VIII Mateusza- Jezus ukazuje nam Ojca w działaniu

VIII rozdział Ewangelii Mateusza jest pełen niezwykłych wydarzeń. Jezus uzdrawia chorych, uspokaja burzę i uwalnia ludzi dręczonych przez złe duchy. Można czytać te historie przede wszystkim jako opis Jego wielkiej mocy. Warto jednak spojrzeć głębiej. Za każdym cudem kryje się czyjaś historia. Człowiek odrzucony przez innych. Dowódca martwiący się o swojego sługę. Chora kobieta leżąca w domu. Przerażeni uczniowie walczący z żywiołem. Dwaj ludzie, którzy utracili kontrolę nad własnym życiem. Jezus zauważa każdego z nich.

W Jego zachowaniu widzimy nie tylko potęgę Syna Bożego, lecz także Ojcowskie serce Boga. Boga, który nie przygląda się ludzkiemu cierpieniu z bezpiecznej odległości. Boga, który wychodzi człowiekowi naprzeciw, dotyka jego ran i przywraca mu nadzieję.

Bóg, który nie cofa ręki

Kiedy Jezus schodzi z góry, podchodzi do Niego człowiek chory na trąd. Jego cierpienie było znacznie większe niż sama choroba. Trąd oznaczał samotność, wykluczenie i życie na marginesie wspólnoty. Inni ludzie prawdopodobnie od dawna odsuwali się na jego widok. Być może najbardziej bolesne nie było nawet to, co działo się z jego ciałem, ale przekonanie, że nikt nie chce być blisko niego. Mężczyzna klęka przed Jezusem. Wierzy, że Jezus może go uzdrowić. Nie wie tylko, czy zechce to zrobić.
To pytanie może być zaskakująco bliskie także nam. Czasem nie wątpimy, że Bóg jest wszechmocny. Zastanawiamy się jednak, czy Jego moc jest również dla nas. Czy zainteresuje się właśnie moją historią? Czy zechce pochylić się nad moją raną? Czy nie jestem dla Niego zbyt brudny, zbyt zagubiony albo zbyt daleki?

Jezus odpowiada jednym, niezwykle ważnym słowem: „Chcę”. Następnie wyciąga rękę i dotyka chorego. Mógł uzdrowić go z odległości, a jednak daje mu coś, czego ten człowiek prawdopodobnie od dawna nie doświadczał — bezpieczną bliskość. Dotyk Jezusa mówi: „Nie odsuwam się od ciebie. Twoja rana mnie nie odstrasza. Nadal jesteś człowiekiem, którego można objąć miłością”.
Tym gestem Jezus przekracza granicę, której ludzie bali się przekroczyć. Dotknięcie człowieka chorego na trąd wiązało się z nieczystością rytualną. Jezus nie lekceważy jednak Bożego Prawa ani nie popełnia grzechu. Pokazuje raczej jego najgłębszy sens: Prawo nie miało usprawiedliwiać obojętności, lecz służyć życiu, świętości
i dobru człowieka. Miłosierdzie Boga nie zatrzymuje się przed cierpiącym.
W tej scenie dzieje się coś niezwykłego. Zwykle obawiano się, że nieczystość chorego przejdzie na człowieka zdrowego. Przy Jezusie kierunek zostaje odwrócony: to Jego czystość, zdrowie i życie dosięgają chorego. Jezus nie zostaje pokonany przez nieczystość — On ją usuwa.

Tak wygląda serce Ojca. Bóg nie brzydzi się naszą słabością. Nie boi się naszych trudnych pytań, porażek ani miejsc, które próbujemy przed Nim ukryć. Tam, gdzie inni widzą przede wszystkim problem, On widzi swoje ukochane dziecko. Zbliża się do niego, wyciąga rękę i pragnie mu pomóc.

Ojciec, który słyszy modlitwę za drugiego człowieka

Następnie do Jezusa przychodzi setnik — rzymski dowódca i poganin. Nie należy do religijnego świata Izraela. Nie prosi jednak o nic dla siebie. Martwi się o swojego cierpiącego sługę. W tej scenie spotykają się dwa poruszone serca. Setnik nie jest obojętny na cierpienie podległego mu człowieka, a Jezus nie pozostaje obojętny na prośbę setnika. Dowódca wierzy, że Jezus nie musi nawet przychodzić do jego domu. Wystarczy jedno słowo. Rozumie, że władza Jezusa nie kończy się tam, gdzie kończy się zasięg ludzkiej ręki. Jezus dostrzega tę wiarę i stawia ją za przykład. Człowiek uważany przez wielu za obcego okazuje się kimś, kto naprawdę zaufał.

Ojcowskie serce Boga nie zamyka się w granicach pochodzenia, kultury ani religijnej reputacji. Bóg potrafi znaleźć wiarę tam, gdzie inni się jej nie spodziewają. Jego stół jest większy niż nasze podziały, a Jego zaproszenie dociera do ludzi przychodzących ze wszystkich stron.

Ta historia zachęca również do modlitwy za innych. Setnik przynosi Jezusowi nie własne cierpienie, lecz cierpienie swojego sługi. Miłość sprawia, że cudzy ból staje się dla niego ważny. Być może czasem właśnie w taki sposób mamy stanąć przed Bogiem — niosąc w modlitwie człowieka, który sam nie ma już siły prosić.

Bóg obecny w zwyczajnym domu

Kolejny cud nie wydarza się przed wielkim tłumem. Jezus wchodzi do domu Piotra i zauważa jego chorą teściową. To bardzo prosta, domowa scena. Nie ma w niej długiej rozmowy ani publicznego wystąpienia. Jest gorączka, łóżko i kobieta, która nie może uczestniczyć w codziennym życiu. Jezus bierze ją za rękę, a choroba ustępuje.

Bóg objawia swoje serce nie tylko podczas wielkich wydarzeń. Wchodzi także do zwyczajnego domu. Interesuje Go to, co dzieje się przy naszym stole, w naszej rodzinie i w cichych pokojach, do których nie zagląda nikt z zewnątrz.

Po uzdrowieniu kobieta wstaje i zaczyna usługiwać Jezusowi oraz pozostałym. Nie robi tego po to, aby zasłużyć na uzdrowienie. Służba jest odpowiedzią na otrzymane dobro. Taka jest kolejność łaski: najpierw Jezus podnosi człowieka, a później człowiek może służyć. Bóg nie czeka, aż udowodnimy swoją wartość. Najpierw daje, odnawia i przywraca siły. Dopiero z wdzięczności rodzi się odpowiedź naszego życia.

Ten, który bierze nasze słabości

Wieczorem do Jezusa przychodzą kolejni potrzebujący. Mateusz widzi w tych wydarzeniach wypełnienie słów proroka Izajasza o Słudze, który bierze na siebie nasze słabości i dźwiga nasze choroby. Jezus nie jest cudotwórcą budującym swoją sławę na nieszczęściu innych. On naprawdę współczuje. Ludzki ból nie stanowi dla Niego okazji do pokazania potęgi. Jest ciężarem, nad którym pochyla się z miłością. Nie oznacza to, że każda choroba zniknie natychmiast albo że człowiek wierzący nigdy nie będzie cierpiał. Sam Jezus pójdzie drogą odrzucenia, bólu i krzyża. Ewangelia daje nam jednak pewność, że Bóg nie jest obojętnym obserwatorem naszego cierpienia. W Jezusie Bóg wchodzi w sam środek ludzkiego bólu. Bierze go na siebie i prowadzi historię ku ostatecznemu uzdrowieniu. Nawet kiedy odpowiedź nie przychodzi w sposób, którego oczekujemy, możemy wiedzieć, że nasze łzy nie są Mu obojętne.

Miłość, która zaprasza do drogi

Po opisach uzdrowień pojawiają się dwie krótkie rozmowy o naśladowaniu Jezusa. Przypominają nam, że Jego miłość nie jest jedynie chwilowym pocieszeniem. Jest zaproszeniem do nowego życia. Jeden człowiek zapewnia, że pójdzie za Jezusem wszędzie. Jezus odpowiada, że Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie mógłby spokojnie złożyć głowę. Drugi chciałby odłożyć decyzję na później. Jemu Jezus pokazuje, że Boże wezwanie domaga się odpowiedzi teraz.

Ojcowska miłość Boga jest czuła, ale nie jest powierzchowna. Ojciec nie tylko pociesza swoje dzieci — On również je prowadzi. Czasami prowadzi drogą, która wymaga opuszczenia wygody, porzucenia kontroli albo zmiany dotychczasowych priorytetów.

Jezus nie ukrywa ceny uczniostwa. Nie obiecuje łatwej drogi. Obiecuje natomiast swoją obecność. Możemy nie wiedzieć, dokąd zaprowadzi kolejny krok, ale wiemy, za kim idziemy.

Ojciec jest blisko także podczas burzy

Uczniowie wsiadają z Jezusem do łodzi. Są posłuszni — i właśnie wtedy przychodzi burza. To ważny szczegół. Nie każda burza jest znakiem, że znaleźliśmy się poza Bożą wolą. Czasem trudności przychodzą właśnie na drodze, którą idziemy za Jezusem. Fale zalewają łódź, a Jezus śpi. Uczniom wydaje się, że za chwilę zginą. Wołają Go, ponieważ czują się opuszczeni.

Czy nie jest to również nasze doświadczenie? W trudnych chwilach łatwo pomyśleć, że skoro Bóg milczy, to znaczy, że nie widzi albo przestał się troszczyć. Ciszę Boga odczytujemy jako Jego nieobecność. Jezus był jednak w łodzi przez cały czas. Ucisza wiatr i jezioro, ale wcześniej zwraca się do uczniów. Nie zawstydza ich za to, że Go obudzili. Dotyka głębszego problemu — strachu, który sprawił, że zapomnieli, kto płynie razem z nimi.
Wiara nie zawsze oznacza brak lęku. Czasem wiara to wołanie do Jezusa pośród lęku. To decyzja, by nie uciekać od Niego, lecz zwrócić się właśnie ku Niemu.

Ojcowskie serce Boga nie obiecuje nam życia bez fal. Obiecuje, że żadna fala nie wyrzuci nas poza zasięg Jego miłości. Możemy nie rozumieć ciszy Jezusa, ale Jego obecność w łodzi jest większa niż hałas burzy.

Bóg, który przywraca człowiekowi wolność

Po drugiej stronie jeziora Jezus spotyka dwóch ludzi dręczonych przez złe duchy. Ich życie zostało zniszczone. Budzili strach i prawdopodobnie od dawna byli traktowani bardziej jak zagrożenie niż jak ludzie. Jezus widzi jednak to, czego inni nie potrafią już dostrzec. Pod warstwą chaosu, agresji i zniewolenia nadal widzi osoby, których życie ma wartość. Zło rozpoznaje Jego władzę i musi ustąpić. Jezus pokazuje, że żadne zniewolenie nie jest dla Niego zbyt głębokie. Nie istnieje ciemność, w którą nie mógłby wejść ze swoim światłem.

Zaskakująca jest reakcja mieszkańców. Kiedy dowiadują się o wydarzeniu, proszą Jezusa, aby odszedł z ich okolicy. Uwolnienie ludzi miało swoją cenę — utracone zostało stado świń, źródło ich zarobku, a znany porządek życia został naruszony. Czasem przyzwyczajamy się nawet do tego, co niszczy człowieka. Zmiana może wydawać się zbyt kosztowna. Łatwiej zachować dotychczasowy spokój niż pozwolić Jezusowi, by uporządkował wszystko na nowo.

Ojcowskie serce Boga stawia jednak wartość człowieka ponad wygodą systemu. Tam, gdzie otoczenie widziało dwóch niebezpiecznych ludzi, Jezus widział dwóch synów, którym należało przywrócić wolność.

Jedno serce, wiele spotkań

Wszystkie historie z tego rozdziału łączy jedna prawda: Jezus nikogo nie traktuje jak anonimowego przypadku. Dla trędowatego ma dotyk. Dla setnika ma słowo. Dla chorej kobiety ma wyciągniętą rękę. Dla przerażonych uczniów ma obecność silniejszą niż burza. Dla zniewolonych ludzi ma wolność.
W każdym z tych spotkań Jezus pokazuje nam, jaki jest Ojciec. Nie jest Bogiem chłodnym ani niedostępnym. Jego świętość nie odpycha skruszonego człowieka. Jego wielkość nie sprawia, że przestaje dostrzegać małe, codzienne cierpienia.
To Ojciec, który widzi człowieka odrzuconego przez innych. Słyszy modlitwę wypowiedzianą za przyjaciela. Wchodzi do domu naznaczonego chorobą. Pozostaje w łodzi podczas burzy. Szuka człowieka zagubionego w najgłębszej ciemności.

Pytania do osobistej refleksji

  1. Czy wierzę nie tylko w to, że Bóg może mi pomóc, ale również w to, że naprawdę chce być blisko mnie?
  2. Jakiej części swojego życia nie pokazuję Bogu z obawy, że mnie odrzuci?
  3. Kogo mogę dziś przynieść Jezusowi w modlitwie, tak jak setnik przyniósł sprawę swojego sługi?
  4. Czy potrafię zauważyć obecność Boga w zwyczajności mojego domu?
  5. Jaką burzę błędnie odczytuję jako dowód, że Bóg o mnie zapomniał?
  6. Czy jest coś, czego nie chcę oddać Jezusowi, ponieważ prawdziwa zmiana wydaje mi się zbyt kosztowna?
  7. W jaki sposób otrzymana od Boga miłość może stać się przeze mnie miłością okazaną drugiemu człowiekowi?

Modlitwa

Ojcze, dziękuję Ci, że w Jezusie pokazujesz mi swoje serce. Ty nie odsuwasz się od moich ran i nie odrzucasz mnie w chwilach słabości. Pomóż mi uwierzyć, że jestem przez Ciebie widziana, słyszana i kochana. Dotknij tego, co we mnie zranione. Wypowiedz swoje słowo nad tym, czego nie potrafię zmienić. Bądź ze mną w burzach, których nie rozumiem, i uwalniaj mnie od wszystkiego, co odbiera mi wolność. Naucz mnie przyjmować Twoją miłość i przekazywać ją dalej — szczególnie ludziom samotnym, odrzuconym i cierpiącym. Daj mi odwagę, abym nie tylko szukała Twojej pomocy, lecz także szła za Jezusem tam, dokąd mnie prowadzi. Amen.

Komentarze

Dodaj komentarz