Mateusz 3 zaczyna się od pustyni, a kończy otwartym niebem. Pomiędzy nimi znajduje się człowiek, który woła: „Nawróćcie się”, Jezus, który wchodzi do Jordanu, i głos Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, którego sobie upodobałem”. Można przeczytać ten rozdział jako historię rozpoczęcia publicznej działalności Jezusa. Można też zobaczyć w nim coś znacznie bardziej osobistego — historię Boga, który pokazuje człowiekowi swoje serce. Bo Mateusz mówi nie tylko o tym, co wydarzyło się nad Jordanem. Mówi o tym, kim jest Bóg, kiedy patrzy na człowieka pogubionego, grzesznego i spragnionego powrotu.
Pustynia
Jan Chrzciciel pojawia się na pustyni judzkiej. To właśnie tam rozlega się jego głos: „Nawróćcie się, bo przybliżyło się Królestwo Niebios”.
Pustynia jest tutaj czymś więcej niż miejscem na mapie. Jest symbolem przestrzeni, w której człowiek zostaje pozbawiony tego, co zwykle daje mu poczucie bezpieczeństwa. Jest ciszą, samotnością, brakiem i próbą. Jest miejscem, gdzie nie można już tak łatwo zagłuszyć tego, co dzieje się wewnątrz. Jest też miejscem bardzo niebezpiecznym, w którym bardzo łatwo zginąć, zwłaszcza gdy brakuje wody. Woda jest więc symbolem łaski, życia, pragnienia i oczyszczenia. Na pustyni widzimy jak bardzo potrzebujemy rzeki życia, Boga który nas uratuje, obmyje
i napoi.
W Starym Testamencie Mojżesz doprowadza swój lud do rzeki Jordan lecz przez nią nie przechodzi tylko Jozue przeprowadza ten lud do Ziemi Obiecanej.
W Ewangelii mamy podobną sytuację – Jan przyprowadza lud nad rzekę po to aby dalej Jezus (Jehoszua czyli Jozue) prowadził swój lud do Królestwa Niebios (docelowej Ziemi Obiecanej – już wiecznej).
Dlatego Jan wzywa aby się nawrócić i przygotować drogę Panu, aby mógł przyjść musimy wyprostować coś co jest pokrzywione w nas. To przede wszystkim nasz sposób myślenia. Są rzeczy które potrafimy ukryć przed ludźmi, ale których nie ukryjemy przed Bogiem: między innymi nieprzebaczenie, pycha, złość, lęk, potrzeba kontroli, przywiązanie do własnej racji. Grzech, którego nie chcemy nazwać. Nawrócenie oznacza zmianę drogi, zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy udawać.
Nie chodzi o to, aby powiedzieć: „Boże, zobacz, już wszystko naprawiłam”. Chodzi o coś zupełnie innego: „Boże, zobacz mnie taką, jaka jestem. Nie potrafię sama tego naprawić. Potrzebuję Ciebie.”
Jan pokazuje tutaj więc obłudę Faryzeuszy i sadyceuszy, którzy przychodzą do Boga bez owoców nawrócenia. Bóg objawia mu jakie jest ich serce. Uważają się za ludzi prawych na podstawie tylko przynależności do potomstwa Abrahama. Byli to ludzie, którzy chodzili do świątyni, bardzo dobrze znali Pisma i z nich rozliczali innych, ale brakowało im na przykład miłości do ludzi. To jest prawdziwy owoc nawrócenia.
Nad Jordan przychodzi Jezus.
Jan rozumie, że to nie Jezus potrzebuje chrztu. Jezus jest bez grzechu. To człowiek potrzebuje nawrócenia. A jednak Jezus wchodzi do tej samej wody, do której wchodzą grzesznicy. Dlaczego? Bo Jezus nie przyszedł jedynie powiedzieć człowiekowi, jak ma żyć. Przyszedł stanąć na jego miejscu. Przyszedł zabrać nasze grzechy, które chcemy oczyścić. Przyszedł nas przeprowadzić przez tą rzekę o Królestwa Niebios! To jeden z najbardziej poruszających obrazów całej Ewangelii. Ten, który nie miał grzechu, staje pośród grzesznych. Nie dlatego, że potrzebuje oczyszczenia, ale dlatego, że przyszedł wziąć na siebie to, czego my nie potrafiliśmy udźwignąć.
I właśnie w tym objawia się miłość Boga.
Bóg nie patrzy na grzesznego człowieka z bezpiecznej odległości. W Jezusie wchodzi w jego rzeczywistość. Schodzi do jego poziomu. Dotyka jego bólu. Bierze na siebie jego ciężar. Nie po to, aby człowieka upokorzyć, ale żeby go podnieść.
Jezus wychodzi z wody. Niebo się otwiera. Duch Święty zstępuje na Niego jak gołębica. I rozlega się głos Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, którego sobie upodobałem”.
To niezwykle ważne, bo pokazuje nam coś o samym sercu Boga. Miłość Ojca nie zależy od osiągnięć Syna.
Nie przestaje być umiłowany dlatego, że bierze na siebie grzech świata. Nie traci swojej tożsamości. Nie przestaje być Synem. Przeciwnie — właśnie jako umiłowany Syn dobrowolnie idzie drogą posłuszeństwa i miłości aż na krzyż.
Bóg mówi: „Mój Syn umiłowany” zanim Jezus podejmuje działanie. Ufa mu. Kocha Go niezależnie od tego co uczyni dalej. Chce aby znał swoją tożsamość.
To mnie uczy jaki jest Bóg. Jakie jest Jego serce. Nie muszę zapracować sobie na Jego miłość. Mogę przyjść do niego taka jaka jestem. Bo my bardzo często żyjemy odwrotnie. Chcemy najpierw coś zrobić, osiągnąć, udowodnić, zasłużyć. Chcemy być wystarczająco dobrzy, żeby poczuć, że jesteśmy wartościowi. A Bóg pokazuje nam inną drogę. Nie mówi: „Zasłuż na moją miłość”. Mówi: „Pozwól, abym cię kochał, a ta miłość zacznie cię przemieniać.”
To nie znaczy, że grzech jest nieważny. Jan mówi przecież bardzo wyraźnie o nawróceniu i owocu, który powinien z niego wynikać. Ale kolejność ma ogromne znaczenie. Nie zmieniam się po to, żeby Bóg mnie pokochał. Zmiana zaczyna się dlatego, że zostałam przez Boga pokochana.
I może właśnie w tym zawiera się cała nadzieja Ewangelii. Bóg widzi nasz grzech, ale nie odwraca od nas twarzy. Widząc naszą słabość, nie mówi: „Radź sobie sama”. Widząc naszą pustynię, nie mówi: „Znajdź drogę”. On sam przychodzi w Jezusie, staje pośród nas. Bierze na siebie nasz grzech. A potem prowadzi nas z powrotem do Ojca.
Dlatego chrześcijaństwo nie zaczyna się od człowieka, który próbuje być wystarczająco dobry dla Boga. Zaczyna się od Boga, który mówi: „Wróć do Mnie.”
I może właśnie tego najbardziej potrzebujemy dzisiaj usłyszeć. Nie jesteśmy zaproszeni do Boga dlatego, że wszystko w naszym życiu jest już uporządkowane. Przychodzimy często poranieni przez pustynię i szukamy ocalenia w wodzie życia, którą jest Jezus.
A ponad całym naszym życiem, ponad pustynią, upadkami, próbami i wszystkim, czego jeszcze nie rozumiemy, pozostaje głos z otwartego nieba: „Umiłowany.”
I może właśnie tej prawdy powinniśmy nauczyć się najbardziej — że nasza wartość nie zaczyna się od tego, co zrobimy dla Boga. Zaczyna się od tego, że jesteśmy przez Niego kochani.
Mateusz 3 jest więc nie tylko opowieścią o początku misji Jezusa. Jest opowieścią o Ojcu, który otwiera niebo, aby człowiek zobaczył Jego serce.


Dodaj komentarz