zrozumiecbiblie.com

Ojcowskie Serce Boga ukazane w Biblii – rozdział po rozdziale

XXVI Mateusza

Dwudziesty szósty rozdział Ewangelii Mateusza prowadzi nas bardzo blisko serca Jezusa. Jest w nim przyjęty gest miłości, wspólny stół, modlitwa pośród trwogi, zdrada, opuszczenie i łzy ucznia. To rozdział, przy którym warto zwolnić. Zatrzymać się przy Jezusie, który zna nadchodzące cierpienie, a nadal kocha, daje siebie i zwraca się do Ojca. W Getsemani widzimy, że głębokie zaufanie może współistnieć z bólem, lękiem i gorącą prośbą o ocalenie. Jezus nie ukrywa przed Ojcem tego, co przeżywa. Powierza Mu całego siebie. Możemy czytać ten rozdział z własną historią: z miłością, którą trudno było komuś przyjąć, z doświadczeniem osamotnienia, z niewysłuchaną dotąd prośbą i z żalem po własnym niepowodzeniu.

Ojciec dostrzega miłość, której inni nie rozumieją

Kobieta namaszcza Jezusa drogim olejkiem. Uczniowie krytykują jej gest, a Jezus go przyjmuje i wiąże ze swoim pogrzebem. Pośród nadchodzącej przemocy pojawia się czułość okazana Jego ciału. W tej scenie możemy zobaczyć, jak ważna bywa obecność, która nie potrafi zatrzymać trudnych wydarzeń, ale przynosi dobro w ich obliczu. Nie zawsze możemy kogoś uzdrowić, zmienić jego sytuację albo znaleźć właściwe słowa. Możemy jednak zostać blisko. Przygotować posiłek, potrzymać za rękę, wysłuchać. Takie gesty łatwo uznać za zbyt małe. A przecież człowiek cierpiący może dzięki nim doświadczyć, że nie jest sam.
Czułość ma znaczenie również wtedy, gdy nie usuwa bólu. Słów Jezusa o ubogich nie należy odczytywać jako pomniejszenia troski o nich. W tej konkretnej chwili rozpoznaje On wyjątkowe znaczenie gestu kobiety. Możemy prosić Ojca o podobną uważność: abyśmy potrafili przyjmować dobro także wtedy, gdy ktoś okazuje je inaczej, niż oczekiwaliśmy.

Ojciec prowadzi nas ku prawdzie o własnym sercu

Judasz umawia się na wydanie Jezusa. Podczas wieczerzy zdrada zostaje nazwana. Bliskość zewnętrzna nie chroni automatycznie przed odejściem serca.
Możemy długo uczestniczyć w życiu wspólnoty, znać język wiary i nadal potrzebować uczciwego spojrzenia na własne wybory. Przyzwyczajenie do rzeczy świętych może sprawić, że przestaniemy zauważać to, co się w nas zmienia.
Warto pytać, co zaczęło zajmować miejsce prawdy, miłości i wierności.
Czy usprawiedliwiam krzywdę, ponieważ coś na niej zyskuję? Czy podtrzymuję pozór relacji, choć świadomie postępuję przeciwko drugiej osobie? Jezus nie pomniejsza zdrady. Jego słowa są poważnym ostrzeżeniem. Miłość Ojca zaprasza nas do prawdy także wtedy, gdy ujawnia ona coś bolesnego. Możemy prosić: „Ojcze, pomóż mi zobaczyć to, czego nie chcę przed sobą przyznać. Daj mi odwagę zatrzymać się i zmienić kierunek”.

Ojciec objawia miłość, która daje siebie

Podczas wieczerzy Jezus daje uczniom chleb i kielich, odnosząc je do swojego ciała i krwi przymierza, wylanej na odpuszczenie grzechów. W obliczu nadchodzącego cierpienia wypowiada sens swojego daru. To miejsce, w którym możemy zatrzymać się przy miłości wcześniejszej niż nasza doskonała odpowiedź. Uczniowie nie rozumieją jeszcze wszystkiego. Wkrótce ujawni się ich kruchość. Jezus zna tych, z którymi siedzi przy stole. W perspektywie ojcowskiego serca możemy dostrzec dobro, które nie jest zaskoczone naszą słabością. Nie oznacza to obojętności wobec grzechu. Przebaczenie jest tutaj związane z darem życia Syna — jest czymś głębokim i kosztownym. Możemy uczyć się przyjmowania miłości bez udawania, że już jesteśmy silni i uporządkowani. Jezus mówi również o przyszłej uczcie w królestwie Ojca. W tę trudną noc wpisuje obietnicę dalszej wspólnoty.

Ojciec pozwala nam zobaczyć granice własnej pewności

Piotr zapewnia o swojej niezachwianej wierności. Jezus zapowiada jego zaparcie, a wcześniej mówi uczniom o spotkaniu po zmartwychwstaniu.
Piotr prawdopodobnie szczerze wierzy w to, co deklaruje. Jeszcze nie zna siły lęku, który za chwilę go ogarnie. My również możemy dobrze rozumieć własne pragnienia, a słabiej rozpoznawać swoje ograniczenia. Chcemy być cierpliwi, odważni i wierni. Dopiero zmęczenie albo zagrożenie odsłania, jak bardzo potrzebujemy pomocy. Ta prawda nie musi prowadzić do pogardy wobec siebie. Może uczyć pokory. Zaufanie dojrzewa, kiedy obok dobrych zamiarów pojawia się gotowość przyjęcia wsparcia. Warto zauważyć, że Jezus zapowiada przyszłe spotkanie, zanim uczniowie uciekną. Ich nadchodzące niepowodzenie jest poważne, a jednak w Jego słowach już pojawia się perspektywa dalszej drogi.

Ojciec przyjmuje serce, które się boi

W Getsemani Jezus doświadcza smutku i trwogi. Mówi o nich uczniom i zwraca się do Ojca. To bardzo ważne w świetle wcześniejszego wezwania, aby nie poddawać się trwodze. Jezus nie pokazuje życia pozbawionego bolesnych emocji. Pokazuje, jak przeżywać je w relacji. Lęk nie staje się dla Niego powodem do zerwania więzi z Ojcem. Zostaje wniesiony w modlitwę. Możemy bać się badania, trudnej rozmowy, utraty bliskiego człowieka albo przyszłości. Niekiedy wstydzimy się tego, ponieważ sądzimy, że silniejsza wiara powinna usunąć drżenie serca. Getsemani pozwala podejść do siebie z większą prawdą i czułością.
Możesz się bać i nadal zwracać się do Boga z zaufaniem. Nie musisz najpierw uspokoić całego wnętrza. Możesz przyjść właśnie z tym, co nie daje ci spokoju. „Ojcze, boję się. Nie wiem, jak przez to przejdę. Chcę przeżywać tę chwilę przy Tobie”.

Ojciec pozwala nam wypowiedzieć prośbę
o ocalenie

Jezus prosi, aby ominął Go kielich. Ta prośba ma ogromne znaczenie dla naszego życia modlitwy. Syn wypowiada przed Ojcem pragnienie uniknięcia cierpienia. My również możemy prosić o uzdrowienie, ochronę, zmianę sytuacji i ulgę.
Nie musimy uznawać takich próśb za mniej dojrzałe. Ojcu możemy powiedzieć, czego pragniemy, nawet jeśli nie wiemy, jak połączyć to z zaufaniem Jego prowadzeniu. Czasem pod bardzo poprawnymi słowami ukrywamy prawdziwe pragnienie, ponieważ boimy się rozczarowania. Wypowiadamy gotową zgodę, choć wewnątrz wszystko krzyczy. Jezus pozwala zobaczyć, że modlitwa może pomieścić ten krzyk. Szczerość wobec Ojca obejmuje także słowa: „Chciałbym, żeby to mnie ominęło”. Zaufanie potrzebuje prawdy. Możemy przynosić Bogu serce takie, jakie jest, i pozwalać Mu prowadzić je dalej.

Ojciec uczy powierzenia, które obejmuje całego człowieka

Jezus łączy prośbę o ocalenie z oddaniem się woli Ojca. Powraca do modlitwy, wypowiadając te same słowa. Powierzenie nie jest tutaj szybkim gestem. Dokonuje się pośród zmagania. Możemy odczytać tę scenę jako zaproszenie
do stopniowego oddawania Bogu tego, czego nie umiemy kontrolować. Naszych oczekiwań, przyszłości, sposobu i czasu odpowiedzi. Nie oznacza to rezygnacji
z leczenia, ochrony czy szukania pomocy. Getsemani dotyczy wyjątkowej, zbawczej drogi Jezusa. Nie daje podstaw do uznawania każdej krzywdy za wolę Ojca ani do nakazywania komuś pozostania w przemocy. W osobistej modlitwie powierzenie może brzmieć: „Ojcze, pragnę ocalenia. Pomóż mi rozpoznać dobro i pozostać przy Tobie, także gdy droga okaże się inna, niż oczekuję”. Możemy oddawać się Bogu wiele razy w tej samej sprawie. Powrót lęku nie musi oznaczać, że poprzednia modlitwa była nieszczera. Czasem zaufanie dojrzewa przez kolejne powroty.

Ojciec uczy nas prosić o obecność

Jezus prosi uczniów, aby zostali i czuwali z Nim. Oni zasypiają. Ta scena dotyka zarówno potrzeby bliskości, jak i bólu zawiedzionej nadziei. Jezus wypowiada swoją potrzebę. Pozwala zobaczyć uczniom, że przeżywa udrękę i pragnie ich obecności. My również możemy mówić: „Zostań chwilę”, „Pomódl się ze mną”, „Nie chcę być z tym sam”. Proszenie o obecność nie odbiera człowiekowi dojrzałości ani wiary. Z drugiej strony Getsemani zaprasza do uważności na prośby innych. Nie zawsze potrzebują rozwiązania. Czasem potrzebują kogoś, kto nie odejdzie od razu do własnych spraw. Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na każdą potrzebę. Możemy jednak uczciwie rozeznawać swoje możliwości i, kiedy trzeba, pomóc znaleźć inne wsparcie.

Ojciec pomaga łączyć dobre pragnienia z troską
o własną kruchość

Jezus wzywa uczniów do czuwania i modlitwy, wskazując napięcie między gotowością ducha a słabością ciała. Dobre intencje potrzebują oparcia w rzeczywistości. Możemy pragnąć wierności, a jednocześnie zaniedbywać odpoczynek, relacje i uczciwe rozpoznawanie własnych granic. Dopiero kryzys ujawnia, jak bardzo jesteśmy przeciążeni. Czuwanie obejmuje poznawanie siebie: tego, co nas osłabia, kiedy potrzebujemy pomocy i w jakich sytuacjach łatwo tracimy rozeznanie. Pokora pozwala przygotowywać się na trudność bez udawania niewyczerpanej siły. Możemy prosić Ojca o uważność wcześniej, zanim wyczerpanie i lęk przejmą kierowanie naszymi decyzjami.

Ojciec objawia w Synu miłość, która nie wybiera odwetu

Podczas pojmania Jezus zatrzymuje użycie miecza i mówi o możliwości zwrócenia się do Ojca po pomoc. Przyjmuje swoją drogę świadomie. Jego postawa nie oznacza uznania przemocy sprawców za dobro. W tej scenie możemy zobaczyć wierność, która nie pozwala, aby cudze zło narzuciło sposób odpowiedzi. Dla nas może to oznaczać rezygnację z odwetu przy jednoczesnym nazwaniu krzywdy, szukaniu ochrony i dochodzeniu sprawiedliwości. To często trudna droga. Po zranieniu pragniemy, aby drugi człowiek poczuł to samo. Ojcu możemy powierzać również gniew i pragnienie odpłacenia. Nie trzeba udawać, że ich nie ma. Możemy prosić, aby pomagał nam wybierać działania, które chronią życie i nie powiększają krzywdy.

Ojciec zna prawdę o człowieku poniżanym

Jezus staje wobec fałszywych świadectw, przemocy i szyderstwa. Czytając tę scenę, warto pamiętać, że opisuje działania konkretnych osób. Nie wolno przenosić ich odpowiedzialności na cały naród żydowski. W osobistej refleksji możemy zatrzymać się przy bólu niesprawiedliwego oskarżenia. Kto doświadczył poniżenia, wie, jak długo cudze słowa mogą pozostawać w pamięci. Z czasem zaczynamy patrzeć na siebie oczami tych, którzy nas skrzywdzili. Postawa otoczenia nie zmienia jednak tożsamości Jezusa. Czyjś krzywdzący osąd nie zawiera całej prawdy o naszym życiu. Możemy szukać sprawiedliwości i pomocy,
a jednocześnie prosić Ojca, aby uzdrawiał sposób, w jaki patrzymy na siebie. Milczenie Jezusa w tej scenie nie jest nakazem milczenia dla wszystkich osób krzywdzonych.

Ojciec pozwala nam przynieść łzy po własnym upadku

Piotr trzykrotnie zapiera się Jezusa. Przypomina sobie Jego słowa i gorzko płacze. Rozdział kończy się bez opisu pojednania. Pozostajemy przy bólu człowieka, który zobaczył przepaść między własną deklaracją a postępowaniem. Warto uszanować tę chwilę. Są sytuacje, w których najpierw potrzebujemy uznać: zawiodłem. Zraniłem. Zrobiłem coś, czego się po sobie nie spodziewałem. Łzy nie naprawiają wszystkiego. Mogą jednak towarzyszyć odejściu od usprawiedliwień i otwarciu na prawdę. W tym samym rozdziale Jezus wcześniej zapowiedział uczniom spotkanie po zmartwychwstaniu. Ta obietnica pozostaje także nad nocą Piotra.
Własny upadek możemy przynieść Bogu, zamiast uznawać go za powód, aby już nigdy nie wrócić. Możemy prosić o przebaczenie, podjąć naprawę i pozwolić sobie przyjąć pomoc na dalszej drodze.

Co XXVI rozdział Ewangelii Mateusz mówi o Sercu Ojca?

Czytany w świetle Jezusa objawiającego Ojca, ten rozdział pomaga poznawać Boga, któremu możemy:

  • przynosić miłość, której inni nie rozumieją;
  • wyznawać prawdę o własnym sercu;
  • powierzać lęk bez udawania spokoju;
  • wypowiadać prośbę o ocalenie;
  • oddawać siebie pośród zmagania;
  • opowiadać o samotności i zawiedzionej nadziei;
  • przynosić gniew, zranienie i niesprawiedliwe osądy;
  • powierzać łzy po własnym niepowodzeniu.

Od mentalności sieroty do serca dziecka

„Mentalność sieroty” opisuje tutaj poczucie, że trzeba samodzielnie unieść ból i ukryć to, co mogłoby narazić nas na odrzucenie.
Mentalność sieroty mówi: „Jeśli się boję, moja wiara zawiodła”.
Serce dziecka mówi: „Mogę zwracać się do Ojca także pośród trwogi”.
Mentalność sieroty mówi: „Nie wolno mi prosić, żeby cierpienie mnie ominęło”.
Serce dziecka mówi: „Mogę szczerze wypowiedzieć pragnienie ocalenia”.
Mentalność sieroty mówi: „Muszę od razu umieć się zgodzić”.
Serce dziecka mówi: „Mogę uczyć się powierzenia przez kolejne powroty do modlitwy”.
Mentalność sieroty mówi: „Potrzebowanie innych jest słabością”.
Serce dziecka mówi: „Mogę prosić o obecność i wsparcie”.
Mentalność sieroty mówi: „Jeśli mnie poniżono, widocznie niewiele znaczę”.
Serce dziecka mówi: „Mogę szukać u Ojca prawdy o swojej godności”.
Mentalność sieroty mówi: „Po takim upadku nie mam już po co wracać”.
Serce dziecka mówi: „Mogę uznać winę i zwrócić się ku Bogu”.
Ważne pytanie tego rozdziału brzmi: „Czy pozwalam sobie przyjść do Ojca z całym sercem — także wtedy, gdy ono drży, boli i nie potrafi jeszcze znaleźć pokoju?”

Pytania do osobistej refleksji

  • Jaki gest czułości mogę dziś ofiarować lub przyjąć?
  • Co trudno mi uczciwie powiedzieć Bogu?
  • Jak reaguję na odkrycie własnej słabości?
  • O jakie ocalenie lub zmianę sytuacji chcę prosić?
  • Co oznacza dla mnie powierzenie się Ojcu w tej konkretnej sprawie?
  • Kogo mogę poprosić o obecność?
  • Przy kim ja mogę zostać?
  • Jaką krzywdzącą ocenę nadal noszę w sercu?
  • Gdzie potrzebuję przyznać się do winy, naprawić coś i zacząć wracać?

Modlitwa

Ojcze mój, przychodzę z tym, co dzisiaj noszę w sercu. Z miłością i lękiem, z wdzięcznością i bólem, z pragnieniem wierności i świadomością własnej słabości. Dziękuję Ci, że w modlitwie Jezusa mogę zobaczyć miejsce również dla mojej trwogi. Pomóż mi mówić prawdę. Daj mi odwagę prosić o ocalenie, pomoc i obecność. Ucz mnie powierzać Ci siebie. Kiedy nie potrafię od razu zaufać, pomóż mi wracać. Prowadź moje decyzje i pokaż, gdzie potrzebuję przyjąć wsparcie. Przynoszę Ci zranienia zadane przez innych oraz to, czym sam zraniłem. Chroń moje serce przed odwetem. Daj mi odwagę do prawdy, przebaczenia i naprawienia tego, co możliwe. Niech pośród mojej nocy pozostaje droga do Ciebie. Ojcze, prowadź mnie bliżej Jezusa i ucz miłości, która jest szczera, wierna i czuła. Amen.

Komentarze

Dodaj komentarz