Dziesiąty rozdział Ewangelii Mateusza może początkowo wydawać się mniej czuły niż poprzedni. Nie ma w nim uzdrowionej kobiety, podniesionego dziecka ani Jezusa siedzącego przy stole z odrzuconymi. Są natomiast polecenia, ostrzeżenia przed prześladowaniem, zapowiedź podziałów oraz wezwanie do wzięcia krzyża.
A jednak również tutaj objawia się Czułe Serce Boga.
Pod koniec dziewiątego rozdziału Jezus patrzy na znękane i porzucone tłumy. Widzi ludzi podobnych do owiec niemających pasterza i głęboko im współczuje. Zaraz potem mówi uczniom, że żniwo jest wielkie, lecz robotników mało.
Rozdział dziesiąty jest bezpośrednią odpowiedzią na to współczucie.
Jezus nie poprzestaje na wzruszeniu. Woła uczniów, udziela im swojej władzy
i posyła ich do ludzi. Jego czułość zaczyna mieć ręce, nogi i głos tych, którzy zgodzili się wyruszyć.
Czułość, która posyła
Mateusz wymienia imiona dwunastu apostołów. Nie są anonimową grupą religijnych specjalistów. Każdy ma własne imię, historię, temperament oraz słabości. Jest pośród nich Piotr, który okaże się zdolny zarówno do odważnego wyznania wiary, jak i do zaparcia się Jezusa. Są Jakub i Jan, gwałtowni synowie Zebedeusza. Jest Tomasz, który będzie zmagał się z wątpliwościami. Jest Mateusz — dawny celnik — oraz Szymon Gorliwy, reprezentujący środowisko wrogie rzymskiej okupacji. Jest również Judasz, który zdradzi Jezusa. To niezwykłe grono. Jezus mógłby poszukać ludzi bardziej przewidywalnych, doskonalszych i lepiej przygotowanych. Wybiera jednak tych konkretnych uczniów. Nie czeka, aż staną się bezbłędni. Powołuje ich i zaczyna kształtować w drodze.
To dobra wiadomość dla każdego, kto sądzi, że Bóg będzie mógł się nim posłużyć dopiero wtedy, gdy znikną wszystkie jego słabości. Jezus nie posyła ludzi dlatego, że są już doskonali. Posyła ich, ponieważ pragnie dzielić się z nimi własną misją i stopniowo przemieniać ich serca.
Czułość Boga nie tylko pochyla się nad naszą kruchością. Obdarza nas również zaufaniem.
Jezus dzieli się tym, co należy do Niego
Jezus udziela apostołom władzy nad duchami nieczystymi oraz mocy uzdrawiania chorób i słabości. Nie każe im iść wyłącznie we własnym imieniu ani polegać na własnych możliwościach. Dzieli się z nimi tym, co sam posiada. To ważny rys Serca Boga. Jezus nie zatrzymuje dobra dla siebie. Nie buduje swojej wyjątkowości poprzez utrzymywanie innych w bezradności. Podnosi uczniów, wyposaża ich i pozwala im uczestniczyć w tym, co czyni. Każdy dar pozostaje Jego łaską, ale łaska nie upokarza człowieka. Czyni go współpracownikiem.
Uczniowie mają głosić, że bliskie jest królestwo niebieskie, uzdrawiać chorych, wskrzeszać umarłych, oczyszczać trędowatych i wypędzać złe duchy. Ich posłanie jest przedłużeniem misji Jezusa. Mają iść tam, gdzie człowiek został dotknięty cierpieniem, wykluczeniem, zniewoleniem oraz śmiercią. Bóg nie posyła ich
z abstrakcyjną teorią. Posyła ich z dobrą nowiną, która ma dotknąć rzeczywistych ran człowieka. Pozwala im być uczestnikami radości jaką daje dzielenie się
z innymi dobrem.
„Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”
Te słowa odsłaniają zasadę królestwa Bożego. Wszystko zaczyna się od otrzymania. Uczniowie nie są właścicielami mocy, prawdy ani miłosierdzia.
Nie zapracowali na swoje powołanie i nie mogą uczynić z Bożych darów sposobu zdobywania przewagi nad innymi. Najpierw sami zostali odnalezieni, przyjęci i obdarowani. Dopiero dlatego mogą dawać. To chroni ich zarówno przed pychą, jak i przed duchowym wyczerpaniem. Człowiek, który usiłuje dawać coś, czego sam nieustannie nie przyjmuje od Boga, szybko zaczyna działać o własnych siłach. Może stać się surowy wobec siebie, a później także wobec innych.
Czułość chrześcijańskiego świadectwa rodzi się z pamięci: mnie również okazano miłosierdzie. Ja także żyję z daru. Nie przychodzę jako ktoś lepszy, lecz jako człowiek, który znalazł chleb i chce wskazać innym, gdzie można go otrzymać.
Bóg uczy swoich uczniów zależności
Jezus nakazuje uczniom wyruszyć bez zapasów, pieniędzy i dodatkowego zabezpieczenia. To polecenie dotyczy ich konkretnej misji i nie musi oznaczać, że każdy uczeń Jezusa w każdej sytuacji powinien zrezygnować z rozsądnego przygotowania. Odsłania jednak ważną prawdę: posłanie nie może opierać się wyłącznie na ludzkiej kontroli. Uczniowie mają doświadczyć, że nie wszystko zależy od nich. Będą potrzebować Boga, ale także gościnności innych ludzi. Będą musieli pozwolić, aby ktoś przyjął ich do domu, podał im posiłek i dał miejsce do odpoczynku. To również może być lekcją czułości. Łatwiej czasem pomagać, niż pozwolić, żeby ktoś pomógł nam. Łatwiej czuć się potrzebnym, niż przyznać, że sami potrzebujemy wsparcia. Jezus nie posyła samowystarczalnych bohaterów. Posyła wspólnotę ludzi, którzy uczą się zarówno dawać, jak i przyjmować.
Pokój, którego nie można narzucić
Wchodząc do domu, uczniowie mają przekazywać mu pokój. Nie przychodzą więc jako zdobywcy, kontrolerzy ani oskarżyciele. Ich pierwszym darem ma być pokój. Jezus przygotowuje ich jednak również na odrzucenie. Nie każdy dom i nie każde miasto ich przyjmie. Wtedy mają odejść i strząsnąć proch ze swoich stóp.
Może się to wydawać surowe, ale kryje się tutaj ważna granica: uczniowie mają głosić, nie zmuszać. Mogą ofiarować pokój, lecz nie mogą przemocą wprowadzić go do czyjegoś domu. Miłość szanuje wolność, także wtedy, gdy ta wolność mówi „nie”.
Strząśnięcie prochu nie jest zachętą do zemsty. Oznacza, że uczeń nie musi bez końca walczyć o akceptację, udowadniać swojej wartości ani brać odpowiedzialności za decyzje drugiego człowieka. Może pozostawić osąd Bogu i pójść dalej. Czułość potrzebuje granic. Bez nich łatwo przemienia się w przymus, zależność albo próbę kontrolowania innych pod pozorem troski.
„Posyłam was jak owce między wilki”
Jezus nie ukrywa przed uczniami ceny ich posłania. Nie obiecuje, że dobro zawsze zostanie przyjęte z wdzięcznością. Mówi o sądach, biczowaniu, nienawiści, zdradzie oraz prześladowaniu. Jego uczciwość także jest formą miłości. Fałszywa czułość uspokajałaby uczniów obietnicą, że nic bolesnego ich nie spotka. Jezus przygotowuje ich na prawdę. Nie chce, aby w chwili sprzeciwu uznali, że Bóg ich opuścił albo że całkowicie pomylili drogę. Nazywa ich owcami, nie wilkami. Choć zostaną posłani w niebezpieczne miejsca, nie wolno im przyjmować metod tych, którzy ich krzywdzą. Nie mają odpowiadać przemocą na przemoc ani stawać się podobni do swoich prześladowców. Jednocześnie Jezus mówi, aby byli roztropni jak węże i nieskazitelni jak gołębie. Dobroć nie oznacza naiwności. Czyste serce nie wymaga rezygnacji z mądrości. Można kochać, a jednocześnie rozpoznawać zagrożenie. Można przebaczać, a zarazem stawiać granice. Można ufać Bogu, nie powierzając bezmyślnie siebie każdemu człowiekowi. Czułość Jezusa nie jest bezbronna w znaczeniu bezradności. Łączy łagodność z roztropnością.
Ojciec będzie mówił przez was
Jezus zapowiada, że uczniowie zostaną postawieni przed sądami i władcami. Mówi jednak, aby nie martwili się wcześniej o to, jak będą się bronić. W odpowiedniej chwili zostaną im dane właściwe słowa, ponieważ będzie przez nich mówił Duch Ojca. Nie oznacza to pochwały nieprzygotowania. Jest obietnicą dla chwili, w której człowiek zostanie pozbawiony kontroli i stanie wobec sytuacji przekraczającej jego możliwości. Jezus wie, że lęk może odebrać mowę. Wie, jak bardzo człowiek boi się, że w decydującym momencie nie znajdzie odpowiednich słów. Dlatego zapewnia: nie będziecie pozostawieni sami sobie. Szczególnie czułe jest określenie „Duch Ojca waszego”. Jezus nie mówi tylko o bezosobowej sile, która dostarczy właściwej odpowiedzi. Mówi o obecności Ojca. W chwili próby uczeń nadal pozostaje Jego dzieckiem. Kiedy zabraknie naszych słów, Ojciec nie straci głosu.
Bóg nie obiecuje braku cierpienia, lecz swoją obecność
Dziesiąty rozdział burzy wyobrażenie, że bliskość Boga gwarantuje życie wolne od konfliktów. Jezus mówi otwarcie, że z powodu Jego imienia uczniowie mogą zostać odrzuceni nawet przez najbliższych. Nie oznacza to, że Bóg pragnie rozpadu rodzin. Jezus pokazuje raczej, że prawda może ujawnić ukryte podziały. Decyzja pójścia za Nim nie zawsze spotka się ze zrozumieniem, ponieważ Jego droga narusza ludzkie układy, interesy i fałszywy pokój budowany kosztem prawdy. Czasami wierność Bogu prowadzi do bolesnego napięcia. Nie każde cierpienie jest jednak dowodem wierności. Możemy doświadczać sprzeciwu również wskutek własnej pychy, braku delikatności albo niewłaściwego postępowania. Dlatego słowa Jezusa nie powinny służyć do usprawiedliwiania każdej kłótni. Jezus nie mówi: „Każdy konflikt dowodzi, że macie rację”. Mówi raczej: „Jeżeli
z powodu wierności Mnie zostaniecie odrzuceni, nie uznawajcie tego za znak,
że was opuściłem”.
„Nie bójcie się”
W samym środku zapowiedzi prześladowań Jezus trzykrotnie mówi uczniom, aby się nie bali. Nie zawstydza ich lęku. Nie mówi: „Prawdziwie wierzący nigdy się nie boi”. Daje im natomiast powody, dzięki którym lęk nie musi decydować o ich postępowaniu. Prawda ostatecznie zostanie odsłonięta. Ludzie mogą zranić ciało, lecz nie mają pełnej władzy nad człowiekiem. Ostateczny los uczniów pozostaje
w rękach Boga.
Najczulszy obraz pojawia się jednak w słowach o wróblach. Wróble należały do najtańszych ptaków sprzedawanych na rynku. Z ludzkiej perspektywy niemal nie miały wartości. Jezus mówi jednak, że żaden z nich nie upada bez wiedzy Ojca. Następnie zapewnia uczniów, że policzone są nawet wszystkie włosy na ich głowach. To nie jest obraz Boga prowadzącego chłodną ewidencję stworzenia.
To język najgłębszego zainteresowania. Ojciec zna to, czego człowiek sam nie potrafi policzyć. Nic z naszego życia nie jest dla Niego zbyt małe, aby to zauważył. Jezus nie mówi, że wróbel nigdy nie spadnie. Nie obiecuje też uczniom, że nigdy nie zostaną zranieni. Obiecuje coś innego: żaden upadek nie wydarza się poza spojrzeniem Ojca. Bóg nie zawsze powstrzymuje cierpienie, lecz nigdy nie staje się wobec niego obojętny.
„Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”. Nie dlatego, że zawsze będziemy silni. Nie dlatego, że zdołamy wszystko przewidzieć. Możemy nie pozwolić lękowi kierować naszym życiem, ponieważ jesteśmy znani i strzeżeni przez Ojca, dla którego nic w nas nie jest nieważne.
Jezus, który przyznaje się do człowieka
Jezus mówi, że do tego, kto przyzna się do Niego przed ludźmi, również On przyzna się przed Ojcem. W tych słowach obecne jest wezwanie do odwagi, ale można zobaczyć w nich także niezwykłą obietnicę. Jezus przedstawia ucznia Ojcu jako kogoś, kto do Niego należy. Człowiek może zostać odrzucony przez ziemskie środowisko, niezrozumiany, wyśmiany albo pozbawiony dobrego imienia. Jezus mówi jednak: „Ja się ciebie nie zaprę. Wobec Ojca wypowiem twoje imię”. Nasze świadectwo o Jezusie jest odpowiedzią na Jego wcześniejszą wierność wobec nas. To On pierwszy przyjął nas jako swoich. Trudne słowa o zaparciu się Go nie mają popychać człowieka ku rozpaczliwemu udowadnianiu własnej odwagi. Piotr, który ze strachu wyparł się Jezusa, został później odnaleziony i przywrócony. Ostrzeżenie jest poważne, ale ostatnim słowem Jezusa wobec skruszonego ucznia pozostaje miłosierdzie.
Miecz, który ujawnia prawdę
Jednymi z najtrudniejszych słów rozdziału są te, w których Jezus mówi, że nie przyszedł przynieść pokoju, lecz miecz. Nie jest to wezwanie do przemocy.
Ten sam Jezus błogosławi ludzi wprowadzających pokój, nakazuje kochać nieprzyjaciół, a podczas pojmania każe schować miecz. Miecz jest tutaj obrazem podziału, jaki może wywołać spotkanie z prawdą. Jezus przychodzi z pokojem pojednania z Bogiem, ale nie z pozornym spokojem osiągniętym dzięki przemilczaniu zła. Jego obecność domaga się decyzji i odsłania to, co wcześniej pozostawało ukryte. Czasem najbardziej kochającą rzeczą nie jest utrzymanie ciszy za wszelką cenę. Miłość może wymagać nazwania krzywdy, postawienia granicy, odmowy uczestniczenia w złu albo wybrania prawdy mimo niezrozumienia najbliższych. Czułe Serce Boga nie jest sercem, które akceptuje wszystko. Jest łagodne, ale prawdziwe. Jego miłość leczy, dlatego musi również odsłonić to, co niszczy człowieka.
Kochać Jezusa bardziej
Jezus mówi, że kto kocha ojca, matkę, syna albo córkę bardziej niż Jego, nie jest Go godzien. Nie zachęca w ten sposób do zaniedbywania rodziny. W całej Ewangelii miłość do Boga prowadzi do głębszej, odpowiedzialnej miłości wobec ludzi. Jezus dotyka jednak kwestii pierwszeństwa. Żaden człowiek nie może zająć miejsca Boga. Jeśli od drugiej osoby oczekujemy, że zapewni nam ostateczne bezpieczeństwo, wartość i sens, nakładamy na nią ciężar, którego nie jest w stanie unieść. Relacja, która staje się absolutem, może stopniowo zamienić miłość w lęk, kontrolę albo uzależnienie. Pierwszeństwo Jezusa nie pomniejsza ludzkiej miłości. Oczyszcza ją. Kiedy wiem, że ostatecznie należę do Boga, nie muszę posiadać drugiego człowieka. Mogę go kochać, nie czyniąc z niego źródła własnego istnienia. Mogę też pozostać wierna dobru, nawet jeśli ktoś bliski nie akceptuje mojego wyboru.
Wziąć swój krzyż
Dla pierwszych słuchaczy krzyż nie był religijną ozdobą. Był narzędziem hańby, cierpienia i śmierci. Słowa Jezusa musiały więc brzmieć wstrząsająco. Wzięcie krzyża nie oznacza, że każde cierpienie trzeba biernie zaakceptować. Nie oznacza zgody na przemoc, trwanie w krzywdzie ani rezygnacji z szukania pomocy. Jezus wielokrotnie uwalnia ludzi od tego, co ich niszczy. Krzyż oznacza raczej cenę miłości wiernej do końca. Jest zgodą, aby prawda, dobro i wierność Bogu były ważniejsze niż zachowanie własnej wygody, pozycji czy aprobaty innych.
Jezus nie każe uczniom iść drogą, której sam nie wybierze. Zanim krzyż stanie się ich wezwaniem, jest Jego własną drogą. Bóg nie stoi obok cierpiącego człowieka i nie wydaje mu chłodnego polecenia: „Nieś”. W Jezusie sam bierze krzyż na ramiona. To zmienia wszystko. Chrześcijanin nie niesie krzyża po to, aby zasłużyć na miłość Boga. Może go przyjąć dlatego, że został już pokochany i nie idzie sam.
Stracić życie, aby je odnaleźć
Jezus mówi, że kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci je z Jego powodu, odnajdzie je. Człowiek może tak bardzo próbować zabezpieczyć siebie, że przestanie naprawdę żyć. Może unikać każdej straty, każdego ryzyka i każdej prawdziwej więzi. Może budować życie wyłącznie wokół własnego bezpieczeństwa, aż stanie się ono ciasne i zamknięte. Jezus zaprasza do innego życia — otrzymywanego jako dar i dlatego zdolnego stać się darem.
Stracić życie dla Niego nie znaczy przestać troszczyć się o siebie ani pozwalać innym siebie niszczyć. Oznacza przestać czynić własne „ja” jedynym centrum świata. To zgoda, aby miłość była ważniejsza niż egoizm, prawda większa niż reputacja, a wierność cenniejsza niż wygoda. Paradoks Ewangelii polega na tym, że właśnie wtedy człowiek odnajduje siebie najpełniej.
Bóg ukryty w przyjmowanym człowieku
Rozdział kończy się słowami o przyjmowaniu posłanych. Kto przyjmuje ucznia Jezusa, przyjmuje samego Jezusa, a kto przyjmuje Jezusa, przyjmuje Ojca.
W ten sposób droga prowadzi z powrotem do Czułego Serca Boga. Ojciec posyła Syna. Syn posyła uczniów. Uczeń przychodzi do człowieka. A człowiek, otwierając przed nim drzwi, może nieświadomie przyjąć samego Boga.
Na końcu Jezus wspomina o podaniu kubka świeżej wody jednemu z najmniejszych. To drobny gest — niemal niewidoczny. Nie wymaga wielkich zdolności, pozycji ani środków. Bóg jednak go zauważa. Rozdział rozpoczyna się od wielkich znaków: uzdrawiania chorych, oczyszczania trędowatych i wskrzeszania umarłych. Kończy się kubkiem wody. Jakby Jezus chciał powiedzieć, że w królestwie Ojca ważne są zarówno wielkie misje, jak
i najmniejszy gest czułości. Nie każdy będzie przemawiał do tłumów. Każdy może jednak zauważyć spragnionego człowieka. Nic, co zostało uczynione z miłości, nie jest dla Boga zbyt małe.
Co Mateusz 10 mówi o Czułym Sercu Boga?
Dziesiąty rozdział Ewangelii Mateusza pokazuje Boga, który:
- odpowiada na cierpienie ludzi, posyłając do nich swoich uczniów;
- zna każdego powołanego po imieniu i posługuje się ludźmi niedoskonałymi;
- dzieli się swoją mocą, zamiast zatrzymywać ją wyłącznie dla siebie;
- przypomina, że wszystko zaczyna się od darmowego daru;
- uczy nas zarówno dawania, jak i przyjmowania pomocy;
- przynosi pokój, ale nigdy nie narzuca go przemocą;
- nie ukrywa przed nami trudności i przygotowuje nas na prawdę;
- nie pozwala, aby owce musiały zamienić się w wilki;
- łączy niewinność z roztropnością, a czułość ze zdrowymi granicami;
- daje swojego Ducha w chwili lęku i bezradności;
- dostrzega każdy nasz upadek i zna nawet włosy na naszej głowie;
- przyznaje się do tych, którzy zaufali Jezusowi;
- nie daje pozornego pokoju kosztem prawdy;
- oczyszcza nasze relacje, zajmując w sercu pierwsze miejsce;
- nie patrzy na nasz krzyż z daleka, lecz sam idzie przed nami;
- dostrzega nawet kubek wody podany najmniejszemu człowiekowi.
Czułość, która otrzymuje ręce i nogi
W dziewiątym rozdziale widzieliśmy Jezusa, którego Serce porusza się na widok znękanych i porzuconych ludzi. W rozdziale dziesiątym to współczucie zostaje powierzone uczniom. Jezus jakby mówił: „Widzieliście, jak patrzę na człowieka. Widzieliście, jak zbliżam się do chorych, grzesznych, odrzuconych i pogrążonych w żałobie. Teraz idźcie i nieście innym to, co sami przy Mnie otrzymaliście”.
Uczeń Jezusa nie zostaje posłany przede wszystkim po to, aby wygrać spór, zbudować własną pozycję albo udowodnić światu swoją rację. Zostaje posłany, aby objawiać Serce Ojca.
Czasem zrobi to, wypowiadając prawdę. Czasem, pozostając wiernym mimo sprzeciwu. Czasem, wyznaczając potrzebną granicę. A czasem po prostu podając komuś kubek świeżej wody. Misja nie zaczyna się od pytania: „Czy jestem wystarczająco silna?”. Zaczyna się od świadomości, że zostałam wezwana po imieniu, obdarowana i posłana przez Tego, który zna wszystkie moje lęki.
Nie muszę być źródłem czułości. Mam pozwolić, aby czułość Boga przepływała przeze mnie.
Pytania do osobistej refleksji
- Czy potrafię uwierzyć, że Jezus może mnie powołać i posłać pomimo mojej niedoskonałości?
- Co otrzymałam od Boga darmo i czym mogę podzielić się z innymi?
- Czy łatwiej jest mi pomagać, czy przyjmować pomoc i zależeć od innych?
- Gdzie potrzebuję połączyć łagodność gołębia z roztropnością węża?
- Czy nie mylę czułości z brakiem granic albo obowiązkiem zdobycia akceptacji wszystkich ludzi?
- Jakie słowa Jezusa: „Nie bój się”, są mi dzisiaj najbardziej potrzebne?
- Czy wierzę, że Ojciec widzi również te cierpienia, których nie usuwa natychmiast?
- Czy któraś z moich relacji zajęła w sercu miejsce, które powinno należeć do Boga?
- Jaki krzyż jest dzisiaj ceną mojej wierności miłości i prawdzie?
- Komu mogę podać mój „kubek świeżej wody” — ofiarować mały, konkretny gest troski?
Modlitwa
Jezu, Ty spojrzałeś na znękanych ludzi i Twoje Serce napełniło się współczuciem. Dziękuję Ci, że również mnie wołasz po imieniu. Nie czekasz, aż stanę się doskonała, lecz zapraszasz mnie, abym szła blisko Ciebie i uczyła się Twojego sposobu kochania. Przypominaj mi, że wszystko otrzymałam darmo.
Chroń mnie przed pychą, jakbym była właścicielką Twoich darów,
i przed lękiem, jakbym musiała nieść Twoją misję własnymi siłami.
Daj mi serce łagodne i roztropne. Naucz mnie nie odpowiadać złem na zło,
ale także nie nazywać miłością tego, co pozwala krzywdzie trwać.
Kiedy zabraknie mi słów, niech mówi przeze mnie Duch Ojca.
Kiedy pojawi się lęk, przypomnij mi o wróblach i o tym, że wszystkie włosy na mojej głowie są przez Ciebie policzone.
Pomóż mi uwierzyć, że nic z mojego życia nie umyka Twojemu spojrzeniu.
Nawet gdy upadam, nie spadam poza zasięg Twojego Serca.
Daj mi odwagę wybierania prawdy, ale zachowaj mnie od surowości.
Daj mi gotowość niesienia krzyża, ale nie pozwól mi nazywać krzyżem
krzywdy, przed którą powinnam się chronić.
Naucz mnie odnajdywać życie, czyniąc je darem.
A kiedy nie będę zdolna do wielkich rzeczy, pokaż mi człowieka, któremu mogę podać kubek świeżej wody. Niech moje słowa, decyzje i małe gesty
objawiają Czułe Serce Ojca — Serce, które zna człowieka po imieniu,
widzi jego lęk, przywraca mu godność i nigdy nie uważa miłości za zbyt małą. Amen.


Dodaj komentarz