Dwunasty rozdział Ewangelii Mateusza ukazuje konflikt między Jezusem
a przywódcami religijnymi. Jednocześnie odsłania znacznie głębszą prawdę: Jezus pokazuje nam serce Ojca. Faryzeusze widzą przepisy, przewinienia i powody do oskarżenia. Jezus widzi ludzi: głodnych, chorych, zniewolonych, zagubionych i odrzuconych. Jego postępowanie objawia Ojca, który nie szuka sposobności, aby człowieka potępić, lecz pragnie go uratować i przywrócić mu życie.
Ojciec widzi potrzebę, zanim oceni zachowanie
Uczniowie Jezusa są głodni, dlatego zrywają kłosy w szabat. Faryzeusze nie dostrzegają ich głodu. Widzą jedynie naruszenie przyjętych reguł.
Jezus odpowiada słowami: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary”.
To zdanie trafia w samo centrum ojcowskiego serca Boga. Ojciec nie ignoruje posłuszeństwa, ale nie oddziela go od miłości. Jego przykazania nie zostały dane po to, aby przygniatać człowieka. Mają chronić życie, budować relację i prowadzić ku wolności. Religijne myślenie pyta: „Czy ten człowiek spełnił wymagania?”. Ojcowskie serce pyta: „Czego potrzebuje moje dziecko? Jak mogę je poprowadzić ku życiu?”.
Bóg nie patrzy na nas jak bezduszny kontroler. Widzi nasze zmęczenie, głód, ograniczenia i prawdziwe potrzeby. Nie oznacza to, że wszystko akceptuje. Oznacza, że nawet kiedy nas koryguje, czyni to z miłości, a nie z pragnienia odrzucenia.
Ojciec zawsze opowiada się za życiem
W synagodze znajduje się człowiek z bezwładną ręką. Dla faryzeuszy staje się on elementem teologicznego sporu. Dla Jezusa pozostaje człowiekiem potrzebującym pomocy. Chrystus pyta, czy wolno w szabat czynić dobro, po czym uzdrawia chorego. Pokazuje w ten sposób, że serce Ojca zawsze zwraca się ku życiu, odnowieniu i przywróceniu człowiekowi godności. Faryzeusze potrafili ratować własną owcę, lecz mieli problem z przyjęciem uzdrowienia człowieka. Jezus przypomina, że człowiek ma dla Boga ogromną wartość. Ojcowskie serce nie traktuje ludzi jak przypadków, problemów ani projektów do naprawienia. Ojciec widzi syna lub córkę. Widzi cierpienie, którego inni mogą nie zauważyć. Nie przechodzi obojętnie obok tego, co w nas bezwładne, zranione lub obumarłe.
Ojciec nie łamie tego, co już zostało zranione
Mateusz opisuje Jezusa słowami proroka Izajasza: „Trzciny nadłamanej nie złamie i knota tlącego się nie dogasi”. Jest to jeden z najpiękniejszych biblijnych obrazów ojcowskiej czułości. Nadłamana trzcina nie wydaje się przydatna. Tlący się knot daje niewiele światła i dużo dymu. Świat łatwo odrzuca to, co słabe, nieskuteczne i uszkodzone. Ojciec postępuje inaczej. Jezus nie przychodzi do zranionego człowieka z dodatkowym ciężarem. Nie mówi: „Dlaczego nie jesteś silniejszy?”. Nie pogardza wiarą, która zaledwie się tli. Delikatnie podtrzymuje to, co jeszcze żyje, i prowadzi ku odnowieniu. Ojcowskie serce Boga nie jest brutalne. Ojciec zna naszą kruchość. Wie, gdzie zostaliśmy zranieni, czego się boimy i jak niewiele siły czasem nam pozostało. Jego łagodność nie jest jednak bezradnością. Jezus prowadzi sprawiedliwość do zwycięstwa. Czułość Ojca ma moc odbudować człowieka.
Ojciec uwalnia swoje dzieci
Jezus uzdrawia człowieka zniewolonego przez złego ducha. Przywraca mu możliwość widzenia i mówienia. To, co więziło go od wewnątrz, zostaje pokonane. Uzdrowienie pokazuje, że Ojciec nie pozostaje obojętny wobec sił niszczących życie Jego dzieci. Jezus przedstawia siebie jako Tego, który wchodzi do domu „mocarza”, wiąże go i uwalnia jego więźniów. Królestwo Boże nie jest zatem teorią. Jest wkroczeniem Boga w ludzką niewolę. Ojciec nie zawstydza zniewolonego człowieka. Nie obwinia go za to, że nie potrafi sam się uwolnić. Przychodzi z mocą większą niż to, co go więzi.
Dotyczy to również naszych wewnętrznych więzień: lęku, poczucia odrzucenia, fałszywego obrazu siebie, grzechu i destrukcyjnych schematów. Ojciec nie mówi jedynie: „Postaraj się bardziej”. Zaprasza nas, abyśmy poddali się mocy Jego Syna.
Ojcowskie serce można świadomie odrzucać
Faryzeusze widzą uwolnienie człowieka, ale przypisują je działaniu szatana. Dobro nazywają złem, ponieważ nie chcą uznać autorytetu Jezusa. W tym kontekście Chrystus ostrzega przed bluźnierstwem przeciwko Duchowi Świętemu. Nie chodzi o pojedynczą, pochopnie wypowiedzianą myśl ani o chwilę zwątpienia. Chodzi o uporczywe zamykanie serca na prawdę i świadome odrzucanie świadectwa Ducha. Ojciec jest miłosierny, ale nie zmusza człowieka do przyjęcia miłości. Można tak długo odrzucać światło, aż zacznie się je nazywać ciemnością. Problem nie polega wtedy na tym, że Ojciec nie chce przebaczyć, lecz na tym, że człowiek nie chce uznać swojego grzechu i przyjąć przebaczenia. Jeśli ktoś obawia się, że popełnił niewybaczalny grzech, sama ta troska może świadczyć o tym, że jego serce nie stało się obojętne. Ojcowskie serce Boga nie zastawia pułapek na człowieka szukającego przebaczenia.
Ojciec pragnie uzdrowić źródło
Jezus mówi, że usta wypowiadają to, czym przepełnione jest serce. Nasze słowa są owocem ukrytego korzenia. Ojciec nie chce jedynie poprawić naszego zewnętrznego zachowania. Pragnie dotrzeć do miejsca, z którego ono wypływa. Interesuje Go nie tylko to, co powiedzieliśmy, ale również rana, lęk lub przekonanie, które ukształtowały nasze słowa. To nie usuwa odpowiedzialności. Jezus mówi wyraźnie, że słowa mają znaczenie. Ojciec jednak nie ogranicza się do nakazu: „Mów lepiej”. Pragnie przemienić nasze wnętrze, aby dobry owoc wyrastał z uzdrowionego serca. Człowiek przekonany, że musi zasłużyć na miłość, będzie często porównywał się z innymi, bronił swojej wartości albo atakował. Człowiek, który przyjmuje miłość Ojca, może mówić prawdę bez poniżania, przepraszać bez utraty poczucia wartości i błogosławić bez lęku, że sam będzie miał mniej.
Ojciec dał największy znak
Przywódcy proszą Jezusa o kolejny znak, chociaż widzieli już Jego dzieła. Jezus odpowiada zapowiedzią znaku Jonasza — swojej śmierci, pogrzebu i zmartwychwstania. Krzyż i zmartwychwstanie są najpełniejszym objawieniem serca Ojca. Bóg nie tylko mówi, że nas kocha. Oddaje za nas swojego Syna i otwiera drogę powrotu do domu. Czasem prosimy: „Boże, pokaż mi jeszcze jeden dowód, że mnie kochasz”. Ojciec może dawać nam wiele osobistych znaków swojej dobroci, ale ostateczną odpowiedzią pozostaje Jezus. Krzyż mówi, jak daleko sięga Jego miłość. Zmartwychwstanie pokazuje, że Jego miłość jest silniejsza niż grzech, wstyd i śmierć. Nie musimy bez końca sprawdzać, czy Ojciec jest do nas dobrze nastawiony. Jego nastawienie zostało objawione w Chrystusie.
Ojciec nie chce pozostawić domu pustego
Jezus opowiada o nieczystym duchu, który opuszcza człowieka, a następnie wraca do uporządkowanego, lecz pustego domu. Samo usunięcie złych zachowań nie daje pełni życia. Ojciec nie chce tylko posprzątać naszego wnętrza. Chce w nim zamieszkać. Można porzucić nałóg, ograniczyć destrukcyjne zachowania
i uporządkować codzienność, a mimo to nadal żyć jak sierota: bez poczucia przynależności, bezpieczeństwa i bliskości. Pustki nie da się uzdrowić samą dyscypliną. Musi zostać wypełniona obecnością Boga. Dojrzałość nie polega jedynie na tym, że w naszym życiu jest mniej zła. Polega również na tym, że jest w nim coraz więcej Ojca: Jego prawdy, miłości, pokoju i sposobu patrzenia na ludzi.
Ojciec wprowadza nas do swojej rodziny
Na końcu rozdziału Jezus wskazuje na swoich uczniów i mówi: „Kto pełni wolę mojego Ojca, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką”.
To pierwsze miejsce w tym rozdziale, w którym Jezus bezpośrednio mówi o „moim Ojcu”. Całe wcześniejsze działanie Chrystusa pokazuje jednak, jakie jest serce tego Ojca. Jezus otwiera przed ludźmi nową przestrzeń przynależności. Rodzina Boga nie jest zamkniętym kręgiem przeznaczonym dla osób o właściwym pochodzeniu, pozycji lub religijnej reputacji. Ojciec przyjmuje tych, którzy odpowiadają na Jego wezwanie.
Pełnienie woli Ojca nie jest ceną, którą płacimy za adopcję. Jest owocem relacji. Nie jesteśmy posłuszni po to, aby przekonać Boga, by uczynił nas dziećmi. Uczymy się posłuszeństwa, ponieważ w Chrystusie zostaliśmy zaproszeni do Jego domu.
Co XII rozdział Mateusz mówi o Ojcu?
Ten rozdział pokazuje Ojca, który:
- wybiera miłosierdzie zamiast religijnego osądzania;
- widzi potrzeby człowieka ukryte za jego zachowaniem;
- uważa człowieka za cenniejszego niż system i rytuał;
- uzdrawia to, co utraciło sprawność;
- delikatnie podtrzymuje ludzi zranionych i słabych;
- uwalnia swoje dzieci z duchowej niewoli;
- pragnie przemienić serce, a nie tylko zewnętrzne zachowanie;
- objawia swoją miłość przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa;
- napełnia pustkę swoją obecnością;
- daje nam miejsce w swojej rodzinie.
Od mentalności sieroty do serca dziecka
Faryzeusze zachowują się jak ludzie, którzy wierzą, że na uznanie trzeba zasłużyć. Kontrolują siebie i innych, porównują się, oskarżają oraz bronią własnej pozycji. Choć mówią o Bogu, nie potrafią cieszyć się, kiedy Jego moc przywraca komuś życie. Jezus pokazuje inną drogę — życie dziecka znającego serce Ojca. Mentalność sieroty mówi: „Muszę udowodnić swoją wartość”.
Serce dziecka mówi: „Moja wartość wypływa z tego, do kogo należę”.
Mentalność sieroty widzi w drugim człowieku konkurenta lub problem.
Serce dziecka potrafi dostrzec brata albo siostrę.
Mentalność sieroty wykorzystuje zasady, aby zdobyć bezpieczeństwo.
Serce dziecka jest posłuszne, ponieważ ufa Ojcu.
Mentalność sieroty ukrywa słabość.
Serce dziecka przynosi ją Temu, który nie łamie nadłamanej trzciny.
Najważniejsze pytanie tego rozdziału brzmi więc nie tylko: „Czy przestrzegam właściwych zasad?”, ale również: „Czy znam serce Ojca i czy pozwalam, aby Jego miłość kształtowała mój sposób traktowania ludzi?”
Pytania do osobistej refleksji
- Czy wyobrażam sobie Boga przede wszystkim jako surowego kontrolera, czy jako Ojca objawionego w Jezusie?
- Czy wierzę, że Ojciec dostrzega moje potrzeby, zanim oceni moje zachowanie?
- W jakiej dziedzinie czuję się dziś jak nadłamana trzcina albo tlący się knot?
- Czy próbuję samodzielnie uporządkować swoje życie, pozostawiając serce puste?
- Czy moje słowa wypływają z bezpieczeństwa dziecka, czy z lęku sieroty?
- Czy moja wiara pomaga innym doświadczać miłosierdzia Ojca?
- Co zmieniłoby się w moim życiu, gdybym naprawdę uwierzył, że mam miejsce w Bożej rodzinie?
Modlitwa
Ojcze, dziękuję Ci, że Jezus objawił Twoje prawdziwe serce. Przebacz mi, gdy patrzę na Ciebie jak na surowego sędziego, przed którym muszę zasłużyć na miłość. Uwolnij mnie od mentalności sieroty i naucz żyć jak Twoje dziecko. Przyjdź do tego, co jest we mnie nadłamane, słabe i niemal wygaszone. Ulecz moje serce, napełnij jego puste miejsca swoją obecnością i naucz mnie przyjmować Twoje miłosierdzie. Niech moje słowa, decyzje i relacje pokazują innym, jaki naprawdę jesteś. Dziękuję, że w Chrystusie dajesz mi miejsce w swojej rodzinie. Pomóż mi ufać Twojemu sercu i z tej ufności pełnić Twoją wolę.
Amen.


Dodaj komentarz