Sercem o Sercu Boga • Zrozumieć Biblię
Są takie chwile, kiedy najbardziej potrzebujemy wiedzieć, czy możemy do Boga podejść. Z naszym zmęczeniem, pytaniami, historią, której nie umiemy uporządkować. Czy znajdzie się przy Nim miejsce dla człowieka, który wierzy,
a jednak się boi? Który pragnie bliskości, lecz wciąż oczekuje odrzucenia? Pierwszy rozdział Ewangelii Marka pozwala nam przyjrzeć się Jezusowi właśnie
z tymi pytaniami. Widzimy Go nad Jordanem i na pustyni, pośród pracujących rybaków, w synagodze i przy łóżku chorej kobiety. Spotykamy Go na modlitwie
i przy człowieku cierpiącym na trąd. W tych wydarzeniach chcemy poznawać serce Boga, który jest naszym Ojcem. Patrzeć uważnie na to, jak Jezus traktuje ludzi. Pozwalać, aby Jego obecność powoli przemieniała nasze wyobrażenia
o Bogu. Być może właśnie dzisiaj potrzebujemy odkryć, że możemy przynieść Ojcu nasze prawdziwe życie.
Ojciec przygotowuje drogę do spotkania
Mk 1,1–8
Marek rozpoczyna od dobrej nowiny o Jezusie Chrystusie. Następnie przedstawia Jana Chrzciciela, który przygotowuje drogę Panu, wzywa do nawrócenia i zapowiada przyjście Kogoś większego od siebie.Ludzie przychodzą do Jana, wyznają grzechy i przyjmują chrzest. Jest w tej scenie powaga prawdy o ludzkim życiu, ale także nadzieja: można odpowiedzieć na Boże wezwanie. Można zacząć wracać. Czytając ten fragment w perspektywie Ojcowskiego Serca, dostrzegamy Boga, który wychodzi z inicjatywą. Przygotowuje spotkanie. Posyła kogoś, kto pomoże ludziom rozpoznać nadchodzącego Jezusa. Także w naszym życiu droga ku Bogu może zaczynać się od czyjegoś świadectwa, zdania przeczytanego w Ewangelii albo szczerego uznania, że potrzebujemy pomocy.
Nawrócenie wymaga prawdy. Czasem trzeba nazwać krzywdę, przeprosić, porzucić to, co niszczy. Możemy jednak podejmować tę drogę z nadzieją na spotkanie. Ojciec pragnie naszego powrotu, a prawda o grzechu może stać się początkiem uzdrowienia relacji.
Ojciec wypowiada miłość, zanim rozpocznie się publiczna misja
Mk 1,9–11
Jezus przychodzi z Nazaretu i przyjmuje chrzest od Jana. Gdy wychodzi z wody, Duch zstępuje na Niego, a głos z nieba nazywa Go umiłowanym Synem i wyraża w Nim upodobanie. To objawienie wyjątkowej więzi Jezusa z Ojcem. Zanim Marek opisze Jego nauczanie i uzdrowienia, pozwala nam usłyszeć o miłośc.
Jezus rozpoczyna swoją misję jako umiłowany Syn.
Zatrzymajmy się przy tym, ponieważ nasze serca często żyją w zupełnie innym rytmie. Najpierw obowiązek. Potem wysiłek. Następnie sprawdzanie, czy zrobiliśmy wystarczająco dużo. Dopiero na końcu pozwalamy sobie pomyśleć
o odpoczynku i przyjęciu. Ten sposób myślenia łatwo przenosimy na Boga. Modlitwa staje się raportem, a potknięcie budzi lęk, że straciliśmy prawo do bliskości. Nad Jordanem poznajemy Ojca, który kocha Syna i ma w Nim upodobanie. W świetle tej więzi możemy uczyć się również własnego przychodzenia do Boga przez Jezusa: z zaufaniem, że miłość jest darem, który przyjmujemy i na który odpowiadamy. Możemy stanąć przed Ojcem także wtedy, gdy nie mamy do pokazania żadnego sukcesu.
Ojciec pozostaje Ojcem również na pustyni
Mk 1,12–13
Zaraz po chrzcie Duch wyprowadza Jezusa na pustynię. Jezus przebywa tam czterdzieści dni, jest kuszony przez szatana, znajduje się wśród dzikich zwierząt,
a aniołowie Mu usługują. Marek opisuje to bardzo krótko. Nie podaje treści pokus ani szczegółów wewnętrznego doświadczenia Jezusa. Stawia jednak obok siebie dwie sceny: objawienie miłości Ojca i czas próby. To ważne dla człowieka, który po chwilach bliskości z Bogiem doświadcza oschłości. Wczoraj modlitwa przychodziła łatwo. Dzisiaj pozostało zmęczenie. Wczoraj była nadzieja. Dzisiaj wrócił dawny lęk. W takich momentach możemy pochopnie uznać, że Bóg się odsunął. Historia Jezusa pozwala ostrożniej patrzeć na podobne wnioski. Trudność nie przekreśla miłości Ojca. Brak odczuwanej bliskości nie musi oznaczać braku Jego obecności. Nie znamy wyjaśnienia każdego cierpienia.
Nie musimy nazywać każdej bolesnej sytuacji próbą zaplanowaną przez Boga. Możemy zwracać się do Niego z tym, co rzeczywiście przeżywamy. Czasem najbardziej szczera modlitwa brzmi: „Ojcze, trudno mi. Pomóż mi przejść przez ten dzień”.
Ojciec zaprasza nas do życia, które może się zmienić
Mk 1,14–20
Po uwięzieniu Jana Jezus przychodzi do Galilei i głosi dobrą nowinę Boga. Zapowiada bliskość Jego królestwa oraz wzywa do nawrócenia i wiary.
Potem spotyka Szymona i Andrzeja, a następnie Jakuba i Jana. Zastaje ich przy pracy i powołuje, aby poszli za Nim. Bóg spotyka człowieka pośród codzienności. Przy sieciach, obowiązkach, w relacjach rodzinnych. W miejscu, w którym życie już się toczy. Możemy długo czekać na odpowiedni moment, żeby potraktować relację z Bogiem poważnie. Aż będzie spokojniej. Aż uporządkujemy przeszłość. Aż poczujemy się gotowi. Tymczasem Jezus przychodzi do konkretnych ludzi
w konkretnym dniu. Jego zaproszenie otwiera drogę, na której dopiero będą się uczyć. Odpowiedź uczniów jest zdecydowana i kosztowna. Zostawiają dotychczasowe zajęcia, by pójść za Nim. Bliskość Boga obejmuje również przemianę naszych decyzji i przywiązania do tego, co znane. Ojciec widzi naszą teraźniejszość, a zarazem otwiera przed nami przyszłość. Możemy powierzać Mu siebie, ucząc się posłuszeństwa krok po kroku.
Ojciec objawia moc, która uwalnia
Mk 1,21–28
W synagodze w Kafarnaum Jezus naucza z autorytetem. Znajdujący się tam człowiek jest opanowany przez ducha nieczystego. Jezus rozkazuje duchowi,
aby zamilkł i wyszedł, a człowiek zostaje uwolniony. W tej scenie dobroć ma siłę. Jezus stanowczo przeciwstawia się złu, które dręczy człowieka. To pomaga nam poznawać Ojcowskie Serce pełniej. Czułość Boga obejmuje obronę, uwolnienie
i przywracanie dobra. Miłość potrafi postawić granicę temu, co niszczy. Opisanego przez Marka zniewolenia nie należy utożsamiać z każdą chorobą czy trudnością psychiczną. Możemy jednak zobaczyć, czemu służy autorytet Jezusa: człowiek odzyskuje wolność. Ta scena stawia również pytanie o nas. Jak korzystamy z własnej siły, wiedzy, pozycji? Czy przy nas inni mogą odzyskiwać głos? Czy nasze słowa pomagają im stanąć na nogi? Poznawanie Ojca prowadzi także do uczenia się takiej miłości, przy której drugi człowiek może odetchnąć.
Ojciec zauważa człowieka, który leży bez sił
Mk 1,29–34
Jezus przychodzi do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa Szymona leży
w gorączce. Kiedy Mu o niej mówią, podchodzi, ujmuje ją za rękę i podnosi. Gorączka ustępuje. Wśród wielu wydarzeń tego rozdziału warto zatrzymać się przy tej dłoni. Chora kobieta nie wygłasza przemowy. Marek nie przytacza nawet jej prośby. Inni mówią Jezusowi o jej stanie, a On przychodzi do niej.
Są chwile, kiedy człowiek nie potrafi już dobrze opowiedzieć o swoim cierpieniu. Brakuje mu siły na wyjaśnienia. Potrzebuje, żeby ktoś zauważył, podszedł
i pomógł. W geście Jezusa możemy rozważać troskę Ojca o naszą bezradność. Nasze potrzeby mają znaczenie również wtedy, gdy nie umiemy ich pięknie wypowiedzieć. Po uzdrowieniu kobieta usługuje przybyłym. Widzimy ją znów uczestniczącą w życiu domu. Jej służba nie jest warunkiem otrzymanej pomocy — Jezus podnosi ją, kiedy jeszcze leży chora. Wieczorem przynoszą do Niego kolejnych cierpiących. Dom staje się miejscem, do którego ludzie przychodzą ze swoją biedą. Przed Bogiem jest miejsce także dla człowieka, który dzisiaj potrzebuje, aby inni go podtrzymali.
Ojciec jest Tym, do którego Jezus wraca w ciszy
Mk 1,35–39
Wczesnym rankiem Jezus wychodzi w samotne miejsce i modli się.
Za Nim intensywny dzień. Wokół Niego wiele potrzeb. Uczniowie Go szukają, ponieważ ludzie chcą Go odnaleźć. A jednak w tej opowieści jest miejsce na ciszę i modlitwę. Marek nie przekazuje treści tego spotkania. Widzimy Jezusa, który pośród swojej misji zwraca się ku Ojcu. Następnie idzie głosić do innych miejscowości. Możemy zaczerpnąć z tego prostą zachętę: nasze serce również potrzebuje czasu przed Bogiem. Kiedy długo troszczymy się o innych, łatwo sprowadzić własne życie do odpowiadania na kolejne potrzeby. Zapominamy,
co sami przeżywamy. Trudno nam przyznać, że potrzebujemy odpoczynku, rozeznania i pomocy. Modlitwa daje przestrzeń, w której możemy przynieść Ojcu także siebie. Swoją radość, ale i rozdrażnienie. Gotowość, ale i zmęczenie.
Nie musimy wypełniać tej przestrzeni wieloma słowami. Możemy pobyć przed Bogiem z prostym pragnieniem, aby nas prowadził.
Ojciec pozwala nam podejść z tym, co budzi wstyd
Mk 1,40–45
Do Jezusa przychodzi człowiek cierpiący na trąd. Klęka i prosi o oczyszczenie. Wierzy, że Jezus może mu pomóc, a swoją prośbę uzależnia od Jego woli.
W tej scenie możemy usłyszeć pytanie bliskie sercu, które zna odrzucenie: czy znajdzie się dobro również dla mnie? Jezus wyciąga rękę, dotyka człowieka i go oczyszcza. Zwróćmy uwagę na kolejność. Dotyk pojawia się, gdy człowiek jeszcze jest chory. Jezus zbliża się do niego w stanie, który wiąże się z wykluczeniem.
To bardzo czuły obraz do modlitwy. Możemy przynieść Jezusowi również te miejsca naszego życia, których najchętniej nikomu byśmy nie pokazali. Choroba nie jest winą moralną, lecz wstyd może towarzyszyć bardzo różnym doświadczeniom: słabości ciała, odrzuceniu, poczuciu bezradności, a także własnym grzechom. Żadnego z nich nie musimy ukrywać w modlitwie. Uzdrowienie tego człowieka nie jest obietnicą, że każda choroba ustąpi natychmiast. Jest konkretnym świadectwem spotkania, w którym Jezus odpowiada na cierpienie i przywraca dobro. Dalszy ciąg sceny również ma znaczenie. Jezus poleca uzdrowionemu pokazać się kapłanowi i złożyć nakazaną ofiarę, a także zachować milczenie o wydarzeniu. Człowiek zaczyna jednak rozgłaszać swoją historię, co utrudnia Jezusowi jawne wchodzenie do miast. Bliskość Jezusa zaprasza nas do słuchania. Przyjmowanie Jego dobroci i uczenie się posłuszeństwa należą do tej samej relacji.
Co ten rozdział odsłania z Ojcowskiego Serca?
Patrząc na Jezusa, poznajemy Boga, który wychodzi ku człowiekowi i zaprasza go do odpowiedzi. Jego miłość obejmuje całe życie: serce potrzebujące nawrócenia, ciało osłabione chorobą, codzienną pracę, samotność i potrzebę modlitwy. Widzimy Ojca, którego dobroć potrafi podnieść i którego moc służy uwolnieniu. Ojca, przed którym możemy stanąć w prawdzie. Ojca, który prowadzi nas ku miłości dojrzewającej w konkretnych decyzjach. Ta bliskość może stopniowo zmieniać sposób, w jaki się modlimy. Coraz mniej ukrywania. Coraz więcej szczerości. Coraz większa gotowość, aby przyjąć pomoc i odpowiedzieć na wezwanie Jezusa.
Od lęku do zaufania dziecka
Czasem nosimy w sobie przekonanie, że ze wszystkim musimy poradzić sobie sami, a na przyjęcie trzeba zasłużyć. Uczenie się serca dziecka oznacza stopniowe powierzanie tych przekonań Ojcu. Możemy ćwiczyć się w prostych wyznaniach zaufania:
- Mogę przyjść do Boga również wtedy, gdy potrzebuję przebaczenia.
- Mogę powiedzieć Mu, że trudno mi odczuć Jego obecność.
- Mogę przyjąć pomoc, kiedy brakuje mi sił.
- Mogę odpowiedzieć na dzisiejsze zaproszenie, choć nie znam całej drogi.
- Mogę przynieść Ojcu to, o czym dotąd milczałem ze wstydu.
Nie zawsze od razu poczujemy, że te słowa są nam bliskie. Zaufanie może dojrzewać powoli. Także z tym możemy przychodzić do Boga.
Pytania do serca
Wybierz jedno pytanie i zostań przy nim przez chwilę.
- Jakiego spojrzenia spodziewam się ze strony Boga, gdy przychodzę do Niego ze słabością?
- Czy potrafię przyjmować Jego miłość bez przedstawiania listy własnych osiągnięć?
- Co jest dzisiaj moją pustynią?
- Do jakiej konkretnej zmiany zaprasza mnie Jezus?
- Gdzie potrzebuję pomocy i czy pozwalam komuś podać mi rękę?
- Co chciałbym wreszcie szczerze powiedzieć Ojcu?
- Komu mogę dziś okazać dobroć przez uważną obecność?
Modlitwa
Ojcze, przychodzę do Ciebie z moim prawdziwym sercem.
Z tym, co we mnie ufa, i z tym, co nadal się boi. Dziękuję Ci za Jezusa.
Za to, jak podchodzi do ludzi, jak dostrzega cierpienie, jak podaje rękę człowiekowi bez sił. Pomóż mi poznawać Ciebie w Jego słowach i czynach.
Koryguj moje wyobrażenia o Tobie. Ucz mnie przyjmować Twoją miłość
i odpowiadać na nią całym życiem. Przynoszę Ci moją pustynię. To, czego nie rozumiem, i to, czego nie umiem zmienić. Przynoszę Ci również moje grzechy.
Daj mi odwagę je uznać, przyjąć przebaczenie i naprawić to, co mogę naprawić. Kiedy zabraknie mi sił, pomóż mi przyjąć pomoc. Kiedy usłyszę Twoje wezwanie, prowadź mnie do odpowiedzi. Kiedy spotkam czyjąś bezradność, naucz mnie podchodzić z czułością. Ojcze, chcę coraz lepiej znać Twoje serce. I coraz spokojniej powierzać Ci swoje. Amen.
Myśl na dziś: Mogę przyjść do Ojca z prawdą o sobie i pozwolić, by prowadził mnie dalej.


Dodaj komentarz