Dwudziesty rozdział Ewangelii Mateusza opowiada o ludziach, którzy czekają, porównują się, pragną ważnego miejsca i wołają o pomoc. Gospodarz wychodzi szukać pracowników. Uczniowie spierają się o pierwszeństwo. Dwaj niewidomi próbują przebić się przez głosy tłumu. Pośród tych wydarzeń poznajemy serce Ojca, którego dobroć sięga dalej niż nasze rachunki zasług, a troska dostrzega człowieka pozostającego na uboczu. Jezus prowadzi nas ku miłości hojnej
i uważnej. Miłości, która potrafi skorygować zazdrość, przemienić pragnienie wielkości i zatrzymać się przy cudzym cierpieniu. To rozdział dla tych, którzy czują, że przyszli za późno. Dla zmęczonych porównywaniem. Dla ludzi, którzy pomagają innym, a sami tęsknią za tym, żeby ktoś ich zauważył.
Ojciec wychodzi również do tych, którzy długo czekają
Gospodarz wielokrotnie wychodzi szukać robotników. Także pod koniec dnia zaprasza tych, których dotąd nikt nie najął. W obrazie gospodarza możemy rozpoznawać Bożą inicjatywę. Zaproszenie dociera również do ludzi, którzy nadal pozostają bez zajęcia. Łatwo oceniać człowieka przez to, co widać: stoi, czeka, nie pracuje. W przypowieści pojawia się jednak także jego odpowiedź i historia.
To zaproszenie do uważności wobec tych, których życie rozwija się inaczej, niż oczekiwali. Ktoś od dawna szuka swojego miejsca. Ktoś stracił odwagę po kolejnych odmowach. Ktoś patrzy na innych i myśli, że dla niego wszystko wydarza się za późno. Ojcowskie serce pozwala nam przynieść również takie doświadczenie. Czas oczekiwania nie odbiera człowiekowi wartości.
Możemy prosić Boga o światło na dzisiejszy krok, nawet jeśli trudno nam pogodzić się z drogą, którą przeszliśmy.
Ojciec jest hojny wobec tych, którzy przyszli później
Przy wypłacie wszyscy otrzymują po denarze, również pracujący najkrócej.
Ta hojność zaskakuje. Przypowieść mówi o królestwie i dobroci Boga; nie jest instrukcją ustalania wynagrodzeń. W duchowym odczytaniu niesie nadzieję dla człowieka, który wraca po latach albo dopiero zaczyna poznawać Boga. Możemy czuć, że inni mają już za sobą tyle modlitwy, wiedzy i doświadczeń, a my przychodzimy z pustymi rękami. Przed Ojcem nie musimy udawać dłuższej historii wiary, niż rzeczywiście mamy. Możemy odpowiedzieć na zaproszenie
w miejscu, w którym jesteśmy. Żal za utraconym czasem może być prawdziwy. Nadal jednak pozostaje dzisiaj: możliwość zwrócenia się ku Bogu, naprawienia czegoś i przyjęcia dobra. Możesz zacząć odpowiadać na miłość Ojca z tego miejsca, w którym jesteś teraz.
Ojciec pomaga nam zobaczyć ból ukryty w porównywaniu
Pierwsi robotnicy protestują. Gospodarz przypomina uzgodnioną zapłatę
i wskazuje na swoją dobroć wobec pozostałych. Ich trud był rzeczywisty.
Problem pojawia się w sposobie przeżywania dobra udzielonego innym.
Podobne napięcie możemy odnaleźć w sobie. Potrafimy być wdzięczni, dopóki nie zobaczymy, że ktoś dostał coś szybciej, łatwiej albo mimo krótszego starania. Wtedy pod zazdrością może odezwać się pytanie: czy mój wysiłek został zauważony? Czy moje lata mają znaczenie? Czy ktoś pamięta, ile mnie to kosztowało? Możemy przynieść Ojcu te pytania bez upiększania. Jego dobroć wobec drugiego człowieka nie unieważnia naszej historii. Możemy uczyć się przyjmowania własnego życia bez nieustannego mierzenia go cudzym.
Cudze błogosławieństwo nie jest wyrokiem przeciwko nam.
Wolność serca wzrasta, gdy potrafimy powiedzieć: „Ojcze, pomóż mi ucieszyć
się jego dobrem i uczciwie opowiedzieć Ci o moim bólu”.
Ojciec prowadzi nas ku miłości, która zna koszt
W drodze do Jerozolimy Jezus zapowiada swoje poniżenie, śmierć
i zmartwychwstanie. Hojność ukazana w przypowieści zostaje zestawiona z drogą Syna. Poznawanie Bożej dobroci prowadzi nas także do krzyża. Jezus nie obiecuje uczniom, że miłość zawsze spotka się z przyjęciem. Jego własna droga obejmuje odrzucenie. Możemy odnieść to do chwil, w których wierne postępowanie ma swoją cenę: uczciwość prowadzi do straty, obrona słabszego wywołuje sprzeciw,
a przyznanie się do winy narusza naszą pozycję. Sam koszt nie oznacza,
że wybraliśmy źle. Jednocześnie zapowiedź Jezusa dotyczy Jego wyjątkowej misji. Nie daje podstaw, aby każde cierpienie nazywać bezpośrednim zamiarem Ojca. Możemy szukać Bożej obecności także na drodze, która okazuje się trudna. Zapowiedź zmartwychwstania pozostawia przed uczniami nadzieję większą niż to, co wkrótce zobaczą.
Ojciec pozwala nam wypowiedzieć pragnienia, które potrzebują przemiany
Matka synów Zebedeusza prosi o uprzywilejowane miejsca dla synów.
Jezus odsłania koszt drogi ucznia i wskazuje na rozstrzygnięcie Ojca.
Ta scena pomaga przyjrzeć się temu, czego pragniemy dla siebie i bliskich.
Za chęcią ważnego miejsca może kryć się troska, ambicja, lęk przed pominięciem albo potrzeba zapewnienia sobie przyszłości. Nasze motywacje bywają wymieszane. Możemy przyjść do Boga również z pragnieniem uznania.
Nie musimy najpierw nadać mu duchowo doskonałego brzmienia.
Potrzebujemy jednak gotowości, aby pozwolić Jezusowi je przemieniać.
Czasem odkrywamy, że szukamy pozycji, ponieważ nie umiemy jeszcze przyjąć własnej wartości bez potwierdzenia ze strony innych. Ojcu możemy powiedzieć także: „Boję się, że bez ważnego miejsca nikt mnie nie zauważy”.
Szczera modlitwa może otworzyć drogę do większej wolności.
Ojciec uczy wielkości, która służy człowiekowi
Wobec oburzenia pozostałych uczniów Jezus przedstawia służbę jako drogę wielkości. Jego słowa dotykają sposobu korzystania z wpływu. Możemy mieć odpowiedzialność w rodzinie, pracy czy wspólnocie. Warto pytać, jak czują się ludzie, których nasze decyzje dotyczą. Czy mogą mówić prawdę? Czy ich pytania są wysłuchiwane? Czy potrafimy uznać błąd? W perspektywie ojcowskiego serca odpowiedzialność staje się troską o dobro powierzonych nam osób. Czułość nie oznacza rezygnacji z wymagań. Pomaga stawiać je w sposób, który szanuje godność człowieka i uwzględnia jego rzeczywiste możliwości. Dojrzała siła potrafi zrobić miejsce dla drugiego człowieka. Służba również potrzebuje rozeznania.
Nie wymaga zgody na wykorzystywanie ani udawania, że nie mamy granic. Obejmuje uczciwość wobec tego, co możemy dać, i gotowość przyjmowania pomocy.
Ojciec objawia w Synu miłość, która daje siebie
Jezus określa swoją misję jako służbę i oddanie życia na okup za wielu.
To centrum nauczania o wielkości. Uczniowie otrzymują wzór w osobie Jezusa
i Jego zbawczym darze. Patrząc na Niego, możemy pozwalać, aby zmieniał się nasz obraz Boga. Szczególnie wtedy, gdy dotąd kojarzyliśmy władzę głównie
z wymaganiem, dystansem i koniecznością zasługiwania na uwagę.
W Jezusie poznajemy miłość, która angażuje się w nasz los. Może to być trudne do przyjęcia dla człowieka przyzwyczajonego wyłącznie do dawania. Łatwiej mu pomagać niż uznać własną potrzebę ratunku. Możemy pozwolić sobie przyjmować dobro, którego sami nie potrafimy sobie zapewnić. Nasza służba innym może wyrastać z wdzięczności za otrzymaną miłość.
Ojciec słyszy głos człowieka, którego inni uciszają
Dwaj niewidomi wołają do Jezusa, choć tłum próbuje ich uciszyć. To scena bliska ludziom, którzy nauczyli się pomniejszać własne potrzeby. Być może wielokrotnie słyszeli, że przesadzają, przeszkadzają albo powinni sobie poradzić. Z czasem taki głos może zamieszkać w nas samych. Zanim ktokolwiek nas odprawi, sami rezygnujemy z proszenia. Spotkanie pod Jerychem zachęca, aby przychodzić do Jezusa z rzeczywistą potrzebą. Nie musimy porównywać swojego cierpienia
z cudzym, aby zdecydować, czy wolno nam się modlić. Twój ból może zostać wypowiedziany przed Ojcem. Ta scena zachęca również do spojrzenia na własną postawę. Czy umiemy usłyszeć człowieka, którego prośba zakłóca nasze plany? Czy pomagamy mu znaleźć wsparcie?
Ojciec daje nam przestrzeń, aby nazwać potrzebę
Jezus zatrzymuje się i pyta: „Cóż chcecie, żebym wam uczynił?” Pozwala niewidomym wypowiedzieć prośbę własnymi słowami. W tym pytaniu możemy rozpoznać uważność wobec osoby. Potrzebujący człowiek otrzymuje przestrzeń
do mówienia. Czasem sami nie potrafimy nazwać, czego nam brakuje.
Mówimy, że wszystko jest w porządku, choć jesteśmy wyczerpani. Opowiadamy
o problemach innych, omijając własną samotność. Przed Ojcem możemy stopniowo uczyć się prostoty. „Potrzebuję odpoczynku”. „Boję się tej rozmowy”.
„Chciałbym przestać żyć w ciągłym napięciu”. „Potrzebuję pomocy, żeby zrobić następny krok”. Szczera prośba może być bardzo prosta. Takiej uważności możemy uczyć się w relacjach. Zanim zaczniemy pomagać, warto zapytać, czego druga osoba rzeczywiście potrzebuje.
Ojciec objawia czułość, która prowadzi do bliskości
Poruszony współczuciem Jezus dotyka oczu niewidomych. Odzyskują wzrok i idą za Nim. Rozdział kończy się spotkaniem pełnym czułości i ruchem ku Jezusowi. Możemy zatrzymać się przy Jego współczuciu. Wobec własnego cierpienia łatwo wyobrażać sobie Boga dalekiego, zajętego większymi sprawami. Ta scena pozwala rozpoznawać w Synu serce uważne na konkretnych ludzi. Nie jest to obietnica,
że każda modlitwa zakończy się natychmiastowym uzdrowieniem. Pozostaje jednak świadectwem współczucia Jezusa. Możemy zwracać się do Niego
z nadzieją, również wtedy, gdy nadal czekamy i nie rozumiemy. Otrzymana troska może prowadzić do głębszej relacji. Z czasem sami stajemy się bardziej uważni na tych, przy których warto się zatrzymać.
Co XX rozdział Mateusz mówi o Ojcu?
Czytany w świetle Jezusa objawiającego Ojca, ten rozdział pozwala poznawać Boga, który:
- wychodzi z zaproszeniem także do czekających;
- jest hojny wobec tych, którzy przyszli później;
- pomaga nam uwalniać się od porównywania;
- przemienia nasze pragnienie znaczenia;
- objawia wielkość przez służbę Syna;
- dostrzega ludzi pozostających na uboczu;
- daje przestrzeń na wypowiedzenie potrzeby;
- okazuje współczucie i zaprasza do bliskości.
Od mentalności sieroty do serca dziecka
„Mentalność sieroty” opisuje tutaj poczucie, że trzeba samodzielnie zdobyć swoje miejsce i zabezpieczyć własną wartość. Mentalność sieroty mówi: „Przyszedłem za późno, nie ma już dla mnie miejsca”. Serce dziecka mówi: „Mogę odpowiedzieć na zaproszenie Boga dzisiaj”. Mentalność sieroty mówi: „Jeżeli ktoś otrzymał więcej, moje życie znaczy mniej”. Serce dziecka mówi: „Mogę cieszyć się cudzym dobrem i powierzać Ojcu własne potrzeby”. Mentalność sieroty mówi: „Muszę być ważny, żeby zostać zauważony”. Serce dziecka mówi: „Mogę uczyć się przyjmowania swojej wartości bez rywalizacji”. Mentalność sieroty mówi: „Zawsze muszę dawać, inaczej będę niepotrzebny”. Serce dziecka mówi: „Mogę służyć i przyjmować troskę”. Mentalność sieroty mówi: „Lepiej nie przeszkadzać swoimi problemami”.
Serce dziecka mówi: „Mogę powiedzieć Ojcu, czego potrzebuję”. Mentalność sieroty mówi: „Skoro inni mnie uciszyli, mój głos nie ma znaczenia”.
Serce dziecka mówi: „Mogę szukać pomocy i przychodzić do Jezusa”.
Ta przemiana dojrzewa w codziennych sytuacjach: kiedy zauważamy zazdrość, prosimy o wsparcie albo zatrzymujemy się przy drugim człowieku. Ważne pytanie tego rozdziału brzmi: „Czy pozwalam, aby dobroć Ojca uwalniała mnie od walki
o znaczenie i uczyła przyjmować oraz dawać miłość?”
Pytania do osobistej refleksji
- W jakiej dziedzinie życia czuję, że przyszedłam za późno?
- Czyje dobro budzi we mnie trudność i co kryje się pod tą reakcją?
- Czy potrafię opowiedzieć Ojcu o potrzebie uznania?
- Jak korzystam z wpływu, który mam na innych?
- Czy umiem przyjmować pomoc?
- Jaką własną potrzebę najczęściej pomniejszam?
- Kogo w moim otoczeniu łatwo nie usłyszeć?
- Przy kim mogę się dzisiaj zatrzymać?
- Jak odpowiedziałabym Jezusowi na pytanie o to, czego potrzebuję?
Modlitwa
Ojcze, dziękuję Ci za dobroć, która dociera również do człowieka czekającego
na uboczu. Przynoszę Ci te miejsca mojego życia, w których czuję się spóźniony, pominięty albo niewystarczający. Pomóż mi przyjmować Twoją miłość bez porównywania się z innymi. Kiedy budzi się zazdrość, daj mi odwagę zobaczenia bólu, który za nią stoi. Ucz mnie wdzięczności za własną drogę i radości z cudzego dobra. Przemieniaj moje pragnienie znaczenia. Pokaż mi, jak służyć z wolnego serca i jak przyjmować troskę bez wstydu. Przynoszę Ci potrzeby, które długo uciszałem. Pomóż mi wypowiadać je szczerze i szukać potrzebnej pomocy.
Daj mi oczy uważne na człowieka, którego inni mijają. Ucz mnie zatrzymywać się, słuchać i okazywać czułość. Niech dobro, które otrzymuję od Ciebie, staje się obecne w moich relacjach. Ojcze, prowadź mnie bliżej Jezusa. Amen.


Dodaj komentarz