Są takie chwile, kiedy człowiek nie potrzebuje kolejnej rady. Nie potrzebuje też kogoś, kto przypomni mu, że powinien bardziej się starać. Potrzebuje miejsca, w którym może wreszcie odłożyć ciężar i usłyszeć: „Już nie musisz wszystkiego dźwigać sam”. Jedenasty rozdział Ewangelii Mateusza prowadzi nas właśnie do takiego miejsca. Odsłania Jezusa, który nie odwraca się od naszych pytań, rozczarowań ani zmęczenia. Przeciwnie — przybliża się do nas i pokazuje Serce Ojca.
Czy Ty naprawdę jesteś Tym, na którego czekam?
Jan Chrzciciel przebywa w więzieniu. Ten sam Jan, który wcześniej rozpoznał Jezusa i przygotowywał Mu drogę, teraz posyła swoich uczniów z pytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?” To pytanie nie rodzi się w spokojnym miejscu. Rodzi się za murami więzienia, w doświadczeniu bezsilności i zapewne także rozczarowania. Jan głosił nadejście Mesjasza, lecz jego własna sytuacja się nie zmieniła. Drzwi więzienia pozostały zamknięte.
Jezus nie zawstydza Jana. Nie mówi: „Jak możesz jeszcze wątpić?”. Zwraca jego uwagę na owoce swojej obecności: niewidomi odzyskują wzrok, chorzy zostają uzdrowieni, ubodzy słyszą Dobrą Nowinę. To bardzo czuła odpowiedź. Jezus jakby mówił: „Janie, spójrz na to, co robię. Nawet jeśli nie działam dokładnie tak, jak sobie wyobrażałeś, Królestwo Ojca naprawdę przychodzi”.
Ojciec nie boi się naszych pytań. Możemy przynieść Mu także te, które wydają się niewygodne: „Boże, czy naprawdę jesteś ze mną?” „Dlaczego jeszcze nic się nie zmieniło?” „Dlaczego pozwalasz, abym tak długo czekał?” Wiara nie polega na udawaniu, że nie mamy wątpliwości. Wiara pozwala nam przyjść z nimi do Jezusa.
Ojciec widzi więcej niż twoją chwilę słabości
Gdy uczniowie Jana odchodzą, Jezus zaczyna mówić o nim do tłumów.
Nie wypomina mu pytania. Nie określa go jako człowieka chwiejnego. Przypomina ludziom, kim Jan naprawdę jest — prorokiem i posłańcem przygotowującym drogę Panu. Jakie to piękne: Jan odsłonił przed Jezusem swoją niepewność, a Jezus wobec innych chroni jego godność.
Takie jest Ojcowskie Serce. Ojciec nie definiuje cię przez jeden słabszy dzień. Nie sprowadza całej twojej historii do chwili lęku, upadku czy zagubienia. Widzi głębiej. Pamięta twoje „tak”, twoją wierność, ukryte pragnienia i wszystkie kroki, które wykonałeś, choć wiele z nich kosztowało cię więcej, niż ktokolwiek wiedział.
Możesz dziś czuć się jak ktoś zamknięty w więzieniu własnych myśli. Możesz nie rozumieć tego etapu życia. Ojciec jednak nadal wie, kim jesteś. Twoje pytania nie przekreślają twojej historii z Nim.
Nie da się zadowolić serca, które nie chce zaufać
Jezus mówi również o ludziach, którzy odrzucili zarówno Jana, jak i Jego samego. Jan prowadził surowe życie — uznano więc, że jest opętany. Jezus przychodził do ludzi, siadał z nimi przy stole — nazwano Go żarłokiem i przyjacielem grzeszników. Cokolwiek Bóg zrobił, oni znajdowali powód, by Mu nie zaufać.
Ten fragment delikatnie pyta także o nasze serce. Czy pozwalamy Bogu przychodzić w sposób, który On wybiera? Czy może akceptujemy Go tylko wtedy, gdy działa zgodnie z naszym planem? Czasami prosimy Ojca o odpowiedź, lecz wcześniej ustalamy, jak powinna ona wyglądać. Prosimy Go o prowadzenie, ale chcemy, żeby zaprowadził nas dokładnie tam, dokąd sami postanowiliśmy pójść. Ojciec nie zawsze odpowiada według naszych oczekiwań. Zawsze jednak odpowiada zgodnie ze swoją miłością. Jego mądrość jest większa niż perspektywa jednego dnia, jednego wydarzenia czy jednego niespełnionego pragnienia.
Jezus pokazuje nam Ojca
W centrum tego rozdziału Jezus zwraca się do swojego Ojca. Dziękuje Mu, że sprawy Królestwa objawia ludziom prostym — tym, którzy potrafią przyjąć dar jak dzieci. Ojca nie poznajemy przede wszystkim dzięki własnej doskonałości. Poznajemy Go przez Syna. Jezus nie przedstawia nam odległego Boga, którego trzeba przekonać, żeby nas pokochał. On odsłania Ojca, który pierwszy wychodzi do człowieka.
Patrząc na Jezusa, widzimy, jaki jest Ojciec.
Jezus nie odrzuca Jana z powodu jego pytań — taki jest Ojciec. Jezus przywraca godność ludziom zranionym — taki jest Ojciec. Jezus siada przy stole z grzesznikami — taki jest Ojciec. Jezus szuka zagubionych i niesie nadzieję ubogim — takie jest Ojcowskie Serce. Nie musisz wyobrażać sobie Ojca na podstawie ludzkich doświadczeń, rozczarowań czy ran. Możesz zobaczyć Go w Jezusie.
„Przyjdźcie do Mnie”
Rozdział kończy się jednym z najczulszych zaproszeń zapisanych w Ewangelii:„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”.
Jezus nie mówi: „Najpierw uporządkuj swoje życie”. Nie mówi: „Wróć, kiedy będziesz silniejszy”. Nie żąda, abyśmy przed przyjściem do Niego udowodnili swoją wartość. Mówi po prostu: „Przyjdź”.
Przyjdź ze swoim zmęczeniem. Przyjdź z pytaniami, na które nadal nie znasz odpowiedzi. Przyjdź z ciężarem odpowiedzialności, poczuciem winy i próbą kontrolowania wszystkiego. Przyjdź także wtedy, gdy nie masz już pięknych słów modlitwy.
Odpoczynek, który daje Jezus, nie zawsze oznacza natychmiastowe zniknięcie wszystkich trudności. Oznacza, że nie jesteśmy już w nich sami. Możemy oprzeć głowę na Jego Sercu i przestać walczyć o miłość, którą Ojciec już nam podarował.
Jego jarzmo nie rani
Jezus zaprasza nas, abyśmy wzięli Jego jarzmo i uczyli się od Niego, ponieważ jest cichy i pokorny sercem.
Każdy człowiek coś niesie. Pytanie brzmi: czy dźwigamy ciężary nałożone przez lęk, oczekiwania innych i potrzebę zasłużenia na akceptację, czy uczymy się iść razem z Jezusem? Jego jarzmo nie jest jarzmem niewolnika próbującego zdobyć miłość surowego pana. Jest bliskością Syna, który żyje w miłości Ojca. Jezus uczy nas tego samego życia — opartego nie na presji, lecz na zaufaniu.
Ojciec nie mówi: „Postaraj się bardziej, a może cię przyjmę”. Mówi: „Jesteś mój. Pozwól, że nauczę cię żyć jak moje ukochane dziecko”.
Może właśnie dziś potrzebujesz odłożyć ciężar, którego Ojciec nigdy na ciebie nie położył. Ciężar bycia zawsze silnym. Ciężar zadowalania wszystkich. Ciężar duchowej doskonałości. Ciężar przekonania, że od ciebie zależy cały świat.
Ręce Ojca są wystarczająco mocne, aby unieść to, co ciebie przygniata.
Słowo Ojca dla ciebie
Parafrazując rozdział XI możemy powiedzieć, co Ojciec chce do nas powiedzieć:
Moje dziecko, nie przestraszyły Mnie twoje pytania. Nie oddaliłem się, gdy zabrakło ci pewności. Widzę miejsce, w którym teraz jesteś, i znam ciężar,
o którym nikomu nie powiedziałeś. Nie patrzę na ciebie przez pryzmat twojego najsłabszego dnia. Widzę całą twoją drogę. Widzę miłość, pragnienie dobra i każdy krok uczyniony pomimo lęku. Nie musisz przede Mną niczego udowadniać. Przyjdź taki, jaki jesteś. Oddaj Mi to, czego nie potrafisz już unieść.
Nie żądam od ciebie, abyś szedł sam. Chcę iść razem z tobą. Oprzyj się na Moim Sercu. Jesteś bezpieczny. Jesteś chciany. Jesteś mój.
Pytania do osobistej refleksji
- Jakie pytanie chciałbym dziś szczerze zadać Jezusowi?
- Czy jest coś, co Bóg robi inaczej, niż tego oczekiwałem?
- Przez jaką chwilę słabości zacząłem błędnie określać samego siebie?
- Jaki ciężar niosę, choć Ojciec nigdy mi go nie powierzył?
- Co oznaczałoby dla mnie dzisiaj naprawdę przyjść do Jezusa i odpocząć?
Modlitwa
Ojcze, przychodzę do Ciebie taki, jaki jestem. Nie ukrywam swoich pytań, zmęczenia ani rozczarowania. Dziękuję Ci, że nie oceniasz mnie na podstawie jednej trudnej chwili. Ty znasz całe moje serce i pamiętasz każdy krok naszej wspólnej drogi. Jezu, pokaż mi Ojca. Naucz mnie patrzeć na Niego przez Twoje życie, Twoją łagodność i sposób, w jaki przyjmujesz ludzi słabych. Oddaję Ci ciężary, których nie miałem nosić. Rezygnuję z udowadniania swojej wartości, kontrolowania wszystkiego i zasługiwania na miłość. Ucz mnie odpoczywać przy Twoim Sercu. Niech Twoja obecność stanie się moim bezpiecznym miejscem. Ojcze, wierzę, że jestem Twoim ukochanym dzieckiem — także wtedy, gdy nie znam wszystkich odpowiedzi.
Amen.


Dodaj komentarz