Ewangelia Marka V -Ojciec, który widzi człowieka w jego cierpieniu

Są cierpienia, które widać z daleka. Są też takie, z którymi przez lata żyjemy
po cichu. Możemy nosić je do pracy, do sklepu, na spotkania i do kościoła. Rozmawiać, wykonywać obowiązki, uśmiechać się — a w środku wciąż czekać
na pomoc. Piąty rozdział Ewangelii Marka prowadzi nas do trzech osób: człowieka żyjącego wśród grobów, kobiety od dwunastu lat cierpiącej na krwotok
i dziewczynki, o której życie błaga ojciec. Ich historie są różne. Łączy je bezradność wobec tego, co przekracza ludzkie możliwości. W każdej z nich pojawia się Jezus. Chcemy przyglądać się Jego obecności i przez nią poznawać serce naszego Ojca. Zobaczyć, jak traktuje człowieka udręczonego, jak słucha osoby ukrywającej swój ból i jak podchodzi do dziecka. W tym rozdziale cierpienie ma konkretną twarz. Jezus spotyka człowieka właśnie tam, gdzie jego życie najbardziej potrzebuje pomocy.

Ojciec dostrzega człowieka pośród jego udręki

Mk 5,1–8

Po przeprawie przez jezioro Jezus przybywa do kraju Gerazeńczyków. Wychodzi Mu naprzeciw człowiek opanowany przez ducha nieczystego. Mieszka wśród grobów. Nikt nie potrafi go już związać, nawet łańcuchami. Dniem i nocą krzyczy i rani się kamieniami. To przejmujący obraz cierpienia i osamotnienia.
Marek opisuje człowieka, którego otoczenie nie umie opanować i który sam doświadcza niszczącej go siły. Jezus podejmuje działanie, aby go uwolnić.
Warto zatrzymać się przy tej obecności. Jezus spotyka osobę, której zachowanie może budzić strach i wobec której inni okazali się bezradni.
W perspektywie Ojcowskiego Serca widzimy troskę sięgającą również do miejsc, które chcielibyśmy omijać. Do ludzkiej udręki, trudnej historii, samotności tak głębokiej, że trudno sobie wyobrazić powrót do zwyczajnego życia. Marek mówi tu o zniewoleniu przez ducha nieczystego. Nie powinniśmy utożsamiać tej sceny
z każdą chorobą psychiczną ani przypisywać opętania ludziom, którzy cierpią lub się ranią. Możemy natomiast uczyć się od Jezusa spojrzenia, które pośród trudnych objawów wciąż dostrzega osobę. Człowiek pozostaje godny troski również wtedy, gdy jego cierpienie jest trudne do zrozumienia.

Ojciec przywraca człowiekowi miejsce wśród ludzi

Mk 5,9–20

Dalszy opis jest gwałtowny. Duchy nieczyste wchodzą w stado świń, które rzuca się do jeziora i tonie. Wieść o wydarzeniu sprowadza okolicznych mieszkańców. Zastają człowieka, którego wcześniej znali jako nieopanowanego, siedzącego, ubranego i przy zdrowych zmysłach. Ogarnia ich strach. Proszą Jezusa, żeby odszedł z ich okolicy. Marek nie wyjaśnia wszystkich powodów tej reakcji.
Nie musimy ich dopisywać. Widzimy jednak, że spotkanie z mocą Jezusa może budzić również lęk, a dokonane dobro nie zawsze zostaje od razu przyjęte. Uwolniony człowiek pragnie zostać z Jezusem. Jezus kieruje go jednak do domu, do bliskich. Ma opowiedzieć, co Pan dla niego uczynił i jak okazał mu miłosierdzie. To piękny kierunek: ku domowi i relacjom. Człowiek, który przebywał wśród grobów, otrzymuje zadanie pośród żywych. Może nieść świadectwo otrzymanego dobra. Jego historia obejmuje teraz także miłosierdzie i odzyskaną wolność. Nie każda nasza droga będzie wyglądała podobnie. Możemy jednak zobaczyć, że pomoc otrzymana od Boga może prowadzić nas ku odbudowie więzi, odpowiedzialności i uczestnictwu w codziennym życiu.
Czasem świadectwo zaczyna się bardzo blisko: w domu, w sposobie rozmowy,
w większej cierpliwości, w gotowości do pojednania.

Ojciec przyjmuje miłość, która nie potrafi już pomóc

Mk 5,21–24

Po powrocie Jezusa na drugi brzeg przychodzi do Niego Jair, jeden z przełożonych synagogi. Pada Mu do nóg i błaga o pomoc dla umierającej córeczki. Prosi, aby Jezus przyszedł, położył na nią ręce i ją ocalił. Jezus idzie z nim. Za tym krótkim zdaniem kryje się spotkanie z ludzką bezradnością. Jair kocha swoje dziecko, ale jego miłość nie wystarcza, aby zatrzymać chorobę. Może szukać pomocy. Może prosić. Nie potrafi sam zapewnić córce życia. Wielu z nas zna podobny ból. Patrzymy na cierpienie bliskiej osoby i chcielibyśmy je zabrać. Szukamy rozwiązań, pilnujemy terminów, towarzyszymy. A jednak pozostają granice, których nie umiemy przekroczyć. Jair przynosi Jezusowi właśnie taką miłość: gorącą, przestraszoną i bezradną. My również możemy powierzać Ojcu ludzi, których kochamy. Nie potrzebujemy rozbudowanych zdań. Możemy powiedzieć imię. Wypowiedzieć prośbę. Przyznać, że się boimy. Ta modlitwa może towarzyszyć naszej konkretnej trosce. Pozwala również uznać, że życie drugiego człowieka nie znajduje się w pełni w naszych rękach.

Ojciec zna ciężar cierpienia, które trwa od lat

Mk 5,25–29

W tłumie znajduje się kobieta od dwunastu lat cierpiąca na krwotok. Wiele wycierpiała podczas leczenia, wydała wszystko, co miała, a jej stan się pogorszył. Marek pozwala nam dostrzec długą drogę wyczerpania. Kolejne próby, wydatki, nadzieje i rozczarowania. Choroba zajęła znaczną część jej życia. Opis doświadczeń tej kobiety nie jest ogólnym osądem leczenia. Pokazuje, jak wiele przeszła, zanim znalazła się blisko Jezusa. Usłyszała o Nim i podeszła z tyłu, przekonana, że dotknięcie Jego ubrania przyniesie jej ratunek. Dotyka szaty
i odczuwa uzdrowienie. Możemy zatrzymać się przy tym nieśmiałym zbliżeniu. Kobieta nie przemawia do tłumu. Nie prosi publicznie o uwagę. Wyciąga rękę.
Są chwile, kiedy nasza modlitwa również jest takim gestem. Krótkim zwróceniem się ku Bogu po wielu rozczarowaniach. Powrotem do jednego zdania Ewangelii. Cichą prośbą wypowiedzianą wtedy, gdy brakuje już sił. Nie wynika z tej sceny,
że uzdrowienie zależy od znalezienia właściwego gestu ani że jego brak świadczy
o zbyt małej wierze. Możemy jednak rozpoznać w niej zachętę, aby przynosić Jezusowi również cierpienie długie, wyczerpujące i trudne do opowiedzenia. Przed Ojcem możemy nazwać także zmęczenie samym czekaniem na poprawę.

Ojciec pozwala nam zostać wysłuchanymi

Mk 5,30–34

Jezus zatrzymuje się i pyta, kto dotknął Jego ubrania. Uczniowie zwracają uwagę na napierający tłum, lecz On rozgląda się za osobą, która to zrobiła. Kobieta podchodzi zalękniona i drżąca. Pada przed Nim i mówi całą prawdę. Nie znamy wszystkich słów tej rozmowy. Widzimy jednak, że jej historia zostaje wypowiedziana. Jezus zwraca się do niej jak do córki, mówi o jej wierze i odsyła ją w pokoju, potwierdzając uwolnienie od dolegliwości. To jeden z najczulszych momentów tego rozdziału. W tłumie jest wiele osób, a Jezus poświęca uwagę tej jednej. Jej uzdrowieniu towarzyszy osobiste spotkanie i słowo przyjęcia. Możemy rozważać tę scenę szczególnie wtedy, gdy obawiamy się powiedzieć Bogu całą prawdę. O zmęczeniu, poczuciu osamotnienia, niepewności. O tym, że zewnętrznie dajemy sobie radę, ale w środku długo już czekamy, aż ktoś nas wysłucha. Przy Jezusie ta kobieta może wyjść z ukrycia. W naszych relacjach też potrzebujemy takiej uważności: chwili, w której ktoś nie przerywa i nie pomniejsza tego, co przeżyliśmy. Poznając serce Ojca, możemy uczyć się dawać innym przestrzeń na ich historię.

Ojciec pozwala nam trzymać się Jezusa również po trudnej wiadomości

Mk 5,35–36

Podczas rozmowy Jezusa z kobietą przychodzą ludzie z domu Jaira. Przynoszą wiadomość o śmierci jego córki i pytają, po co jeszcze trudzić Nauczyciela.
Jezus słyszy te słowa i zachęca Jaira, aby się nie bał, lecz wierzył. To zdanie pada w chwili, w której nadzieja ojca zostaje poddana najcięższej próbie. Możemy sobie wyobrażać, jak trudne było oczekiwanie, gdy Jezus zatrzymał się przy kobiecie. Marek nie opisuje jednak myśli Jaira. Nie mówi też, że śmierć dziecka była zaplanowaną lekcją dla jego wiary. Warto pozostać przy tym, co tekst rzeczywiście pokazuje: po tragicznej wiadomości Jezus nadal zwraca się do niego i idzie ku jego domowi. Tych słów nie należy zamieniać w żądanie, aby człowiek po stracie przestał płakać lub natychmiast odzyskał spokój. Wiara może być przeżywana pośród łez. Historia Jaira prowadzi do wskrzeszenia jego córki. Nie daje nam jednak obietnicy, że każdy ukochany człowiek zostanie przywrócony do ziemskiego życia. Odsłania władzę Jezusa nad śmiercią i zaprasza do powierzenia się Jemu także wobec granicy, której sami nie potrafimy przekroczyć. Możemy przychodzić do Ojca z nadzieją, bólem i pytaniami jednocześnie.

Ojciec objawia czułość w podanej dłoni

Mk 5,37–43

Jezus zabiera ze sobą Piotra, Jakuba i Jana. W domu Jaira zastaje płacz
i zamieszanie. Kiedy mówi, że dziecko śpi, spotyka się ze śmiechem. Następnie wchodzi tam, gdzie leży dziewczynka, wraz z jej rodzicami i towarzyszącymi Mu uczniami. Ujmuje dziecko za rękę i poleca mu wstać. Dwunastoletnia dziewczynka podnosi się i chodzi. W tej scenie wielkość mocy Jezusa spotyka
się z prostotą gestu. Jest podana ręka. Jest słowo skierowane do dziecka.
Są rodzice, którzy znów widzą córkę żyjącą. A potem Jezus poleca, aby dano jej jeść. Ten szczegół warto zachować w sercu. Po wydarzeniu, które budzi ogromne zdumienie, Jezus pamięta o zwyczajnej potrzebie dziewczynki. W ten sposób możemy rozważać czułość Ojca, która obejmuje całego człowieka. Jest uważna na ciało, głód, osłabienie, potrzebę dalszej troski. Także nasza miłość może znajdować wyraz w prostych działaniach. Po trudnej rozmowie można przygotować posiłek. Po powrocie ze szpitala pomóc w codziennych obowiązkach. Po czyimś kryzysie pozostać obecnym, gdy pierwsze emocje już opadną. Czułość często staje się widoczna w tym, że pamiętamy o małej, konkretnej potrzebie.

Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?

Patrząc na Jezusa, poznajemy Boga, który dostrzega człowieka pośród udręki, długiego cierpienia i lęku o bliskich. Widzimy przywracanie wolności i więzi. Widzimy uwagę poświęconą kobiecie, która podchodzi w tłumie. Widzimy Jezusa idącego z ojcem do jego domu i ujmującego dziecko za rękę. Ten rozdział daje nam również język miłosierdzia. Uwolniony człowiek ma opowiedzieć bliskim o otrzymanej łasce. Uzdrowiona kobieta słyszy słowo przyjęcia. Dziewczynka otrzymuje życie i troskę o najzwyklejszą potrzebę. Możemy uczyć się takiej obecności: uważnej, cierpliwej, szanującej godność i gotowej do konkretnej pomocy.

Od lęku do zaufania dziecka

Zaufanie może zaczynać się od uznania, że potrzebujemy pomocy. Od wypowiedzenia tego, co długo pozostawało ukryte. Od zgody, by ktoś nam towarzyszył. Możemy uczyć się następujących wyznań:

  • Mogę przynieść Ojcu cierpienie, którego sam nie rozumiem.
  • Mogę prosić o pomoc również po wielu rozczarowaniach.
  • Mogę powierzać Bogu ludzi, których kocham, uznając granice własnych możliwości.
  • Mogę powiedzieć Mu prawdę o zmęczeniu i strachu.
  • Mogę przyjmować troskę przez obecność innych.
  • Mogę okazywać miłość w prostych, codziennych gestach.

Nie musimy wypowiadać tych zdań bez drżenia. Zaufanie może dojrzewać w sercu, które nadal potrzebuje podtrzymania.

Pytania do serca

Wybierz jedno pytanie i pozostań z nim przez chwilę.

  1. Jakie cierpienie najtrudniej mi dzisiaj nazwać przed Bogiem?
  2. Czy pozwalam innym zobaczyć, że potrzebuję pomocy?
  3. Czyją historię powinienem wysłuchać z większą cierpliwością?
  4. Kogo kocham tak bardzo, że trudno mi przyjąć własną bezradność?
  5. O jakim zmęczeniu chciałbym powiedzieć Ojcu całą prawdę?
  6. Jakie otrzymane dobro mogę rozpoznać i z wdzięcznością o nim opowiedzieć?
  7. Jaki prosty gest troski mogę dziś ofiarować konkretnej osobie?

Modlitwa

Ojcze, przynoszę Ci to, co we mnie cierpi. To, co widać, i to, co od dawna noszę po cichu. Dziękuję Ci za Jezusa, który spotyka człowieka pośród jego udręki,
zatrzymuje się przy jednej osobie w tłumie i podaje rękę dziecku. Pomóż mi przychodzić do Ciebie szczerze. Kiedy brakuje mi słów, przyjmij także moje milczenie. Powierzam Ci tych, których kocham. Ty znasz mój lęk o nich
i pragnienie, aby ochronić ich przed cierpieniem. Prowadź mnie w konkretnej trosce. Pomóż przyjąć granice tego, co mogę zrobić. Przynoszę Ci moje długie czekanie. Chwile nadziei i chwile rozczarowania. Daj mi wsparcie potrzebne na dzisiaj. Ucz mnie przyjmować pomoc bez wstydu. Otwórz moje oczy na ludzi,
których ból dotąd pozostawał dla mnie niewidoczny. Naucz mnie słuchać bez pośpiechu i pamiętać o zwyczajnych potrzebach. Niech poznawanie Twojego serca przemienia sposób, w jaki jestem przy innych. Amen.

Myśl na dziś: Mogę przynieść Ojcu całą prawdę o swoim cierpieniu i otworzyć się na troskę, której potrzebuję.

Komentarze

Dodaj komentarz