Mateusz 28 zaczyna się o świcie. Kobiety przychodzą tam, gdzie pozostawiły Jezusa. Jeszcze nie wiedzą, że spotkają życie większe niż śmierć. Przychodzą
z historią ostatnich dni, z pamięcią krzyża i z miłością, która nadal szuka bliskości. Ten rozdział prowadzi nas ku Bogu, którego wierność sięga dalej niż to,
co w danej chwili potrafimy zobaczyć. Zmartwychwstanie Jezusa jest sercem chrześcijańskiej nadziei. Ewangelia mówi o rzeczywistym zwycięstwie nad śmiercią, a zarazem pokazuje bardzo osobiste spotkania: przestraszone kobiety, uczniów po doświadczeniu własnej słabości i Jezusa, który ponownie przychodzi blisko. Możemy czytać ten rozdział z pytaniem: czy pozwalam, aby Jego obecność docierała również do tych miejsc mojego życia, które uznałem już za zamknięte?
Ojciec spotyka nas pośród historii, którą naprawdę przeżyliśmy
Maria Magdalena i druga Maria przychodzą obejrzeć grób. Słyszą, że Jezus zmartwychwstał, zgodnie ze swoją zapowiedzią. Przychodzą jako kobiety, które widziały cierpienie i pogrzeb. Ich droga do spotkania ze Zmartwychwstałym przechodzi przez rzeczywistą stratę. Warto o tym pamiętać, kiedy słowo „nadzieja” wydaje nam się odległe. Nie musimy najpierw zapomnieć o bólu, żeby otworzyć się na Boga. Możemy przychodzić z pamięcią tego, co nas zraniło. Z pytaniami, które nadal wracają. Z sercem, które nie potrafi jeszcze cieszyć się bez lęku.
Ojcu możemy przynieść całe swoje doświadczenie, bez ukrywania tego, co trudne. Nadzieja chrześcijańska wyrasta z tego, co Bóg uczynił w Jezusie. Nie zależy wyłącznie od naszej zdolności do optymistycznego myślenia. Czasem pierwszym krokiem jest samo przyjście: modlitwa wypowiedziana z trudem, otwarcie Ewangelii albo zgoda, by ktoś pobył przy nas.
Ojciec troszczy się o serce, które się boi
Zarówno anioł, jak i Jezus mówią kobietom, aby się nie bały. To wezwanie pojawia się pośród wydarzeń, które je przerastają. Bóg nie pomija tego, co dzieje się w ich wnętrzu. W perspektywie ojcowskiego serca możemy usłyszeć troskę o człowieka, który dopiero próbuje przyjąć nową rzeczywistość. Także dobro może budzić lęk. Po długim cierpieniu trudno ponownie zaufać. Kiedy coś zaczyna się zmieniać, możemy obawiać się kolejnego rozczarowania. Serce chce podejść bliżej,
a jednocześnie się chroni. Jezus pozwala kobietom się zbliżyć. Jego słowa zapraszają do odpowiedzi. Nie musimy wstydzić się lęku, z którym przychodzimy do Boga. Możemy pozwalać, aby spotkanie z Nim stopniowo uczyło nas zaufania. Możemy powiedzieć: „Ojcze, chcę przyjąć dobro, ale boję się znowu otworzyć. Pomóż mi zrobić następny krok”.
Ojciec daje przestrzeń na radość, która jeszcze drży
Kobiety odchodzą od grobu z bojaźnią i wielką radością. Oba doświadczenia są obecne jednocześnie. To bardzo ludzkie. Możemy cieszyć się otrzymaną wiadomością, a nadal potrzebować czasu, aby ją przyjąć. Możemy ufać i odczuwać napięcie. Możemy mieć nadzieję, choć łzy jeszcze nie wyschły. Nie trzeba zmuszać serca do jednej, uporządkowanej emocji. Po trudnych przeżyciach radość czasem wraca nieśmiało. W krótkiej chwili ulgi, w rozmowie, w pragnieniu, żeby znów wyjść do ludzi. Nie zawsze od razu obejmuje całe życie. Możemy przyjmować radość, nawet jeśli nadal towarzyszy jej kruchość. Przed Ojcem jest miejsce na taką niejednorodną modlitwę: „Dziękuję Ci. Cieszę się. I nadal trochę się boję”.
Ojciec objawia bliskość w spotkaniu z Synem
Jezus wychodzi kobietom naprzeciw. One obejmują Jego nogi i oddają Mu pokłon. To spotkanie ma wymiar osobisty i cielesny. Ten, którego opłakiwały, jest przed nimi. Możemy zatrzymać się przy tym geście bliskości. Po bezradnym patrzeniu na krzyż i grób pojawia się możliwość podejścia. W naszej modlitwie również może odezwać się tęsknota, aby Bóg nie pozostawał jedynie tematem rozważań. Pragniemy relacji, w której można powierzyć Mu swoje życie.
Nie zawsze doświadczamy jej przez silne uczucia. Możemy jednak poznawać Jezusa, odpowiadać na Jego słowa i przyjmować dobro, które dociera do nas przez modlitwę, wspólnotę i troskę innych. Bliskość z Bogiem może dojrzewać także
w zwyczajności, bez niezwykłych przeżyć. Ważna jest gotowość, aby zwracać się ku Niemu takim sercem, jakie mamy dzisiaj.
Ojciec pozwala usłyszeć, że po upadku nadal istnieje droga spotkania
Jezus nazywa uczniów swoimi braćmi i kieruje ich do Galilei. To szczególnie poruszające po wydarzeniach męki. Uczniowie uciekli. Piotr się zaparł. Ich wyobrażenie o własnej wierności zostało boleśnie podważone. A jednak dociera do nich zaproszenie. Mateusz nie opisuje tutaj osobnej rozmowy z każdym z nich. Pokazuje natomiast, że Jezus chce ich spotkać i nadal nazywa braćmi. Możemy usłyszeć w tym nadzieję dla własnej historii. Kiedy zawiedliśmy, wstyd podpowiada, aby się wycofać. Zaczynamy sądzić, że modlitwa byłaby nieszczera, skoro postąpiliśmy tak źle. Czekamy, aż sami odzyskamy poczucie, że wolno nam wrócić. Zaproszenie Jezusa może dotrzeć do człowieka, zanim ten uporządkuje wszystkie swoje uczucia po upadku. Powrót obejmuje prawdę, skruchę
i naprawienie tego, co możliwe. Może zacząć się od przyjęcia, że relacja nie musi zakończyć się na naszym najgorszym dniu.
Ojciec uczy nas przyjmować świadectwo osób, których łatwo nie zauważyć
Kobiety otrzymują zadanie przekazania uczniom wiadomości
o zmartwychwstaniu i spotkaniu. W tej opowieści ich obecność ma znaczenie
od krzyża, przez grób, aż po ogłoszenie nowiny. Możemy zapytać, komu dajemy przestrzeń do mówienia w naszych rodzinach i wspólnotach. Czy uważnie słuchamy osób, które nie zajmują ważnych stanowisk? Czy potrafimy przyjąć dobro od kogoś, kogo wcześniej nie traktowaliśmy jako przewodnika? Bóg może posłużyć się świadectwem człowieka, którego sami byśmy nie wybrali. Pokora pozwala przyjmować prawdę również wtedy, gdy przychodzi przez czyjś cichy, mało zauważany głos. Być może sami potrzebujemy odwagi, aby opowiedzieć
o dobru, którego doświadczyliśmy. Możemy zrobić to prosto, bez wyolbrzymiania i bez udawania, że znamy odpowiedź na każde pytanie.
Ojciec prowadzi nas ku prawdzie, której nie trzeba zabezpieczać kłamstwem
Relacja o przekupieniu straży pokazuje próbę zastąpienia niewygodnej wiadomości uzgodnioną wersją wydarzeń. W tej scenie możemy zobaczyć,
jak daleko prowadzi potrzeba zachowania kontroli. Kiedy prawda zagraża naszej pozycji, pojawia się pokusa, aby ją przemilczeć, zniekształcić albo zdyskredytować świadków. W osobistym rachunku sumienia warto pytać, czy potrafimy przyjąć fakty, które wymagają zmiany zdania. Bliskość z Ojcem zaprasza do uczciwości także wtedy, gdy prawda jest dla nas kosztowna. Możemy przyznać: „Myliłem się”, „Nie wiedziałem wszystkiego”, „Muszę coś naprawić”. Ten fragment opisuje działania konkretnych osób. Nie daje podstaw do osądzania całego narodu żydowskiego. Jego ostrzeżenie przed manipulacją potrzebuje usłyszeć również każda wspólnota chrześcijańska.
Ojciec daje nam miejsce także w czasie wahania
Uczniowie spotykają Jezusa w Galilei. Oddają Mu pokłon, a jednak w opisie pozostaje również wątpienie. Mateusz nie przedstawia ich jako ludzi, którzy natychmiast wszystko rozumieją. To ważne, aby nie idealizować wiary. Możemy rzeczywiście zwracać się ku Jezusowi, a jednocześnie zmagać się z pytaniami. Możemy pragnąć bliskości i nie wiedzieć jeszcze, jak przyjąć wszystko, co usłyszeliśmy. Jezus podchodzi do uczniów i mówi. Wahanie nie musi kończyć rozmowy z Bogiem. Możemy pozostać uczniami: pytać, słuchać, sprawdzać, modlić się. Nie trzeba udawać pewności, której nie mamy. Jednocześnie wiara zaprasza do odpowiedzi. Czasem oznacza ona mały krok podjęty przed uzyskaniem pełnego poczucia bezpieczeństwa.
Ojciec zaprasza do życia w więzi
Jezus mówi o otrzymanej władzy i posyła uczniów, aby czynili uczniami wszystkie narody, udzielając chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Perspektywa rozszerza się na cały świat. W centrum posłania znajduje się wprowadzanie ludzi w życie uczniów Jezusa i w więź z Bogiem. Chrztu nie sprowadzamy więc do samego znaku przynależności do środowiska. Jest on związany z nowym życiem, nauką i odpowiedzią wiary. W rozważaniu o Sercu Ojca szczególnie porusza to,
że człowiek zostaje przyjęty w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Możemy pozwolić, aby ta prawda pogłębiała nasze poczucie przynależności. Życie wiary obejmuje uczenie się, że możemy zwracać się do Boga i powierzać Mu siebie.
To także zobowiązanie wspólnoty. Osoba, która zaczyna tę drogę, potrzebuje obecności, cierpliwości i pomocy w dojrzewaniu.
Ojciec uczy miłości, która staje się codziennym postępowaniem
Uczniowie mają uczyć zachowywania wszystkiego, co Jezus przykazał. Zmartwychwstanie prowadzi więc ku życiu kształtowanemu przez Jego nauczanie. W tej Ewangelii słyszeliśmy o miłosierdziu, przebaczeniu, sprawiedliwości, trosce o małych i służbie. Właśnie taka droga ma być dalej przekazywana. Możemy pytać, czy sposób, w jaki mówimy o Jezusie, odpowiada Jego postawie wobec ludzi. Czy potrafimy wymagać bez poniżania? Czy pomagamy po upadku?
Czy zauważamy człowieka potrzebującego? Czy nasze życie pozwala komuś lepiej rozumieć słowo „miłość”? Świadectwo wiary dojrzewa, kiedy dobra nowina staje się dobrem, którego ktoś może przy nas doświadczyć. Nie wymaga to bezbłędności. Wymaga gotowości do życia w prawdzie, uczenia się i naprawiania własnych błędów.
Ojciec daje nam w Synu obietnicę obecności
Ewangelia kończy się obietnicą Jezusa: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Wszystkie dni. Możemy zatrzymać się przy tych słowach, myśląc o własnym kalendarzu. O dniu pełnym radości. O dniu wizyty w szpitalu. O poranku, kiedy trudno wstać. O wieczorze po nieudanej rozmowie.
O zwyczajnym wtorku, w którym nic szczególnego się nie wydarza. Obietnica jest skierowana do wspólnoty posłanych uczniów. W jej życiu możemy odnajdywać również osobiste oparcie: droga za Jezusem nie jest pozostawieniem nas wyłącznie własnym siłom. Nie oznacza to stałego odczuwania Jego bliskości ani życia bez trudności. Możemy doświadczać samotności i nadal opierać modlitwę na Jego słowie. Obecność Jezusa nie musi być mniej rzeczywista dlatego, że dzisiaj trudno nam ją odczuć. Możemy powiedzieć: „Nie czuję teraz wiele, ale chcę oprzeć się na Twojej obietnicy. Pomóż mi przeżyć z Tobą ten dzień”. Na początku Ewangelii Mateusz przywołuje imię Emmanuel — Bóg z nami. Na końcu słyszymy obietnicę obecności. W tej perspektywie możemy odczytać całą drogę Jezusa: Bóg zbliża się do ludzkiego życia i pozostaje wierny swojemu zbawczemu zamysłowi.
Co XXVIII rozdział Ewangelii Mateusz mówi o Sercu Ojca?
Czytany w świetle Jezusa objawiającego Ojca, ten rozdział pozwala poznawać Boga, który:
- daje nadzieję mocniejszą niż śmierć;
- spotyka człowieka pośród jego rzeczywistej historii;
- troszczy się o przestraszone serce;
- zaprasza do spotkania uczniów, którzy zawiedli;
- powierza ludziom dobre słowo dla innych;
- prowadzi przez pytania ku odpowiedzi wiary;
- otwiera posłanie na wszystkie narody;
- w Synu obiecuje obecność przez wszystkie dni.
Od mentalności sieroty do serca dziecka
„Mentalność sieroty” opisuje tutaj poczucie, że po stracie lub upadku pozostaliśmy sami i musimy własnymi siłami zapewnić sobie przyszłość. Mentalność sieroty mówi: „To, co się wydarzyło, zamknęło już całą moją historię”.
Serce dziecka mówi: „Mogę powierzać Ojcu również przyszłość, której jeszcze
nie widzę”.
Mentalność sieroty mówi: „Najpierw muszę przestać się bać, żeby zrobić krok”.
Serce dziecka mówi: „Mogę przychodzić do Boga z lękiem i stopniowo uczyć
się zaufania”.
Mentalność sieroty mówi: „Po moim upadku nie mam już prawa wracać”.
Serce dziecka mówi: „Mogę przyjąć zaproszenie do prawdy, skruchy i dalszej drogi”.
Mentalność sieroty mówi: „Moje pytania dyskwalifikują mnie jako wierzącego”.
Serce dziecka mówi: „Mogę pytać i pozostawać otwarty na odpowiedź”.
Mentalność sieroty mówi: „Wszystko zależy ode mnie”.
Serce dziecka mówi: „Mogę działać odpowiedzialnie, przyjmując pomoc Boga
i ludzi”.
Mentalność sieroty mówi: „Skoro nie czuję bliskości, jestem sam”.
Serce dziecka mówi: „Mogę wracać do obietnicy Jezusa również w czasie oschłości”.
Ta przemiana nie zawsze dokonuje się od razu. Kobiety odchodzą od grobu
z bojaźnią i radością. Uczniowie oddają pokłon i nadal się wahają. Właśnie
do takich ludzi przychodzi Jezus. Ważne pytanie tego rozdziału brzmi: „Czy pozwalam, aby obietnica obecności Jezusa dotknęła również tego dnia i tej części mojego życia, w której najbardziej czuję się sam?”
Pytania do osobistej refleksji
- Z jaką historią przychodzę dzisiaj do Boga?
- Gdzie najbardziej potrzebuję usłyszeć wezwanie do zaufania?
- Czy pozwalam sobie przeżywać radość, mimo że nadal coś boli?
- Co utrudnia mi powrót po własnym niepowodzeniu?
- Czy potrafię szczerze wypowiadać pytania dotyczące wiary?
- Od kogo trudno mi przyjąć świadectwo lub pomoc?
- Jak nauczanie Jezusa może stać się dziś konkretnym dobrem dla drugiego człowieka?
- Co zmienia we mnie myśl, że Jego obietnica obejmuje także zwyczajne dni?
Modlitwa
Ojcze, dziękuję Ci za życie objawione w zmartwychwstaniu Jezusa. Przychodzę
z historią, którą niosę — z pamięcią straty, własnych błędów i chwil, kiedy trudno było mi zaufać. Pomóż mi przyjąć nadzieję bez udawania, że już nic nie boli.
Daj mi odwagę zbliżania się do Ciebie także wtedy, gdy radość miesza się z lękiem. Dziękuję za zaproszenie do powrotu. Prowadź mnie ku prawdzie, przebaczeniu
i naprawieniu tego, co możliwe. Ucz mnie przyjmować pomoc i cierpliwie dojrzewać. Niech moje życie staje się dobrą wiadomością dla innych. Pomóż mi słuchać, okazywać miłosierdzie i pamiętać o ludziach, których łatwo przeoczyć. Powierzam Ci wszystkie moje dni — także te zwyczajne, trudne i jeszcze nieznane. Kiedy nie czuję Twojej bliskości, podtrzymuj mnie słowem Jezusa. Ucz mnie żyć
w zaufaniu, że mogę zwracać się ku Tobie przez całą drogę. Amen.


Dodaj komentarz