Ewangelia Mateusza I rozdział

Rozdział I

Rodowód Jezusa, czyli Bóg, który nie boi się naszej historii

Kiedy otwieramy Ewangelię według św. Mateusza, możemy mieć wrażenie, że pierwsze wersety nie są szczególnie interesujące. Imiona, jedno po drugim: Abraham, Izaak, Jakub, Juda… kolejne pokolenia, kolejne nazwiska.

Można przeczytać ten fragment szybko i pomyśleć: „Dobrze, to teraz przejdźmy już do historii Jezusa”.

A jednak właśnie tutaj kryje się coś niezwykle pięknego.

Bo kiedy zatrzymamy się nad tymi imionami, odkrywamy, że rodowód Jezusa nie jest historią idealnej rodziny. Znajdują się w nim ludzie ze słabościami, błędami, grzechami, skomplikowaną przeszłością, a nawet bardzo trudnymi historiami.

I wtedy zaczynamy rozumieć coś ważnego o Bogu.

Bóg nie boi się ludzkiej historii. Nie potrzebuje idealnych ludzi, żeby realizować swój plan. I może właśnie dlatego Mateusz zaczyna swoją Ewangelię od rodowodu.

Bo zanim opowie nam o Jezusie, pokazuje nam ludzi. Prawdziwych ludzi. Takich jak my.

Abraham – człowiek wiary, który również się bał

Abraham jest jednym z największych bohaterów wiary w Biblii. A jednak miał swoje słabości. W sytuacji zagrożenia bał się o własne życie i próbował zabezpieczyć się własnymi sposobami. Zamiast całkowicie zaufać Bogu, zaczął kombinować, jak uniknąć niebezpieczeństwa.

Ile razy my robimy podobnie?

Mówimy: „Boże, ufam Ci”, a chwilę później próbujemy wszystko sami kontrolować. Ufamy Bogu, ale jednocześnie boimy się przyszłości.Modlimy się, a później zamartwiamy się godzinami.

Abraham pokazuje mi, że można być człowiekiem wiary i jednocześnie zmagać się z lękiem.

Dojrzałość nie polega na tym, że już nigdy się nie boję. Polega na tym, że uczę się przynosić swój strach Bogu.

Izaak – kiedy powtarzamy to, co znamy

Izaak również powtórzył błąd swojego ojca. W podobnej sytuacji zachował się podobnie jak Abraham. To pokazuje coś bardzo prawdziwego o człowieku.Często przejmujemy pewne schematy od naszych rodzin. Sposób reagowania na złość. Sposób rozwiązywania konfliktów. Lęki. Nieumiejętność rozmawiania. Potrzebę kontroli.

Czasami nawet nie zauważamy, że robimy dokładnie to, czego sami kiedyś nie rozumieliśmy u naszych rodziców. Ale historia Izaaka przypomina mi, że nie jestem skazany na powtarzanie wszystkiego, co otrzymałem w swojej historii.
Z Bożą pomocą pewne schematy mogą zakończyć się właśnie na mnie.

Jakub – człowiek, który próbował wszystko załatwić po swojemu

Jakub był człowiekiem sprytnym. Potrafił wykorzystać sytuację i zdobyć to, czego pragnął. Problem w tym, że czasami próbował otrzymać Boże błogosławieństwo własnymi sposobami. Oszukiwał, kombinował, manipulował.

Czy czasami nie jesteśmy podobni?

Chcemy czegoś bardzo mocno i zamiast zaufać Bogu, próbujemy wszystko sami poukładać.

„Muszę to załatwić.” „Muszę mieć kontrolę.” „Muszę doprowadzić do tego, żeby wszystko wydarzyło się po mojemu.”

Historia Jakuba uczy mnie, że nie muszę manipulować życiem, żeby otrzymać od Boga to, co jest dla mnie dobre. Mogę zaufać. Mogę przestać wszystko kontrolować.

Mogę pozwolić Bogu działać również wtedy, kiedy nie wiem, jaki będzie następny krok.

Juda i Tamar – Bóg nie ukrywa trudnych historii

W rodowodzie Jezusa pojawia się również Juda i Tamar. Za tymi imionami kryje się bardzo skomplikowana historia pełna zaniedbań, niesprawiedliwości, podstępu i grzechu.

A jednak Mateusz jej nie ukrywa. Nie próbuje stworzyć pięknego, idealnego drzewa genealogicznego. Pokazuje prawdę.

I to bardzo mocno przemawia do mnie.

Bo może czasami chcemy przed Bogiem wyglądać lepiej, niż naprawdę wyglądamy. Chcemy Mu pokazać tylko to, z czego jesteśmy dumni.
A przecież On zna całą historię. Zna moje dobre decyzje, ale zna również te, których się wstydzę.
Zna moje zwycięstwa i moje upadki. I mimo wszystko mówi: „Nadal cię chcę. Nadal możesz iść ze Mną dalej.”

Bóg nie potrzebuje, żebym udawał przed Nim idealnego. Potrzebuje mojego prawdziwego serca.

Rachab – człowiek nie jest swoją przeszłością

Rachab miała bardzo trudną przeszłość. Była nierządnicą, a mimo to znalazła się w rodowodzie Jezusa. To jest niezwykłe.

Bo człowiek często patrzy na innych przez pryzmat ich przeszłości.

„Wiem, co zrobił.” „Wiem, jaka kiedyś była.” „Znam jego historię.”

A Bóg patrzy szerzej. Bóg widzi nie tylko to, kim człowiek był. Widzi również to, kim może się stać. Rachab nie została na zawsze zamknięta w swojej przeszłości. Jej historia poszła dalej.

I może to jest również słowo dla mnie. Nie muszę całe życie nosić etykiety swoich dawnych błędów. Mogę się zmienić. Mogę zacząć od nowa. Mogę pozwolić Bogu napisać kolejny rozdział.

Rut – ta, która „nie pasowała”

Rut była Moabitką. Była cudzoziemką. Nie należała do narodu izraelskiego. A jednak właśnie ona znalazła się w rodowodzie Dawida, a później Jezusa.

To pokazuje mi, że Bóg nie patrzy na człowieka według naszych ludzkich kategorii.

My czasami myślimy: „Nie jestem wystarczająco dobry.” „Nie jestem wystarczająco święty.” „Nie pasuję.” „Inni są bliżej Boga niż ja.”

Rut przypomina: Bóg może zaprosić do swojej historii również tego, kto sam uważa, że do niej nie pasuje. Nie muszę być kimś innym, żeby przyjść do Boga. Mogę przyjść taki, jaki jestem.

Dawid – wielki człowiek i wielki upadek

Dawid jest chyba jednym z najmocniejszych przykładów. Był człowiekiem, który kochał Boga. Był królem, wojownikiem. Był człowiekiem modlitwy. A jednocześnie dopuścił się bardzo poważnego grzechu. Zobaczył Batszebę, pożądał jej, dopuścił się cudzołóstwa, a później próbował ukryć swoje czyny. Doprowadził również do śmierci jej męża, Uriasza. To nie był drobny błąd. To był poważny grzech i nadużycie władzy.
A jednak Bóg nie powiedział: „Dawid, dla ciebie wszystko jest już skończone”. Dawid został skonfrontowany z prawdą. Musiał zobaczyć swój grzech. Musiał się uniżyć. Musiał się nawrócić.
I tutaj odkrywamy coś niezwykle ważnego: Boże miłosierdzie nie oznacza, że grzech nie ma znaczenia. Miłosierdzie oznacza, że grzech nie musi mieć ostatniego słowa. Można upaść. Można bardzo mocno pobłądzić. Ale można również wrócić.

Salomon – kiedy człowiek zaczyna tracić serce

Salomon otrzymał od Boga niezwykłą mądrość. Miał bogactwo, władzę i ogromne możliwości.
A jednak z czasem jego serce zaczęło odchodzić od Boga.

To jest dla mnie bardzo ważne ostrzeżenie. Nie zawsze odchodzimy od Boga przez jeden wielki bunt. Czasami dzieje się to powoli. Ponadto to nie wiedza i rozum trzyma nas przy Bogu, lecz przemienione serce. Trochę zaniedbanej modlitwy. Trochę mniej czasu dla Boga. Coraz większe przywiązanie do rzeczy materialnych. Coraz większe znaczenie opinii innych. Coraz więcej własnych planów. I nagle okazuje się, że Bóg, który kiedyś był centrum mojego życia, znalazł się gdzieś na jego obrzeżach. Dlatego trzeba pilnować swojego serca.

Co więc ten rodowód mówi do mnie?

Kiedy patrzę na te wszystkie historie, zaczynam rozumieć, że rodowód Jezusa jest trochę jak lustro.

Widzę w nim ludzi, którzy się bali. Ludzi, którzy kombinowali. Ludzi, którzy próbowali kontrolować życie. Ludzi, którzy popełniali poważne grzechy. Ludzi z trudną przeszłością. Ludzi, którzy czuli się obcy. Ludzi, którzy upadali.

Ale widzę również ludzi, którzy wracali do Boga, uczyli się ufać, podejmowali decyzje wiary
i pozwalali Mu działać w swoim życiu.

I wtedy rodzi się we mnie pytanie: A co Bóg chce zrobić z moją historią?

Może nie jest idealna. Może są w niej rozdziały, których nie chciałabym nikomu pokazywać.
Może są rzeczy, których żałuję. Może są schematy, z którymi walczę.

Ale jeśli Bóg potrafił prowadzić ludzi z tak skomplikowaną historią, to może również moją historię potrafi przemienić w coś dobrego. Nie muszę być idealna, żeby być kochana. Myślę, że właśnie tutaj najbardziej dotykamy ojcowskiego serca Boga.

Czasami żyjemy tak, jakbyśmy musieli najpierw stać się dobrzy, a dopiero potem Bóg nas pokocha. Najpierw muszę się poprawić. Najpierw muszę przestać grzeszyć. Najpierw muszę uporządkować swoje życie. Najpierw muszę stać się „lepszą wersją siebie”. A dopiero wtedy mogę przyjść do Boga.

Tymczasem Ewangelia pokazuje coś odwrotnego. To Bóg przychodzi do człowieka. Jezus nie pojawia się w idealnej rodzinie idealnych ludzi. Pojawia się w ludzkiej historii pełnej dobra i zła.

Dlaczego? Bo Bóg nie czeka, aż człowiek stanie się idealny, żeby go pokochać. To Jego miłość ma człowieka przemieniać. Nie staję się lepszy po to, żeby zasłużyć na miłość Boga. Staję się lepszy dlatego, że zaczynam odkrywać, że jestem kochany.

Emmanuel – Bóg z nami

I właśnie dlatego końcówka tego rozdziału jest tak piękna. Jezus otrzymuje imię, które oznacza: Emmanuel – Bóg z nami.

Nie Bóg daleko. Nie Bóg, który siedzi gdzieś wysoko i czeka, aż popełnię błąd. Nie Bóg, przed którym muszę udawać. Ale Bóg z nami. Bóg wchodzi w naszą historię. Bóg jest obecny również w tych fragmentach mojego życia, których nie rozumiem. Jest ze mną, kiedy się boję. Jest ze mną, kiedy upadam. Jest ze mną, kiedy zaczynam od nowa. Jest ze mną wtedy, kiedy nie wiem, co dalej.

I może właśnie to jest najważniejsze przesłanie pierwszego rozdziału Ewangelii Mateusza: Nie musisz mieć idealnej historii, żeby Bóg mógł działać w Twoim życiu. On zna Twoją historię, całą i mimo wszystko mówi: „Jesteś mój. Nie bój się. Idź ze Mną.”

Jak mogę odpowiedzieć na tę miłość? Nie muszę od razu zmieniać całego swojego życia. Mogę zacząć od małych rzeczy. Mogę nauczyć się zatrzymywać, zanim zareaguję złością. Mogę przeprosić, kiedy zrobię coś złego. Mogę przestać obgadywać innych. Mogę wybaczyć komuś, kto mnie zranił. Mogę przestać wszystko kontrolować. Mogę bardziej ufać Bogu. Mogę zrobić coś dobrego, nie oczekując niczego w zamian. Mogę codziennie wieczorem zapytać: „Boże, gdzie dzisiaj byłam blisko Ciebie, a gdzie od Ciebie uciekłam?” I następnego dnia spróbować zrobić jeden krok lepiej. Bo świętość nie zawsze zaczyna się od wielkich rzeczy. Czasami zaczyna się od jednego spokojnego słowa zamiast krzyku. Od jednego „przepraszam”. Od jednego „wybaczam”. Od jednego „Jezu, ufam Tobie”. Od jednego momentu, w którym zamiast działać ze strachu, wybieram zaufanie.

Na koniec zostaje mi jedno pytanie Nie: „Czy jestem wystarczająco dobrym człowiekiem?” Ale: „Ojcze, co chcesz dzisiaj przemienić w moim sercu?”

Bo patrząc na rodowód Jezusa, widzę, że Bóg nie potrzebuje ludzi bez historii. Potrzebuje ludzi, którzy pozwolą Mu wejść w swoją historię. A może właśnie to jest najpiękniejsza wiadomość dla każdego z nas:

Moja przeszłość nie musi być moim przeznaczeniem. Moje słabości nie muszą być moją tożsamością. Moje upadki nie muszą być końcem.
Bo historia jest w rękach Ojca, który potrafi wyprowadzić dobro nawet z tego, co po ludzku wydaje się pogmatwane.

Komentarze

Dodaj komentarz