jezus odchodzi z uczniami nad jezioro. Przychodzi za Nim wielki tłum z wielu miejsc. Ludzie słyszą o Jego czynach i szukają pomocy. Chorzy napierają, chcąc Go dotknąć. Jezus poleca uczniom przygotować łódź, aby tłum Go nie przygniótł. Ten szczegół przypomina, jak realne są te spotkania. Są ciała, ból, ścisk i potrzeba przestrzeni. Troska Jezusa dokonuje się pośród zwyczajnych ograniczeń ludzkiego życia. Możemy przychodzić do Boga z konkretną potrzebą. Prosić o zdrowie, siłę, pomoc dla bliskiej osoby. Nie musimy wstydzić się, że nasza modlitwa zaczyna się od tego, co boli. Jednocześnie cały rozdział prowadzi nas ku pytaniu o więź
z Jezusem. Tłum szuka Jego pomocy, a za chwilę usłyszymy o uczniach powołanych, aby z Nim byli. Nasza relacja z Bogiem może dojrzewać od samej prośby ku coraz głębszemu poznawaniu Tego, do którego się zwracamy. Potrzeby nadal pozostają ważne. Pośród nich uczymy się słuchać, ufać i być blisko także wtedy, gdy nie otrzymujemy natychmiastowej odpowiedzi.

Ojciec zaprasza do bliskości, z której rodzi się posłanie

Mk 3,13–19

Jezus wychodzi na górę i przywołuje tych, których chce. Oni przychodzą. Ustanawia Dwunastu, aby Mu towarzyszyli i aby mógł posyłać ich do głoszenia oraz dać im władzę wypędzania złych duchów. W opisie ich powołania najpierw pojawia się bycie z Jezusem. Zanim zostaną posłani, mają Mu towarzyszyć. Słuchać Go, poznawać, uczestniczyć w Jego drodze. Ich służba ma wyrastać z więzi.
To bardzo potrzebne słowo dla serca, które własną wartość mierzy użytecznością. Być może trudno nam spokojnie się modlić, bo od razu pytamy, co jeszcze powinniśmy zrobić. Czujemy się potrzebni, kiedy pomagamy, lecz zagubieni, gdy sami musimy przyjąć troskę. Powołanie Dwunastu przypomina o znaczeniu obecności. W relacji z Bogiem jest miejsce na czas, którego nie potrafimy rozliczyć wykonanymi zadaniami. Lista uczniów nie jest też listą ludzi, których dalsza historia okaże się wolna od upadków. Marek już tutaj zaznacza, że Judasz zdradzi Jezusa. Bliskość i powołanie nie usuwają ludzkiej wolności
ani odpowiedzialności. Możemy zatem przyjmować zaproszenie Jezusa
z wdzięcznością i pokorą. Potrzebujemy pozostawać przy Nim oraz pozwalać,
aby Jego słowa kształtowały nasze wybory. Nasze serce potrzebuje czasu z Bogiem, zanim znów będzie gotowe dawać siebie innym.

Ojciec zna ból niezrozumienia

Mk 3,20–21

Po powrocie Jezusa do domu ponownie zbiera się tłum. Jest tak wielu ludzi,
że Jezus i uczniowie nie mogą nawet zjeść posiłku. Jego bliscy, słysząc o tym, wychodzą, aby Go powstrzymać. W opowiadaniu pojawia się przekonanie,
że stracił rozum. To trudny fragment. Marek nie wyjaśnia wszystkich motywów bliskich. Nie musimy dopisywać im złej woli ani udawać, że nie ma tutaj napięcia. Jezus doświadcza niezrozumienia również wśród swoich. Może to być bliskie komuś, kto nie potrafi opowiedzieć rodzinie o tym, co najważniejsze. Kto pragnie dobra, a słyszy ocenę. Kto potrzebuje wysłuchania, a spotyka się z próbą przejęcia kontroli. Możemy przynieść Ojcu ból takich relacji. Powiedzieć Mu o samotności, rozczarowaniu i pragnieniu bycia zrozumianym. Ta scena nie daje nam jednak pewności, że każdy sprzeciw bliskich dowodzi naszej wierności Bogu. Czasem ich uwagi są potrzebne. Rozeznawanie wymaga słuchania, pokory i sprawdzania własnych decyzji w świetle Ewangelii. Ojcu możemy powierzyć zarówno zranienie, jak i prośbę o jasność: co powinienem przyjąć, co wyjaśnić, a w czym wytrwać mimo niezrozumienia?

Ojciec przebacza i wzywa nas, abyśmy nie zamykali się na Jego działanie

Mk 3,22–30

Uczeni w Piśmie, którzy przychodzą z Jerozolimy, zarzucają Jezusowi, że działa mocą władcy złych duchów. Jezus odpowiada obrazem podzielonego królestwa
i domu, które nie mogą się ostać. Następnie mówi o mocarzu, którego trzeba związać, aby zabrać jego mienie. W kontekście sporu obraz ten ukazuje przewagę Jezusa nad mocą zła. Wtedy padają również poważne słowa o przebaczeniu grzechów i bluźnierstwie przeciw Duchowi Świętemu. Marek wiąże to ostrzeżenie z twierdzeniem, że Jezus ma ducha nieczystego. Nie powinniśmy pomijać tego fragmentu. Nie trzeba również odrywać go od wydarzenia, które go wywołało. Chodzi o nazywanie działania Ducha działaniem zła — o opór sięgający samego rozpoznania Bożego dobra. Nie ma podstaw, aby z tym ostrzeżeniem utożsamiać każde pytanie, kryzys wiary, bolesną modlitwę czy niechcianą myśl. Człowiek, który zmaga się z lękiem i szuka Boga, potrzebuje pomocy w zaufaniu, a nie pochopnego osądu. Jezus mówi w tym samym fragmencie o rozległości Bożego przebaczenia. Zarazem bardzo poważnie traktuje zamknięcie na Ducha.
W osobistej modlitwie możemy prosić o serce gotowe uznać dobro, przyjąć prawdę i pozwolić się skorygować. O odwagę wyznania, że nasz wcześniejszy osąd był niesprawiedliwy. O wolność od potrzeby bronienia własnej racji za wszelką cenę. Przed Ojcem możemy uznać swój błąd i prosić, aby na nowo otwierał nas na swoje działanie.

Ojciec otwiera przed nami więź rodzinną

Mk 3,31–35

Przychodzą matka Jezusa i Jego bracia. Zatrzymują się na zewnątrz i posyłają
po Niego. Wokół Jezusa siedzą ludzie. Kiedy dowiaduje się, że bliscy Go szukają, spogląda na siedzących wokół i mówi o nowej więzi: ten, kto wypełnia wolę Boga, jest Mu bratem, siostrą i matką. To niezwykłe zaproszenie. Jezus opisuje bliskość z Nim językiem rodziny. W tej scenie nie musimy dopatrywać się pogardy wobec Jego matki ani odrzucenia więzi rodzinnych. Jezus ukazuje, że przynależność do Jego rodziny sięga dalej niż pokrewieństwo i wiąże się z odpowiedzią na wolę Boga. Dla człowieka samotnego, pomijanego lub niepewnego swojego miejsca jest w tym wielka nadzieja. Jezus zaprasza do rzeczywistej więzi. Jednocześnie mówi o pełnieniu Bożej woli. Ta bliskość dojrzewa w życiu: w słuchaniu, przebaczeniu, uczciwości, miłosierdziu i gotowości do nawrócenia.
Nie jest to wezwanie do bezbłędności, którą mielibyśmy kupić sobie miejsce przy Bogu. Jest to zaproszenie do relacji, na którą odpowiadamy całym sobą.
Możemy rozpocząć od prostego pytania: Ojcze, jak dzisiaj odpowiedzieć na Twoją miłość?

Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?

Patrząc na Jezusa, poznajemy Boga, który dostrzega cierpiącego człowieka
i podejmuje działanie dla jego dobra. Jego miłość ma w sobie czułość, stanowczość i smutek wobec zatwardziałości. Widzimy zaproszenie do towarzyszenia Jezusowi, do słuchania i do udziału w Jego misji. Poznajemy powagę otwarcia na Ducha oraz nadzieję przebaczenia. Pod koniec rozdziału słyszymy język rodziny. Bliskość Boga może stać się miejscem naszej przynależności — więzią, która obejmuje codzienne decyzje i sposób traktowania ludzi. Możemy pozwolić, aby ta Ewangelia prowadziła nas ku sercu bardziej wrażliwemu: gotowemu przyjąć pomoc, uznać błąd, dostrzec dobro i odpowiedzieć miłością.

Od lęku do zaufania dziecka

Czasem żyjemy tak, jakbyśmy musieli stale udowadniać swoje prawo do bliskości. Ukrywamy słabość, mnożymy zadania, bronimy się przed przyznaniem do pomyłki. W świetle tego rozdziału możemy uczyć się innych postaw:

  • Mogę przynieść Ojcu miejsce, w którym jestem bezradny.
  • Mogę prosić o serce wrażliwe, także wtedy, gdy odkrywam w sobie obojętność.
  • Mogę pobyć z Jezusem bez pośpiechu do kolejnego zadania.
  • Mogę powierzyć Bogu ból niezrozumienia i uczciwie badać własne decyzje.
  • Mogę uznać, że się myliłem, i pozwolić się poprowadzić.
  • Mogę odpowiadać na Bożą miłość małymi, wiernymi krokami.

Zaufanie rośnie w konkretnym życiu. Niekiedy zaczyna się od kilku minut ciszy. Innym razem od przeprosin albo przyjęcia pomocy, której dotąd odmawialiśmy.

Pytania do serca

Wybierz jedno pytanie i pozostań z nim przed Ojcem.

  1. Jaką słabość najbardziej próbuję ukrywać?
  2. Czy potrafię dostrzec człowieka także wtedy, gdy mocno bronię własnej racji?
  3. Co pomaga mi zachować wrażliwość, a co stopniowo zamyka moje serce?
  4. Czy pozwalam sobie po prostu być z Jezusem?
  5. Jaki ból niezrozumienia potrzebuję dziś powierzyć Bogu?
  6. Czy jestem gotowy przyjąć korektę własnego osądu?
  7. W jakiej konkretnej decyzji mogę dzisiaj odpowiedzieć na wolę Ojca?

Modlitwa

Ojcze, przychodzę do Ciebie z moim sercem. Ty znasz miejsca, w których jest czułe, i te, w których zamknęło się ze strachu. Przynoszę Ci moją bezradność.
To, czego nie potrafię naprawić, i to, co najchętniej ukryłbym przed innymi. Pomóż mi przyjmować Twoją troskę. Kiedy bardziej zależy mi na racji niż na człowieku, zatrzymaj mnie. Naucz mnie słuchać, rozpoznawać dobro
i cieszyć się nim również wtedy, gdy przychodzi inaczej, niż oczekuję. Dziękuję Ci za zaproszenie do bliskości z Jezusem. Pomóż mi znajdować czas, aby z Nim być.
Niech z tej więzi wyrastają moje słowa i decyzje. Powierzam Ci relacje, w których czuję się niezrozumiany. Daj mi łagodność, odwagę i rozeznanie. Pomóż przyjąć prawdę, którą potrzebuję usłyszeć. Strzeż mnie przed zatwardziałością. Otwieraj moje serce na działanie Ducha Świętego. Ucz mnie przyznawać się do błędów
i wracać z ufnością. Ojcze, dziękuję Ci, że zapraszasz mnie do więzi. Pokaż mi, jak dzisiaj odpowiedzieć na Twoją miłość. Niech przy mnie również inni znajdą
uważność, dobroć i miejsce dla siebie. Amen.

Myśl na dziś: Jezus zaprasza mnie, abym był blisko Niego i pozwalał Jego miłości przemieniać moje serce.

Komentarze

Dodaj komentarz