Są takie rozdziały Ewangelii, przy których słowa powinny stawać się cichsze. 27 rozdział Ewangelii Mateusza prowadzi nas przez niesprawiedliwy wyrok, wyszydzenie, krzyż i grób. Spotykamy rozpacz Judasza, bezsilność świadków
i cierpienie Jezusa. Słyszymy wołanie, które od wieków wypowiadają również ludzie doświadczeni stratą: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” Jak mówić tutaj o czułym Sercu Ojca?
Nie warto spieszyć się z odpowiedzią. Nie trzeba przykrywać bólu zdaniem, które brzmi poprawnie, ale nie pozostawia miejsca na łzy. Możemy najpierw zostać przy Jezusie. W Nim Bóg zbliża się do człowieka również w doświadczeniu poniżenia, bezradności i śmierci. W świetle całej Ewangelii patrzymy na krzyż jako na zbawczy dar miłości. Jednocześnie przemoc pozostaje przemocą, niesprawiedliwość — niesprawiedliwością, a cierpienie Syna jest rzeczywiste.
To rozdział dla tych, którzy potrzebują usłyszeć, że z najciemniejszą częścią swojej historii również mogą przyjść do Boga.
Ojciec uczy nas nie pozostawiać człowieka samego z rozpaczą
Judasz uznaje swoją winę i zwraca pieniądze. Spotyka się z obojętnością, a jego historia kończy się tragicznie. Warto czytać tę scenę z powagą i współczuciem.
Nie musimy wydawać wyroku o jego ostatecznym losie. Możemy natomiast zobaczyć człowieka, którego przygniata świadomość dokonanego zła. Odpowiedzialność jest konieczna. Potrzebne są prawda, uznanie winy
i naprawienie tego, co możliwe. Człowiek przeżywający rozpacz potrzebuje również kogoś, kto pomoże mu nie pozostać z nią samemu. W perspektywie ojcowskiego serca ta scena staje się wezwaniem do uważności. Kiedy ktoś mówi, że zawiódł, zniszczył coś ważnego albo nie widzi dla siebie przyszłości, nasza obecność ma znaczenie. Możemy słuchać, pozostać blisko i pomóc mu dotrzeć do potrzebnego wsparcia. Prawda o winie nie powinna zamykać człowiekowi drogi do szukania ratunku. Także my możemy przyjść do Ojca, kiedy własne postępowanie staje się dla nas trudne do udźwignięcia.
Ojciec widzi krzywdę, której nikt nie chce zatrzymać
Piłat dostrzega problem oskarżenia, a jednak wydaje Jezusa na ukrzyżowanie.
Gest umycia rąk nie cofa podjętej decyzji. To bolesna scena odpowiedzialności, od której człowiek próbuje się odsunąć. Zdarza się, że krzywda trwa, ponieważ każdy czeka, aż zareaguje ktoś inny. Ktoś obawia się konfliktu. Ktoś chroni stanowisko. Ktoś uznaje, że nie warto się narażać. Warto zapytać, czy w naszym otoczeniu nie ma człowieka, którego osamotnienie pogłębia takie milczenie. Ojcowska troska może stawać się widoczna przez kogoś, kto zdecyduje się sprawdzić fakty, wysłuchać i udzielić pomocy. Miłość czasem wymaga, abyśmy przestali stać z boku. Opis męki dotyczy konkretnych uczestników wydarzeń,
w tym rzymskiej władzy i wykonawców egzekucji. Nie wolno przenosić ich winy na wszystkich Żydów ani na następne pokolenia. Krzyż nie daje przyzwolenia na nienawiść.
Ojciec zna godność człowieka, którego poniżono
Żołnierze wyszydzają królewską godność Jezusa, zadając Mu ból i upokorzenie.
W tej scenie przemoc dotyka zarówno ciała, jak i poczucia godności.
Człowiek zostaje potraktowany jak przedmiot cudzej zabawy. Kto doświadczył poniżenia, wie, że jego ślad potrafi pozostać długo. Nawet po latach można słyszeć w sobie cudzy śmiech, oskarżenie albo pogardliwe zdanie. Patrząc na Jezusa, możemy zatrzymać się przy prawdzie, że szyderstwo nie zmienia tego, kim On jest. Podobnie krzywda, której doświadczyliśmy, nie ustanawia prawdy o naszej wartości. To, jak cię potraktowano, nie określa tego, ile znaczysz przed Ojcem. Możemy potrzebować czasu, bezpiecznych relacji i pomocy, aby zacząć w to wierzyć. Ojcu można przynosić także wstyd, którego nie powinniśmy byli nigdy dźwigać.
Ojciec pozwala przyjąć pomoc w niesieniu ciężaru
Szymon z Cyreny zostaje przymuszony do niesienia krzyża Jezusa. Mateusz nie opisuje jego uczuć. Nie wiemy, z jakim nastawieniem podejmuje ten ciężar. Wiemy, że na drodze Jezusa pojawiają się ramiona drugiego człowieka.
W duchowym odczytaniu możemy zatrzymać się przy samym przyjęciu pomocy. Bywa, że długo próbujemy radzić sobie sami. Obawiamy się, że prosząc, staniemy się ciężarem. Chcemy zachować obraz osoby silnej, nawet gdy brakuje nam sił na najprostsze rzeczy. Przyjęcie wsparcia może być krokiem zaufania. Ktoś może pomóc w codziennych obowiązkach, towarzyszyć podczas wizyty, przygotować posiłek albo po prostu usiąść obok. Możemy prosić Ojca o gotowość przyjmowania takiej troski. Możemy także pytać, czyj ciężar jesteśmy dziś w stanie choć trochę zmniejszyć.
Ojciec nie mierzy miłości natychmiastowym ocaleniem od cierpienia
Szydercy uzależniają uznanie synostwa Jezusa i Bożej miłości do Niego od zejścia z krzyża. W ich słowach pojawia się okrutna logika: jeśli Bóg cię kocha, powinien natychmiast cię uratować. Podobne przekonanie może odezwać się także w naszym wnętrzu. „Gdybym był ważny, to by się nie wydarzyło”.
„Gdyby Bóg mnie słyszał, już zmieniłby tę sytuację”. Nie trzeba zawstydzać człowieka za takie pytania. Często wyrastają z wielkiego bólu. Warto jednak zauważyć, że pod krzyżem właśnie w ten sposób próbuje się podważyć więź Jezusa z Ojcem. Brak natychmiastowego ratunku nie daje nam prawa uznać, że cierpiący został przez Boga odrzucony. Nie rozwiązuje to wszystkich pytań o cierpienie. Pomaga natomiast nie dokładać człowiekowi kolejnej rany: przekonania, że jego ból dowodzi braku Bożej miłości.
Ojciec pozwala nam przynieść pytanie „dlaczego?”
Jezus wypowiada początek Psalmu 22 — modlitwy wyrastającej z doświadczenia opuszczenia. Nie trzeba odbierać temu wołaniu jego ciężaru. To prawdziwa udręka, a nie spokojny komentarz do wydarzeń. Jednocześnie Jezus nadal zwraca się do Boga. Słowa o opuszczeniu stają się modlitwą. To ogromnie ważne dla człowieka, który nie znajduje pocieszenia. Możemy powiedzieć: „Nie rozumiem”. „Gdzie jesteś?”. „Dlaczego to trwa?”. Możemy płakać, milczeć i wracać do tego samego pytania. Poczucie opuszczenia również może zostać wypowiedziane w relacji z Bogiem. Nie musimy najpierw odzyskać spokoju, aby zacząć się modlić. Możemy przyjść z sercem, które nie umie już ułożyć pięknych zdań. Ojcu można powierzyć także modlitwę, która brzmi jak skarga.
Ojciec pozostaje tajemnicą także wtedy, gdy Go kochamy
W opisie Mateusza nie pojawia się głos z nieba odpowiadający na wołanie Jezusa. Następuje Jego śmierć. To miejsce, przy którym potrzebujemy pokory.
Nie znamy każdego wymiaru tajemnicy krzyża. Nie powinniśmy przedstawiać Ojca jako kogoś obojętnego wobec Syna ani sugerować, że ludzka przemoc staje się dobra dlatego, że Bóg dokonuje zbawienia. Chrześcijańska wiara widzi tutaj miłość Boga działającą pośród rzeczywistego zła. Obejmuje też jedność Ojca i Syna, której nie możemy mierzyć samym doświadczeniem pocieszenia. Możemy pozostać przy Jezusie bez udawania, że wszystko potrafimy wyjaśnić.
Wiara czasem oznacza trwanie z pytaniem, którego nie umiemy rozwiązać.
W towarzyszeniu cierpiącym warto pamiętać o tej pokorze. Człowiek pogrążony w bólu nie zawsze potrzebuje odpowiedzi. Może potrzebować kogoś, kto nie odejdzie, kiedy odpowiedzi zabraknie.
Ojciec otwiera drogę bliskości
Po śmierci Jezusa Mateusz opisuje rozdarcie zasłony świątyni i znaki poruszające świadków. Chrześcijańska tradycja odczytuje rozdartą zasłonę między innymi jako znak otwartej przez Chrystusa drogi do Boga. W takim odczytaniu możemy usłyszeć nadzieję dla serca, które czuje się zbyt daleko. Być może długo myśleliśmy, że najpierw musimy stać się lepsi, aby zasłużyć na możliwość przyjścia. Może zatrzymuje nas wstyd albo przekonanie, że popełniony błąd przekreślił relację. Krzyż prowadzi nas ku przyjmowaniu łaski i nawróceniu. Możemy przychodzić do Ojca z prawdą o sobie, prosząc o przebaczenie i przemianę. Wyznanie setnika pojawia się właśnie przy Ukrzyżowanym. Godność Syna zostaje rozpoznana w miejscu, w którym wielu widziało wyłącznie klęskę.
Ojciec dostrzega obecność tych, którzy pozostali
Kobiety, które towarzyszyły Jezusowi i Mu usługiwały, patrzą z daleka.
Nie zatrzymują egzekucji. Nie zmieniają wyroku. Pozostają obecne.
Czasem podobnie wygląda nasza miłość przy osobie cierpiącej. Niewiele możemy zrobić i właśnie ta bezradność jest najtrudniejsza. Możemy jednak słuchać. Podać wodę. Pamiętać o czyimś imieniu. Wrócić następnego dnia. Obecność ma wartość także wtedy, gdy nie przynosi rozwiązania. Nie trzeba pogardzać małym dobrem, które jest możliwe. Dla człowieka przechodzącego przez samotność może ono stać się bardzo ważnym znakiem troski.
Ojciec uczy czułości wobec ciała i straty
Józef z Arymatei troszczy się o ciało Jezusa i składa je w grobie. Dwie Marie pozostają naprzeciw. Po przemocy pojawiają się gesty szacunku. To ważne miejsce dla osób przeżywających żałobę. Miłość może wyrażać się w przygotowaniu pogrzebu, obecności przy grobie, przechowaniu rzeczy i opowiadaniu o zmarłym. Takie czynności nie są czymś małym. Pomagają pożegnać człowieka, którego ciało było miejscem bliskości: znajomego głosu, ciepła dłoni, wspólnego życia. Ojcu możemy przynosić tęsknotę za tym, co konkretne. Wiara w zmartwychwstanie nie odbiera nam prawa do opłakiwania śmierci. Nie musimy przyspieszać żałoby. Możemy pozwolić, aby wdzięczność i ból przez pewien czas szły obok siebie.
Ojciec pozwala nam przeżyć dzień, w którym jeszcze nie widzimy nadziei
Rozdział kończy się zabezpieczeniem grobu. Kamień jest opieczętowany, a przy nim stoi straż. Na tym etapie opowieści uczniowie nie oglądają jeszcze zmartwychwstałego Jezusa. My znamy dalszy ciąg Ewangelii. Warto jednak nie odbierać tej chwili jej ciszy. W naszym życiu również zdarzają się dni, w których nic nie wskazuje na zmianę. Modlitwa pozostaje trudna, strata jest świeża, a przyszłość zamknięta. Nie musimy wtedy ogłaszać, że już wszystko jest dobrze. Nadzieja może zacząć się od zgody, aby przeżyć dzisiejszy dzień i przyjąć potrzebną pomoc. Zmartwychwstanie Jezusa jest fundamentem chrześcijańskiej nadziei. Nie stanowi obietnicy, że każda doczesna strata zostanie odwrócona w oczekiwany przez nas sposób. Pozwala jednak powierzać Ojcu życie także poza granicą tego, co potrafimy zobaczyć.
Co XXVII rozdział Ewangelii Mateusza mówi
o Sercu Ojca?
Czytany w świetle całej Ewangelii, ten rozdział zaprasza nas do Boga z tym, co najtrudniejsze:
- z winą, która potrzebuje prawdy i ratunku;
- z krzywdą, której nie udało się zatrzymać;
- ze wstydem pozostawionym przez poniżenie;
- z ciężarem, którego sami nie uniesiemy;
- z pytaniem o miłość pośród cierpienia;
- z modlitwą przeżywaną jako wołanie z opuszczenia;
- z żałobą i tęsknotą;
- z dniem, w którym jeszcze nie widzimy dalszej drogi.
Od mentalności sieroty do serca dziecka
„Mentalność sieroty” opisuje tutaj poczucie, że w bólu pozostaliśmy sami, a na przyjęcie trzeba zasłużyć siłą i poprawnym zachowaniem.
Mentalność sieroty mówi: „Z tym, co zrobiłem, nie mam już do kogo pójść”.
Serce dziecka mówi: „Mogę szukać pomocy, wyznać winę i prosić o przebaczenie”.
Mentalność sieroty mówi: „To, jak mnie potraktowano, mówi prawdę o mojej wartości”. Serce dziecka mówi: „Mogę odzyskiwać świadomość swojej godności przed Ojcem”.
Mentalność sieroty mówi: „Jeśli Bóg mnie kocha, musi natychmiast usunąć cierpienie”. Serce dziecka mówi: „Mogę prosić o ratunek i przynosić Mu również moje niezrozumienie”.
Mentalność sieroty mówi: „Nie wolno mi pytać Boga, dlaczego”.
Serce dziecka mówi: „Moja skarga również może stać się modlitwą”.
Mentalność sieroty mówi: „Muszę sam udźwignąć stratę”.
Serce dziecka mówi: „Mogę przyjmować obecność i pomoc”.
Mentalność sieroty mówi: „Skoro nie widzę przyszłości, żadnej już nie ma”.
Serce dziecka mówi: „Mogę powierzyć Ojcu to, czego dzisiaj nie potrafię zobaczyć”.
Ważne pytanie tego rozdziału brzmi: „Czy pozwalam sobie zwrócić się ku Ojcu również z bólem, którego nie umiem pogodzić z Jego miłością?”
Pytania do osobistej refleksji
- Z czym najtrudniej mi dzisiaj zostać samemu?
- Kogo mogę poprosić o obecność lub pomoc?
- Jakie słowa poniżenia nadal noszę w pamięci?
- Czy nie odczytuję własnego cierpienia jako dowodu odrzucenia przez Boga?
- Jak brzmi moje niewypowiedziane pytanie „dlaczego”?
- Czy potrafię być przy kimś bez pośpiesznego wyjaśniania jego bólu?
- Jaką stratę potrzebuję opłakać?
- Co pomoże mi przeżyć dzisiejszy dzień z odrobiną większej troski?
Modlitwa
Ojcze, przychodzę z tym, czego nie umiem wyjaśnić. Z bólem, który wraca,
z tęsknotą i pytaniami, na które nie znajduję odpowiedzi. Patrzę na Jezusa i proszę: pomóż mi uwierzyć, że mogę zwrócić się do Ciebie także pośród ciemności. Przyjmij moją modlitwę, nawet kiedy jest skargą, ciszą albo łzami. Chroń mnie przed samotnością, która odbiera nadzieję. Daj mi odwagę szukania pomocy
i przyjmowania obecności. Ucz mnie również pozostawać przy tych, którzy cierpią. Powierzam Ci krzywdę, której doświadczyłem, i zło, za które sam odpowiadam. Prowadź mnie ku prawdzie, przebaczeniu i naprawieniu tego,
co możliwe. Bądź blisko mojego żalu po stracie. Pomóż mi przeżyć ten dzień
bez przymusu udawania, że wszystko jest dobrze. Ojcze, nie umiem zobaczyć całej drogi. Chcę przynieść Ci moje serce właśnie takie — poranione, pytające
i spragnione miłości. Prowadź mnie ku nadziei zmartwychwstania. Amen.


Dodaj komentarz