Ewangelia Marka II – Ojciec, przy którym możemy przestać się ukrywać

Bywa, że najtrudniej przyjść do Boga właśnie wtedy, gdy najbardziej Go potrzebujemy. Wstyd podpowiada, żeby zaczekać. Lęk każe najpierw się poprawić. Bezradność przekonuje, że i tak nic się nie zmieni.
Drugi rozdział Ewangelii Marka prowadzi nas do domu, w którym wokół Jezusa gromadzi się tłum. Potem zabiera nas nad jezioro, do komory celnej, do stołu i na drogę pośród zbóż. W tych zwyczajnych miejscach rozgrywają się spotkania dotykające najgłębszych ludzkich potrzeb: przebaczenia, przyjęcia, nowego początku i odpoczynku. Chcemy czytać je z pytaniem o serce naszego Ojca.
W Jezusie poznawać Jego dobroć i pozwalać, aby Jego słowa porządkowały nasze myślenie o miłości. Możemy podejść do Boga także z tym, czego sami nie potrafimy już unieść.

Ojciec pozwala nam przyjść niesionymi przez innych

Mk 2,1–5

Jezus ponownie przebywa w Kafarnaum. W domu gromadzi się tak wielu ludzi, że brakuje miejsca nawet przed drzwiami. Jezus głosi im słowo. Wtedy przychodzą ludzie niosący sparaliżowanego człowieka. Czterech niesie jego posłanie. Ponieważ tłum uniemożliwia im dotarcie do Jezusa, odsłaniają dach i przez otwór opuszczają chorego. Marek nie przytacza słów sparaliżowanego. Pokazuje ludzi, którzy pomagają mu znaleźć się blisko Jezusa, oraz Jezusa, który dostrzega ich wiarę. Jest w tej scenie miejsce dla człowieka, który sam nie może zrobić kroku. Czasem również my potrzebujemy, żeby ktoś nas podtrzymał. Pomodlił się z nami. Wysłuchał bez pośpiechu. Pomógł umówić wizytę, zrobił zakupy albo po prostu został obok w trudnym dniu. Przyjmowanie takiej pomocy może być bolesne, zwłaszcza jeśli przez lata byliśmy tymi, którzy pomagają innym. Bezradność odsłania naszą zależność. Przypomina, że nie wszystko jesteśmy w stanie unieść samodzielnie. Patrząc na to spotkanie, możemy uczyć się przyjmować również taką drogę do Boga. Nie zawsze przychodzimy mocni, skupieni i pełni słów. Niekiedy przychodzimy podtrzymywani czyjąś wiarą i obecnością.
Potrzeba pomocy nie odbiera nam godności ani miejsca przy Ojcu.

Ojciec przyjmuje nas z czułością i otwiera drogę przebaczenia

Mk 2,5–12

Pierwsze słowa Jezusa do sparaliżowanego dotyczą odpuszczenia grzechów. Zwraca się do niego jak do dziecka i ogłasza przebaczenie. Zapewne najbardziej widoczną potrzebą tego człowieka jest uzdrowienie ciała. Jezus dotyka również jego relacji z Bogiem. Nie oznacza to, że paraliż był skutkiem osobistego grzechu. Marek nie podaje takiego związku. Nie powinniśmy go dopisywać ani przenosić na ludzi cierpiących. Możemy jednak zobaczyć, że Jezus spotyka całego człowieka. Jego troska obejmuje także to, czego zgromadzeni nie są w stanie zobaczyć. Obecni tam uczeni w Piśmie rozpoznają wagę Jego słów. Pytają w sercu, jak może tak mówić, skoro odpuszczanie grzechów należy do Boga. Jezus odpowiada na ich myśli i uzdrawia sparaliżowanego, ukazując władzę Syna Człowieczego do odpuszczania grzechów na ziemi. Człowiek wstaje, zabiera posłanie i wychodzi na oczach wszystkich. W tej scenie poznajemy dobroć, która sięga głęboko. Przebaczenie otwiera możliwość życia bez ciągłego ukrywania winy. Pozwala uznać prawdę o sobie i zacząć odpowiadać za to, co zrobiliśmy. Być może nosimy w sercu coś, do czego wracamy z bólem. Słowa, których żałujemy. Krzywdę, którą wyrządziliśmy. Zaniedbanie, którego skutki nadal odczuwamy. Możemy przynieść to Ojcu. Przyjąć przebaczenie i podjąć naprawę tam, gdzie jest możliwa. Miłość Boga pomaga nam przestać uciekać od prawdy.

Ojciec widzi człowieka także w miejscu, które stało się jego etykietą

Mk 2,13–14

Jezus wychodzi nad jezioro i naucza przychodzących do Niego ludzi. Przechodząc, dostrzega Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej. Wzywa go,
aby poszedł za Nim. Lewi wstaje i idzie. Opis jest krótki. Nie znamy całej historii Lewiego, jego myśli ani wcześniejszych pragnień. Wiemy, że Jezus go zobaczył
i powołał. Dla otoczenia jego zajęcie mogło przesądzać o tym, kim jest.
Dalsza scena pokazuje, jak niechętnie część ludzi patrzyła na celników
i grzeszników oraz na bliskość Jezusa z nimi. Jezus zwraca się jednak
do konkretnego człowieka i otwiera przed nim drogę ucznia. To ważne również dla nas. Łatwo uwierzyć, że jesteśmy już ostatecznie określeni przez najgorszą decyzję, opinię innych albo rolę, w której utknęliśmy. Spotkanie z Lewim przypomina, że historia człowieka może mieć dalszy ciąg. Powołanie nie usuwa odpowiedzialności za przeszłość. Daje kierunek, w którym można pójść.
W Ojcowskim Sercu poznawanym przez Jezusa odnajdujemy nadzieję na przemianę. Bóg dostrzega osobę także tam, gdzie ludzie zdążyli zobaczyć jedynie etykietę. Możemy odpowiedzieć na Jego zaproszenie z miejsca, w którym jesteśmy dzisiaj.

Ojciec zaprasza do stołu ludzi, którzy potrzebują miłosierdzia

Mk 2,15–17

Jezus zasiada do posiłku razem ze swoimi uczniami oraz wieloma celnikami
i grzesznikami. Ta bliskość budzi sprzeciw uczonych w Piśmie związanych
z faryzeuszami. Pytają uczniów, dlaczego Jezus jada z takimi ludźmi.
Jezus odpowiada obrazem lekarza potrzebnego chorym i wyjaśnia, że przyszedł powołać grzeszników. Stół staje się miejscem spotkania. Ludzie, których obecność wywołuje zastrzeżenia, mogą być blisko Niego. Zatrzymajmy się przy tym, jeśli nosimy w sobie przekonanie, że do Boga wolno podejść dopiero po uporządkowaniu całego życia. Jezus przychodzi właśnie do ludzi potrzebujących ratunku. Spotkanie z Nim może rozpocząć zmianę. Obraz lekarza zawiera czułość
i prawdę. Potrzebujemy pomocy. Są w nas miejsca chore, decyzje wymagające nawrócenia, relacje potrzebujące naprawy. Możemy je uznać przed Tym, który przyszedł nas ocalić. Ta scena pyta także o miejsce przy naszym stole.
Jak reagujemy na ludzi z trudną historią? Czy umiemy słuchać, zanim wydamy osąd? Czy nasza obecność pomaga komuś szczerze przyznać, że potrzebuje pomocy? Poznawanie serca Ojca poszerza gotowość do miłosierdzia.
Uczy dostrzegać osobę i towarzyszyć jej w drodze ku dobru.

Ojciec daje nam miejsce na radość z bliskości

Mk 2,18–20

Do Jezusa przychodzą ludzie z pytaniem o post. Uczniowie Jana i faryzeusze poszczą, natomiast Jego uczniowie tego nie robią. Jezus odpowiada obrazem wesela. Dopóki pan młody jest z gośćmi, trwa czas wspólnej radości. Zapowiada jednak również dzień, kiedy zostanie im zabrany — wtedy będą pościć.
W centrum tej odpowiedzi znajduje się obecność Jezusa. To ona nadaje znaczenie temu, co przeżywają uczniowie. Możemy odczytać tę scenę jako zaproszenie
do wiary, w której jest miejsce na radość z bycia blisko Boga. Na wdzięczność.
Na przyjęcie dobra bez poczucia winy, że przez chwilę nie skupiamy się na własnych brakach. Czasem łatwiej nam przeżywać obowiązek niż bliskość. Potrafimy wymagać od siebie, ale trudno nam odpocząć w przekonaniu, że relacja z Bogiem jest także darem. Jezus nie usuwa postu z życia uczniów. Pokazuje jego właściwy czas i związek z więzią z Nim. W życiu wiary jest przestrzeń zarówno na świętowanie, jak i tęsknotę, umartwienie oraz żałobę. Ojcu możemy przynieść każde z tych doświadczeń. Nasza modlitwa nie musi zawsze mieć tego samego tonu. Może być wdzięczna, może być zapłakana, może być cicha.

Ojciec zaprasza, abyśmy pozwolili się przemieniać

Mk 2,21–22

Jezus mówi o łacie z nowego materiału przyszytej do starego ubrania i o młodym winie wlanym do starych bukłaków. Pierwszy obraz kończy się większym rozdarciem, drugi — utratą wina i zniszczeniem bukłaków. W kontekście pytania o post obrazy te podkreślają nowość związaną z przyjściem Jezusa. Jego obecność wymaga otwartości, której nie zapewni samo podtrzymywanie dotychczasowych przyzwyczajeń. W osobistym rozważaniu możemy zapytać, czy pozwalamy Ewangelii przemieniać również nasze myślenie. Możemy modlić się do Ojca,
a w głębi serca nadal oczekiwać wyłącznie surowej oceny. Możemy mówić o łasce, a wobec własnej słabości reagować pogardą. Możemy prosić o prowadzenie,
a jednocześnie kurczowo trzymać się kontroli. Przemiana dotyka także tych ukrytych przekonań. Nie wszystko, do czego przywykliśmy, dobrze wyraża prawdę o Bogu. Potrzebujemy wracać do Jezusa i pozwalać, aby Jego słowa oraz postępowanie korygowały nasz obraz Ojca. To proces wymagający pokory.
Bywa, że trzeba zrezygnować z przekonania, które przez lata wydawało się oczywiste. Możemy prosić o serce gotowe przyjąć to, czego Jezus rzeczywiście uczy.

Ojciec pamięta, że jesteśmy ludźmi, którzy potrzebują odpoczynku

Mk 2,23–28

W szabat Jezus przechodzi z uczniami pośród zbóż. Uczniowie zrywają kłosy,
co wywołuje zarzut faryzeuszów dotyczący łamania szabatu. Jezus przywołuje wydarzenie z życia Dawida, który w potrzebie otrzymał chleby przeznaczone
dla kapłanów. Następnie wskazuje, że szabat został ustanowiony dla człowieka,
i ogłasza władzę Syna Człowieczego również nad szabatem. W centrum sporu znajduje się rozumienie Bożego daru i autorytet Jezusa. Szabat służy człowiekowi. Nie powinien być rozumiany w sposób, który pomija ludzkie dobro i rzeczywiste potrzeby. W perspektywie Ojcowskiego Serca ta scena pomaga nam zauważyć, że nasze ograniczenia mają znaczenie. Potrzebujemy jedzenia, wytchnienia, czasu na modlitwę i relacje. Nie jesteśmy niewyczerpani. Czasem bardzo trudno to przyjąć. Odpoczywamy z poczuciem winy. Nawet w ciszy układamy listę zaległości. Własną wartość mierzymy ilością wykonanej pracy albo liczbą osób, którym pomogliśmy. Możemy przynosić Ojcu także ten wewnętrzny przymus. Uczyć się odpowiedzialności, która uwzględnia nasze siły. Przyjmować odpoczynek jako część dobrego życia przed Bogiem. Nasza wartość nie znika, kiedy odkładamy pracę i potrzebujemy wytchnienia.

Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?

Patrząc na Jezusa, poznajemy Boga, przed którym możemy uznać swoją bezradność i winę. Otrzymujemy zaproszenie do przebaczenia, przemiany
i wspólnoty. Widzimy dobroć, która dociera do człowieka na posłaniu, zatrzymuje się przy komorze celnej i zasiada do stołu z ludźmi potrzebującymi miłosierdzia. Poznajemy również miłość, która uczy nas właściwie przeżywać radość, post
i odpoczynek. Całe nasze życie może stawać się miejscem relacji z Ojcem.
Ten rozdział zachęca, abyśmy coraz mniej czasu spędzali na ukrywaniu się, a coraz odważniej odpowiadali na bliskość Jezusa.

Od lęku do zaufania dziecka

Zaufanie często zaczyna się od bardzo małej zgody: pozwolę sobie pomóc.
Powiem prawdę. Przestanę odkładać powrót. Przyjmę chwilę odpoczynku. Możemy uczyć się takiej postawy poprzez proste wyznania:

  • Mogę przyjść do Ojca również wtedy, gdy sam nie mam siły zrobić kroku.
  • Mogę wyznać grzech i przyjąć przebaczenie.
  • Moja przeszłość nie zamyka przede mną drogi nawrócenia.
  • Mogę uczyć się bliskości z Jezusem pośród własnej niedoskonałości.
  • Mogę pozwolić, aby Ewangelia zmieniała moje wyobrażenia o Bogu.
  • Mogę odpocząć i uznać, że potrzebuję troski.

Nie trzeba wypowiadać tych zdań z pewnością, której jeszcze nie mamy. Możemy uczynić z nich prośbę. Powiedzieć Ojcu, że chcemy ufać, i przynieść Mu także opór naszego serca.

Pytania do serca

Wybierz jedno pytanie. Daj sobie czas na spokojną, prawdziwą odpowiedź.

  1. W czym potrzebuję dziś pomocy i komu mogę o tym powiedzieć?
  2. Czy jest coś, z czym ukrywam się przed Bogiem ze wstydu?
  3. Czy przyjmując przebaczenie, jestem gotowy podjąć możliwą naprawę?
  4. Jaka etykieta przeszkadza mi uwierzyć, że moje życie może się zmienić?
  5. Komu trudno mi zrobić miejsce przy swoim stole?
  6. Czy w mojej relacji z Bogiem jest przestrzeń na radość?
  7. Jakie przekonanie o Ojcu potrzebuję sprawdzić w świetle Jezusa?
  8. Czy potrafię odpocząć bez udowadniania, że już wystarczająco dużo zrobiłem?

Modlitwa

Ojcze, przychodzę do Ciebie z tym, co dzisiaj potrafię unieść, i z tym, co przekracza moje siły. Dziękuję Ci za ludzi, którzy mnie podtrzymują.
Pomóż mi przyjmować ich obecność bez wstydu. Naucz mnie również zauważać tych, którzy potrzebują mojej pomocy. Przynoszę Ci moje grzechy.
To, co próbuję usprawiedliwić, i to, czego wspomnienie nadal boli.
Daj mi odwagę stanąć w prawdzie, przyjąć Twoje przebaczenie
i naprawiać wyrządzone krzywdy. Pomóż mi odpowiedzieć na zaproszenie Jezusa.
Kiedy zamykam siebie lub innych w oceniających słowach, ucz mnie dostrzegać człowieka i możliwość nowego początku. Otwórz moje serce na radość z Twojej bliskości. Prowadź mnie także w tęsknocie i ciszy. Przemieniaj to, co utrudnia mi zaufanie. Powierzam Ci moje zmęczenie. Pomóż mi rozpoznawać własne granice
i przyjmować odpoczynek z wdzięcznością. Ojcze, chcę coraz mniej się ukrywać.
Chcę uczyć się życia blisko Ciebie, z sercem szczerym i gotowym kochać. Amen.

Myśl na dziś: Mogę przyjść do Ojca z tym, co wymaga przebaczenia, i z tym, co potrzebuje podtrzymania.

Komentarze

Dodaj komentarz