Zatrzymaj się… i popatrz w swoje serce
Kiedy zaczynam czytać Mateusza VII rozdział, mam wrażenie, że Jezus siada obok mnie i pokazuje mi Serce Ojca. Ojca, który chce mnie nauczyć patrzeć na siebie
z prawdą, na innych z miłością i na życie z zaufaniem.
„Zanim popatrzysz na innych… popatrz na siebie.” I chyba właśnie od tego zaczyna się ten rozdział. Nie od wielkich słów. Nie od skomplikowanych zasad. Tylko od człowieka. Ode mnie. Od tego, co noszę w środku. I im dłużej czytam ten rozdział, tym bardziej widzę, że Jezus wcale nie próbuje nas osądzać. On próbuje nas nauczyć patrzeć na siebie i na innych trochę inaczej.
„Nie sądźcie…”
Jezus mówi o człowieku, który zauważył małą drzazgę w oku drugiej osoby,
a nie zauważył belki we własnym. I pomyślałam sobie: Jak bardzo jesteśmy podobni do tego człowieka. Cudze błędy widzimy czasami z odległości kilku kilometrów. Swoje potrafimy przykryć całą historią usprawiedliwień. Ojciec nie chce, żebym żyła osądzaniem innych. Chce mnie uwolnić od tego, co zatruwa moje własne serce. Kiedy pozwalam Mu pokazać mi moje słabości, nie po to, żeby się potępić, ale żeby je Mu oddać, zaczynam inaczej patrzeć na drugiego człowieka. Ojcowska miłość najpierw przemienia mnie, a wtedy przestaję osądzać.
„Proście, a będzie wam dane…”
Te słowa mówią mi bardzo dużo o Bogu.
Jezus zaprasza mnie, żebym przyszła do Ojca z tym, czego potrzebuję. Mogę przyjść ze strachem, zmęczeniem, pytaniem i łzami. Mogę powiedzieć: „Tato, pomóż mi.”
I wiem, że On słyszy. Ale mogę przyjść również z moimi radościami, marzeniami
i tym wszystkim, czego potrzebuję. Nie muszę zastanawiać się, czy moja prośba jest dla Boga zbyt mała albo zbyt zwyczajna. Przecież jestem Jego dzieckiem.
Jezus przypomina, że jeśli ziemski ojciec potrafi dawać swoim dzieciom dobre rzeczy, o ile bardziej Ojciec w niebie! To jest dla mnie niezwykłe.
Mam dobrego Tatusia. Ojca, który nie da mi kamienia zamiast chleba. Ojca, który nie odrzuca moich próśb. Ojca, któremu mogę powiedzieć o wszystkim.
I chociaż nie zawsze otrzymuję dokładnie to, o co proszę, mogę ufać, że On wie,
co jest dla mnie dobre. Jego odpowiedź zawsze przechodzi przez Jego Ojcowskie Serce. To jest niezwykle fascynujące i uwalniające. Nie muszę żyć tak, jakbym wszystko musiała zdobyć sama (a często tak robię!) . Mogę prosić. Mogę szukać. Mogę pukać. Bo za tymi słowami Jezusa stoi obietnica, że po drugiej stronie jest Ojciec, który słyszy swoje dziecko. I chyba właśnie tego chcę się uczyć najbardziej: przychodzić do Tatusia ze wszystkim.
Bo moje życie nie jest dla Niego obojętne. Jestem Jego dzieckiem, a On jest moim dobrym Ojcem.
„Wszystko więc, co byście chcieli, aby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie”
Kiedy czytam te słowa Jezusa, myślę o tym, jak bardzo każdy z nas chce być zauważony, wysłuchany, potraktowany z szacunkiem i miłością. Chcemy, żeby ktoś miał dla nas cierpliwość, żeby nam wybaczył, żeby nie oceniał nas tylko przez jeden błąd, żeby został, kiedy jest nam trudno. I Jezus mówi: „To, czego pragniesz od innych — zacznij dawać sam.”
To jest niezwykle proste, a jednocześnie bardzo trudne i wymagające. Bo łatwo jest oczekiwać miłości. Trudniej kochać wtedy, kiedy druga osoba nie zachowuje się tak, jak byśmy chcieli. Łatwo pragnąć przebaczenia. Trudniej przebaczyć komuś kto nas skrzywdził. Łatwo chcemy, żeby ktoś nas zrozumiał. Trudniej samemu zatrzymać się i spróbować zrozumieć drugiego. A jednak właśnie tutaj widzę Ojcowskie Serce Boga. Przecież Ojciec nieustannie daje mi to, czego sama tak bardzo potrzebuję. Daje mi łaskę. Daje mi cierpliwość. Daje mi kolejną szansę. Nie odrzuca mnie wtedy, kiedy upadam. Nie przekreśla mnie przez jeden zły dzień. Patrzy na mnie z miłością. I Jezus mówi: „Idź i czyń podobnie.” To, co otrzymujesz od Ojca, podaj dalej. Chodzi o to, żeby miłość Ojca, której sami doświadczamy, zaczęła być widoczna w naszym traktowaniu innych ludzi.
Może dzisiaj ktoś potrzebuje ode mnie dokładnie tego, czego sama najbardziej potrzebuję. Bo skoro mam dobrego Ojca, nie muszę zatrzymywać Jego dobra tylko dla siebie. Mogę je dawać dalej, bo On ma wiele dzieci, tylko nie wszyscy o tym wiedzą, a są moimi braćmi i siostrami.
„Poznacie ich po ich owocach”
Jezus kieruje moje spojrzenie znowu do środka. Co rośnie w moim sercu? Pokój czy niepokój? Miłość czy osądzanie? Przebaczenie czy żal? Dobroć czy złość? Bo słowa można wypowiadać bardzo pięknie. Ale życie pokazuje prawdę.
I tutaj również widzę Ojcowskie Serce Boga. On nie chce tylko, żebym wiedziała o Nim. Chce, żebym pozwoliła Mu tak przemienić moje serce, aby Jego obecność była widoczna w moim życiu.
„Zbudował swój dom na skale”
Na końcu Jezus przyrównuje nasze życie z Nim do budowy domu.
Jeśli słuchamy Jego słów i wprowadzamy je w życie, budujemy na dobrym fundamencie — na skale, którą jest On sam. Bo samo słuchanie nie wystarczy. Możemy znać Jego naukę, możemy czytać Biblię, możemy wiedzieć, co jest dobre. Ale dopiero wtedy, kiedy zaczynamy tym żyć, nasze życie zaczyna być naprawdę budowane na skale. I wtedy przychodzi burza. To bardzo ważne. Bóg nie obiecuje, że Jego dzieci nie będą miały burz. Każdy z nas przeżywa trudne chwile. Przychodzi choroba, strata, rozczarowanie, samotność, lęk, sytuacja, której zupełnie się nie spodziewaliśmy. Burza może przyjść do każdego domu. Ale Jezus pokazuje nam coś niezwykłego — dom zbudowany na skale nie może nie przetrwać.
Możemy budować na Nim. Na Jego Słowie. Na Jego miłości. Na zaufaniu. Na pewności, że jesteśmy dziećmi dobrego Ojca. Kiedy przychodzi burza, może nie rozumiem, dlaczego Bóg na nią pozwolił. Mogę pytać: „Dlaczego, Ojcze?” Mogę płakać. Mogę się bać. Mogę nawet przez chwilę nie wiedzieć, co dalej. Ale mogę wiedzieć jedno: Ojciec nie opuścił mojego domu. Jego Serce się nie zmieniło. On nadal jest blisko. Nadal trzyma mnie za rękę. Nadal jest moją skałą.
I może właśnie wtedy, kiedy wszystko wokół zaczyna się chwiać, najbardziej odkrywam, na czym naprawdę zbudowałam swoje życie. Bo wiara nie polega na tym, że nigdy nie przyjdzie burza. Wiara polega na tym, że kiedy burza przyjdzie, wiem, gdzie mam stać. A ja chcę stać na fundamencie, którym jest Jezus. Jestem w nim i chcę tak jak On być przy Ojcu. Chcę budować moje życie na Nim — cegła po cegle, dzień po dniu. Chcę być jak On.
Podsumowanie. Co w VII rozdziale Mateusza Jezus mówi mi o Ojcu?
Podsumowując, kiedy Jezus mówi: „Nie sądź” — Ojciec uczy mnie miłości. „Proście” — Ojciec zaprasza mnie do bliskości.
„Szukajcie” — Ojciec pozwala mi Go odnaleźć.
„Kołaczcie” — Ojciec otwiera drzwi.
„Traktujcie innych tak, jak chcecie, żeby traktowano was” — Ojciec uczy mnie kochać.
„Budujcie na skale” — Ojciec chce, żebym była bezpieczna w Nim.
Ten rozdział przestaje być dla mnie zbiorem trudnych wymagań. Staje się opowieścią o Ojcu, który prowadzi swoje dziecko. Nie mówi: „Bądź idealna, wtedy będę Cię kochał.” Mówi: „Jestem Twoim Ojcem. Pozwól Mi prowadzić Cię i przemieniać Twoje serce.”
Zatrzymanie na dziś
„Ojcze, chcę budować na Tobie.
Naucz mnie patrzeć Twoimi oczami.
Zmień moje serce.
I pomóż mi zaufać Ci także wtedy, kiedy przychodzi burza.”
Nie wiem, jakie burze jeszcze przede mną.
Ale chcę tak budować swoje życie, żeby kiedy przyjdą, nie zabrakło mi fundamentu.
Chcę budować na Bogu.
Cegła po cegle.
Dzień po dniu.
Sercem. ❤️


Dodaj komentarz