Mateusz 2 — Bóg, który widzi więcej

Drugi rozdział Ewangelii Mateusza jest pełen wydarzeń, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się trudne i chaotyczne: Mędrcy przybywający ze Wschodu, Herod szukający Jezusa, ucieczka do Egiptu i powrót do Nazaretu. A jednak kiedy zatrzymam się nad tym tekstem, widzę przede wszystkim Boga, który widzi więcej, prowadzi, ostrzega, chroni i troszczy się o swoich.
To także historia ludzi, którzy musieli zdecydować, komu zaufają.
Mędrcy — ludzie, którzy wyruszyli w poszukiwaniu Króla
Mateusz mówi, że Mędrcy przybyli ze Wschodu, ponieważ zobaczyli gwiazdę i rozpoznali w niej znak narodzin Króla.
Nie wiemy dokładnie, kim byli, ilu ich było ani z jakiego kraju pochodzili. Najczęściej łączy się ich z terenami Persji, Babilonii lub szerzej — Bliskiego Wschodu. Byli prawdopodobnie ludźmi wykształconymi, związanymi z religią, obserwacją nieba i interpretowaniem znaków. Nie byli „magikami” w dzisiejszym znaczeniu tego słowa.
Być może znali również pewne żydowskie proroctwa dotyczące przyszłego Króla. Nie możemy jednak powiedzieć z całą pewnością, co dokładnie wiedzieli. Wiemy natomiast jedno: zobaczyli znak i wyruszyli. Nie zatrzymali się na ciekawości. Podjęli trud podróży, zostawili swoje miejsce i ruszyli w nieznane.
Ich wiara miała swoją cenę. I to jest pierwsza lekcja dla mnie: czasami mówię „Boże, chcę Cię znaleźć”, ale jednocześnie chciałabym, żeby nic mnie to nie kosztowało. Mędrcy pokazują, że szukanie Boga czasami wymaga odwagi, decyzji i zrobienia pierwszego kroku, nawet jeśli nie znam całej drogi.
Zobaczyli więcej niż widziały oczy. Mędrcy przychodzą do Jezusa nie do pałacu, lecz do skromnej rodziny. Maria i Józef nie byli ludźmi otoczonymi bogactwem.
Przy ofiarowaniu Jezusa w świątyni złożyli dwie synogarlice lub dwa młode gołębie — ofiarę przewidzianą dla osób, których nie było stać na baranka. A jednak właśnie do tej rodziny przychodzą Mędrcy. Patrząc tylko oczami, można było zobaczyć młodą matkę, Józefa i małe Dziecko. Mędrcy zobaczyli Króla.
Dlatego padają przed Nim na twarz i oddają Mu pokłon. To niezwykle piękny obraz: świat mógł zobaczyć zwyczajną, skromną rodzinę, ale Mędrcy zobaczyli coś więcej. Nie wszystko, co najcenniejsze, wygląda na cenne. Czasami Bóg ukrywa wielkie rzeczy pod bardzo prostą postacią. Jezus — Król świata — przychodzi jako bezbronne Dziecko.
I może właśnie tego potrzebuję nauczyć się również ja: patrzeć głębiej. Nie oceniać ludzi, sytuacji i własnego życia tylko po tym, co widać dzisiaj.
Nie przyszli z pustymi rękami Mędrcy otworzyli swoje skarby i ofiarowali Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę. Były to kosztowne dobra. Tradycja chrześcijańska widzi
w nich również symbolikę: złoto związane z królewską godnością Jezusa, kadzidło
z Jego boskością, a mirrę z Jego przyszłym cierpieniem i śmiercią. Mateusz nie wyjaśnia jednak sam znaczenia tych darów, dlatego tę symbolikę warto traktować jako tradycyjną interpretację. Jest natomiast coś pewnego: Mędrcy nie przyszli tylko po to, żeby coś otrzymać. Przyszli również coś dać.
I tutaj pojawia się pytanie do mojego serca: Co jest moim skarbem? Może pieniądze, ale nie tylko. Mój czas. Moje zdolności. Moja praca. Moja rodzina. Moje doświadczenie. Moje plany. Moje marzenia. A może przede wszystkim moja potrzeba kontroli? Czasami największym darem, jaki mogę oddać Bogu, jest powiedzenie: „Boże, to jest moje życie. Moje plany i moja przyszłość. Oddaję Ci je. Pokaż mi, co mam z nimi zrobić”.
Czy Bóg przygotował zaopatrzenie, zanim pojawiła się potrzeba?
I tutaj pojawia się jedna z najbardziej poruszających myśli tego rozdziału.
Zaraz po odejściu Mędrców anioł mówi Józefowi, aby wstał, zabrał Jezusa i Marię
i uciekł do Egiptu. Józef jeszcze chwilę wcześniej nie wiedział, że będzie musiał uciekać. Nie wiedział, jak długo będą poza domem ani co ich tam
czeka. A chwilę wcześniej do ich życia przychodzą Mędrcy z kosztownymi darami. Biblia nie mówi wprost, że złoto, kadzidło i mirra zostały wykorzystane na podróż
i pobyt w Egipcie, dlatego nie możemy powiedzieć tego jako pewnika. Ale możemy zauważyć, że były to wartościowe dary, które mogły stać się materialnym wsparciem dla rodziny.
I właśnie tutaj widzę piękny obraz Bożego działania: Bóg może przygotować zaopatrzenie, zanim ja jeszcze wiem, że będę go potrzebować.
Ja widzę dzisiejszy dzień. – Bóg widzi jutro. Ja widzę potrzebę dopiero wtedy, kiedy się pojawia. – Bóg zna ją wcześniej. Nie oznacza to, że Bóg zawsze da mi dokładnie to, czego oczekuję. Ale mogę wierzyć, że nie jestem poza Jego spojrzeniem.
Bóg może posłużyć się drugim człowiekiem
Mędrcy prawdopodobnie nie wiedzieli, co stanie się z ich darami. Przyszli, aby oddać pokłon Królowi. Być może nie mieli pojęcia, że ich obecność i to, co ze sobą przynieśli, może mieć znaczenie również dla dalszej historii tej rodziny. I to jest piękne. Oni widzieli swój dar. Bóg widział jego dalszą historię.
Może tak samo jest czasami ze mną.
Daję komuś swój czas, pomoc, pieniądze, dobre słowo czy zwykłą obecność i myślę, że to tylko mały gest. A Bóg może widzieć znacznie więcej. Może moje „małe” stanie się dla kogoś odpowiedzią na modlitwę.
Herod — kiedy człowiek bardziej boi się utraty kontroli niż Boga
Na drugim końcu tej historii stoi Herod.
Mędrcy szukają Jezusa, żeby oddać Mu pokłon. Herod słyszy o Jezusie i zaczyna się bać. Dlaczego? Bo Jezus jest Królem, a Herod chce zachować swoją władzę. To ogromny kontrast. Mędrcy widzą w Jezusie Króla, którego warto szukać. Herod widzi w Nim zagrożenie, które trzeba usunąć. I to również może być pytanie do mnie. Czy chcę, aby Bóg był w moim życiu, ale jednocześnie chcę sama wszystko kontrolować? Czy potrafię powiedzieć: „Boże, nie rozumiem, ale ufam Ci”?
Mędrcy wybrali Boga zamiast strachu przed człowiekiem
Herod poprosił Mędrców, aby po odnalezieniu Jezusa wrócili do niego i powiedzieli, gdzie znajduje się Dziecko. Bóg jednak ostrzegł ich we śnie, aby tego nie robili. I Mędrcy posłuchali Boga. Wrócili do swojej krainy inną drogą. To było nieposłuszeństwo wobec polecenia króla. Herod mógł się rozgniewać — i rzeczywiście jego późniejsze działania pokazują, jak wielki był jego gniew. Mędrcy jednak nie pozwolili, aby strach przed człowiekiem był większy niż ich posłuszeństwo Bogu.
To bardzo ważna lekcja.
Czasami również ja mogę bać się czyjejś reakcji. „Co ktoś powie?” „Co pomyślą?” „Czy się nie obrazi?” „Czy nie będzie zły?”
A jednak Mędrcy przypominają: Nie mogę pozwolić, aby strach przed człowiekiem odebrał mi odwagę do posłuszeństwa Bogu.
Józef — człowiek, który słucha i działa
Józef w tym rozdziale prawie nic nie mówi, ale jego czyny mówią bardzo dużo.
Bóg mówi — Józef słucha. Bóg mówi: „Wstań i uciekaj” — Józef wstaje i ucieka. Bóg mówi: „Wróć” — Józef wraca. Nie dostaje mapy całego życia Jezusa. Dostaje światło na następny krok i to wystarcza.
Czy nie tego właśnie często oczekuję od Boga? Chciałabym znać całą przyszłość. Chciałabym wiedzieć, co będzie za rok, za pięć lat, jak wszystko się skończy. A Bóg czasami mówi tylko: „Zaufaj Mi dzisiaj. Zrób następny krok”.
Może wiara właśnie na tym polega. Nie na tym, że znam całą drogę, tylko na tym, że znam Tego, który ją zna.
Ojcowskie serce Boga
W Mateuszu 2 szczególnie mocno widzę Boga jako Ojca, który troszczy się o swoje dziecko.
Bóg ostrzega Józefa. Prowadzi go. Chroni Jezusa. Pokazuje, kiedy trzeba odejść,
a kiedy można wrócić.
Nie mówi: „Nic złego się nie wydarzy”. Mówi: „Wstań. Idź. Ja wiem, dokąd cię prowadzę”. Boża ochrona nie zawsze oznacza, że usunie z naszej drogi każde niebezpieczeństwo. Czasami oznacza, że przeprowadzi nas przez trudną drogę.
I może właśnie tego potrzebuję usłyszeć:
Bóg nie obiecuje, że droga zawsze będzie łatwa. Obiecuje, że nie muszę iść nią sama.
Kiedy nie rozumiem, co Bóg robi
Mateusz 2 nie jest historią bez cierpienia.
Jest Herod, jest strach, jest ucieczka, są niewinne dzieci, jest ból. A jednak Boży plan nie zostaje pokonany. Jezus zostaje ocalony. Rodzina trafia do Egiptu, a później wraca. I to przypomina mi coś bardzo ważnego: Nie oceniaj całej historii na podstawie jednego trudnego rozdziału. Czasami w moim życiu coś wygląda jak koniec. Drzwi się zamykają. Plan się rozpada. Muszę zacząć od początku. Nie wiem, dlaczego Bóg na to pozwala.
Ale Mateusz 2 uczy mnie, że to, co wygląda jak przerwanie planu, może stać się częścią większej historii. Ja widzę fragment. Bóg widzi całość. Spotkanie z Jezusem zmienia drogę Mędrcy przyszli jedną drogą, a wrócili inną. To dla mnie piękny symbol. Prawdziwe spotkanie z Jezusem powinno coś we mnie zmieniać. Może muszę zmienić kierunek. Zostawić coś, do czego ciągle wracam. Przestać żyć w sposób, który Bóg pokazuje mi jako niewłaściwy. Mędrcy nie wrócili do Heroda. Wybrali inną drogę. Może ja również czasami potrzebuję usłyszeć: „Tędy już nie. Chodź ze Mną inną drogą”.
Co Mateusz 2 mówi o mnie?
Mówi mi, że mogę być podobna do Heroda — kiedy bardziej zależy mi na kontroli niż na Bogu. Mogę być podobna do Mędrców — kiedy nie wiem wszystkiego, ale szukam Jezusa i jestem gotowa wyruszyć. Mogę być podobna do Józefa — kiedy słucham Boga i robię kolejny krok, nawet jeśli nie znam całej drogi.
I dlatego chcę dziś zadać sobie pytanie: Czy bardziej szukam odpowiedzi, czy szukam Jezusa? Bo czasami nie dostaję odpowiedzi, której oczekuję. Ale mogę dostać coś jeszcze ważniejszego: Bożą obecność.
Czego uczy mnie ojcowskie serce Boga?
Kiedy czytam Mateusza 2, mam wrażenie, jakby Bóg mówił: „Nie musisz znać całej drogi. Ja ją znam”. „Kiedy nie widzisz rozwiązania, Ja już widzę możliwości”. „Kiedy drzwi się zamykają, nie zakładaj od razu, że Cię opuściłem”.„Kiedy każę Ci zmienić kierunek, zaufaj Mi”. „Kiedy nie rozumiesz, co robię, pamiętaj, że widzę więcej niż Ty”. I może najpiękniejsze: „Nie musisz widzieć wszystkiego, żeby Mi zaufać”.
Moja modlitwa po przeczytaniu Mateusza 2
Ojcze, naucz mnie patrzeć głębiej — nie tylko oczami, ale sercem. Kiedy widzę problem, pokaż mi swoją obecność. Kiedy widzę brak, przypomnij mi, że Ty znasz moje potrzeby. Kiedy nie rozumiem drogi, daj mi odwagę zrobić następny krok. Naucz mnie ufać Ci tak jak Józef, szukać Cię tak jak Mędrcy i nie bać się bardziej człowieka niż Ciebie. Pomóż mi otworzyć przed Tobą mój skarbiec — moje plany, marzenia, czas, pieniądze, relacje i wszystko, co tak bardzo chcę zatrzymać dla siebie.
Chcę Ci powiedzieć: „Boże, moje życie jest w Twoich rękach. Nie znam całej drogi, ale znam Ciebie. I chcę Ci zaufać”.
Amen. 
Jedna myśl, którą chcę zabrać ze sobą
Mędrcy zobaczyli małe Dziecko i rozpoznali w Nim Króla. Józef nie znał całej drogi, ale zrobił następny krok. Maria i Józef mieli niewiele, a Bóg powierzył im największy Skarb. Mędrcy otworzyli swoje skarby, nie wiedząc, do czego Bóg wykorzysta ich dary. A Bóg przez cały czas widział więcej. Dlatego nie muszę rozumieć całej swojej drogi, aby zaufać Temu, który ją zna. Bo kiedy ja widzę tylko dzisiejszy dzień, Bóg widzi całą historię.


Dodaj komentarz