Dziewiętnasty rozdział Ewangelii Mateusza dotyka bardzo osobistych miejsc: małżeństwa, samotności, dziecięcej potrzeby przyjęcia i przywiązania do tego, co daje nam bezpieczeństwo. Pojawiają się w nim ludzie z pytaniami o relacje i życie wieczne. Są dzieci, którym ktoś próbuje zagrodzić drogę. Jest młody człowiek, który pragnie czegoś więcej, ale odchodzi ze smutkiem. Są uczniowie zastanawiający się, co stanie się z ich życiem, skoro poszli za Jezusem.
Czytając ten rozdział w świetle Jezusa objawiającego Ojca, możemy rozpoznać miłość, która przyjmuje człowieka i zaprasza go do coraz większej wolności serca. Ojciec zna nasze pragnienie bliskości. Wie również, jak bardzo boimy się utraty, odrzucenia i przyszłości, której nie potrafimy zabezpieczyć.
Ojciec pragnie miłości, przy której człowiek może być bezpieczny
Zapytany o możliwość oddalenia żony Jezus odwołuje się do początku stworzenia
i jedności małżonków. Kieruje uwagę ku wartości więzi oraz odpowiedzialności
za człowieka, z którym dzielimy życie. W perspektywie ojcowskiego serca możemy dostrzec pragnienie miłości wiernej: takiej, w której druga osoba ma znaczenie również wtedy, gdy wspólne życie wymaga wysiłku. Każdy człowiek potrzebuje doświadczenia, że jego obecność jest cenna. Że nie zostanie potraktowany jak ktoś zbędny, kiedy pojawią się trudności, choroba albo słabość. Słowa Jezusa zapraszają do powagi wobec składanych obietnic. Możemy pytać, czy nasza codzienność pomaga bliskiej osobie czuć się szanowaną. Czy umiemy rozmawiać bez poniżania? Czy potrafimy słuchać, dotrzymywać słowa i brać odpowiedzialność za własne zachowanie?
Wierność wzrasta również przez małe decyzje, które mówią drugiemu człowiekowi: „Twoje życie ma dla mnie znaczenie”.
Ojciec widzi, co zatwardziałość robi z relacją
Jezus wskazuje zatwardziałość serca jako przyczynę, dla której dopuszczono oddalanie żon. To słowo kieruje uwagę do wnętrza człowieka. Serce może stopniowo tracić gotowość do słuchania, współczucia i uznania własnej winy. Zatwardziałość bywa cicha. Może przybierać postać przekonania, że zawsze mamy rację, że cudzy ból jest przesadą albo że przeprosiny są oznaką słabości.
Możemy długo bronić swojej wersji wydarzeń, nie zauważając, że obok nas ktoś przestaje mieć siłę mówić. Ojcowskie serce zaprasza do zatrzymania i prawdy. Możemy prosić Boga o wrażliwość na to, czego dotąd nie chcieliśmy usłyszeć. Możemy uczyć się przepraszać bez natychmiastowego usprawiedliwiania siebie. Miękkie serce potrafi przyjąć prawdę, nawet gdy narusza ona jego własny obraz. Chrześcijańskie tradycje różnie interpretują wyjątek zapisany w wersecie dziewiątym. Ten fragment wymaga więc uważności wobec konkretnych historii. Nie powinien służyć do przymuszania osoby krzywdzonej, by pozostawała
w niebezpieczeństwie. Ochrona życia i szukanie pomocy są wyrazem odpowiedzialności.
Ojciec spotyka nas również w historii, która się poraniła
Słowa o trwałości małżeństwa mogą budzić wdzięczność, ale mogą też dotykać głębokiej rany. Ktoś czyta je po rozstaniu. Ktoś został opuszczony. Ktoś żałuje własnych decyzji. Ktoś długo próbował ratować więź i nadal zastanawia się, czy zrobił wystarczająco dużo. Warto podejść do tych historii z delikatnością.
Nie znamy całego życia drugiego człowieka. Sam fakt rozpadu relacji nie pozwala równo rozdzielić winy ani zrozumieć wszystkiego, co się wydarzyło.
Przed Ojcem możemy przynieść zarówno krzywdę, jak i własną odpowiedzialność. Możemy opłakać to, co zostało utracone, oraz szukać drogi dalszego życia
w prawdzie. Poraniona historia nadal jest historią człowieka, którego życie ma dla Boga znaczenie. Możemy zacząć od prostej modlitwy: „Ojcze, Ty wiesz, jak było. Pomóż mi zobaczyć prawdę i odnaleźć następny dobry krok”.
Ojciec nie mierzy wartości człowieka stanem cywilnym
Jezus mówi o różnych okolicznościach życia bez małżeństwa, w tym o bezżenności podjętej ze względu na królestwo. Ta część rozdziału otwiera przestrzeń do refleksji nad różnymi drogami życia. Nie każdy zawiera małżeństwo. Nie każda samotność jest wybrana. Nie każde pragnienie bliskości znajduje spełnienie
w sposób i w czasie, na które liczyliśmy. Wspólnota potrzebuje uważności wobec ludzi, których historia nie odpowiada najczęściej opowiadanemu scenariuszowi. Człowiek żyjący samotnie nie powinien być traktowany jak ktoś, kto dopiero czeka na początek prawdziwego życia. Już teraz może kochać, tworzyć więzi, przyjmować dobro i wnosić je w życie innych. Jednocześnie warto dawać miejsce na niespełnione pragnienie małżeństwa. Nie trzeba go uciszać ani pośpiesznie wyjaśniać Bożym planem. Ojcu możemy powierzyć zarówno swoją drogę, jak i tęsknotę za drogą, której dotąd nie otrzymaliśmy.
Ojciec robi miejsce dla tych, których inni zatrzymują
Jezus przyjmuje przynoszone dzieci mimo sprzeciwu uczniów i kładzie na nie ręce. Ta krótka scena niesie wiele czułości. Dzieci przychodzą dzięki komuś, kto chce dla nich błogosławieństwa. Napotykają przeszkodę właśnie ze strony uczniów, ale Jezus daje im dostęp do siebie. Możemy rozpoznać tutaj ojcowską troskę
o małych, którzy nie potrafią sami zapewnić sobie miejsca. Być może znamy doświadczenie bycia odprawianym: byliśmy za głośni, zbyt wrażliwi, niewygodni albo przyszliśmy w nieodpowiednim momencie. Takie przeżycia mogą później wpływać na modlitwę. Zaczynamy podejrzewać, że również Bogu przeszkadzamy. Warto zatrzymać się przy postawie Jezusa. Pozwolić, aby Jego przyjęcie dzieci stopniowo korygowało nasze oczekiwania wobec Ojca.
Możemy przychodzić do Boga z potrzebą bliskości, zanim nauczymy się pięknie
ją wyrażać.
Ojciec uczy nas pomagać innym w przychodzeniu
Ta sama scena zachęca do spojrzenia na własną odpowiedzialność.
Czy sposób, w jaki mówimy o Bogu, pomaga ludziom się do Niego zbliżyć?
Czy dziecko, osoba zagubiona albo ktoś z trudną przeszłością znajduje przy nas cierpliwość? Możemy nieświadomie stawiać warunki, których Jezus w tej scenie nie stawia: najpierw bądź spokojniejszy, bardziej uporządkowany, lepiej przygotowany. Ojcowskie serce uczy obecności, która pomaga zrobić pierwszy krok. Czasem najważniejszą pomocą jest sprawienie, że ktoś nie boi się przyjść.
Ojciec słyszy pytanie ukryte pod naszym staraniem
Młody człowiek pyta o życie wieczne. Po rozmowie o przykazaniach nadal odczuwa brak. Można wiele robić dobrze i jednocześnie nosić w sobie pytanie:
czy to już wszystko? Czy jestem wystarczający? Co jeszcze powinienem zrobić? Nie wiemy wszystkiego o wnętrzu tego człowieka. Jego pytanie może jednak stać się miejscem rozpoznania własnego niepokoju. Czasem także relację z Bogiem przeżywamy jak zadanie, które trzeba wreszcie wykonać bezbłędnie. Próbujemy zapewnić sobie spokój kolejnym wysiłkiem, a poczucie niedostatku pozostaje. Możemy przynieść Ojcu również ten rodzaj zmęczenia. Nie musimy ukrywać, że pod dobrym funkcjonowaniem kryje się lęk. Możemy zapytać, co naprawdę kieruje naszym staraniem: miłość, wdzięczność, potrzeba kontroli czy obawa przed odrzuceniem? Ojcu możemy opowiedzieć także o zmęczeniu ciągłym udowadnianiem, że jesteśmy wystarczająco dobrzy.
Ojciec zaprasza do wolności tam, gdzie serce jest przywiązane
Jezus wzywa młodzieńca do rozdania majątku ubogim i pójścia za Nim.
Człowiek odchodzi zasmucony. Zaproszenie dotyka czegoś konkretnego
i kosztownego. W tej scenie nie warto zbyt szybko zamieniać pieniędzy w sam symbol. Wezwanie obejmuje rzeczywisty majątek oraz rzeczywistą pomoc ubogim. Jednocześnie możemy zapytać, jaką rolę posiadanie odgrywa w naszym własnym życiu. Czy dobra materialne służą miłości? Czy potrafimy się dzielić? Czy pragnienie zabezpieczenia przyszłości nie pochłania całej naszej uwagi? Ojcowskie serce zaprasza do zaufania, które obejmuje również to, co trzymamy najbliżej siebie. Dla kogoś pierwszym krokiem będzie hojność. Dla kogoś innego uczciwe przyjrzenie się temu, ile życia poświęca zdobywaniu kolejnych rzeczy. Wolność serca staje się widoczna również w tym, co potrafimy ofiarować innym.
Ojciec pozwala nam uczciwie zobaczyć własny opór
Smutek młodzieńca zostaje w tekście bez opisanego dalszego ciągu.
Nie wiemy, co zrobił później. Nie musimy dopisywać mu ostatecznego odrzucenia Boga ani późniejszego powrotu. Możemy natomiast rozpoznać w tej scenie bolesne napięcie: pragnąć bliskości i jednocześnie obawiać się tego, co trzeba będzie zmienić. Czasem właśnie tak wygląda nasza modlitwa. Chcemy zaufać, ale boimy się utraty. Chcemy wolności, lecz trzymamy się tego, co dobrze znamy. Przed Ojcem możemy nazwać ten opór. Nie trzeba zamieniać go w piękne słowa. Możemy powiedzieć: „Widzę, do czego mnie zapraszasz, ale jeszcze nie umiem tego przyjąć”. Szczerość wobec własnego przywiązania może stać się początkiem dalszej drogi.
Ojciec otwiera nadzieję tam, gdzie kończy się samowystarczalność
Obraz wielbłąda i ucha igielnego prowadzi uczniów do pytania o możliwość zbawienia. Jezus kieruje ich ku możliwości Boga. Ciężar nadziei zostaje przeniesiony ku Niemu. W kontekście tej rozmowy chodzi o zbawienie. Nie jest to obietnica, że każdy nasz plan powiedzie się dzięki dostatecznej pewności. Możemy jednak przyjąć głęboką ulgę: życie z Bogiem nie jest projektem, który musimy samodzielnie doprowadzić do doskonałości. Potrzebujemy łaski. Potrzebujemy działania Boga również w tych miejscach, w których sami nie potrafimy uwolnić serca. Możemy uznać własną bezsilność i nadal mieć nadzieję. Taka nadzieja nie zwalnia z odpowiedzi. Pomaga ją podejmować bez przekonania, że wszystko zależy wyłącznie od nas.
Ojciec widzi koszt naszego podążania za Jezusem
Piotr pyta o los tych, którzy zostawili wszystko. Jezus odpowiada obietnicą udziału w odnowieniu i życia wiecznego. W pytaniu ucznia słychać bardzo ludzką potrzebę: czy to, co oddaliśmy, ma znaczenie? Możemy nosić podobne pytania
po trudnej decyzji podjętej ze względu na wiarę. Czy warto było wybrać uczciwość? Czy ktoś widzi dobro, którego koszt pozostał ukryty? Możemy przynosić te pytania Ojcu. Obietnica Jezusa daje perspektywę szerszą niż doraźny bilans. Nie stanowi gwarancji finansowego zwrotu ani usprawiedliwienia zaniedbywania bliskich. Zaprasza do nadziei, że wierność nie zostaje zapomniana. To, co podejmujemy ze względu na Jezusa, ma znaczenie również wtedy, gdy owoce nie są jeszcze widoczne.
Ojciec uwalnia nas od ludzkich rankingów
Rozdział kończy zapowiedź odwrócenia miejsc pierwszych i ostatnich.
To dobre słowo na zakończenie rozmowy o majątku, osiągnięciach i nagrodzie. Nie znamy pełnej wartości czyjegoś życia. Człowiek podziwiany może pozostawać głęboko przywiązany do swojej pozycji. Ktoś mało widoczny może codziennie odpowiadać na miłość z wielką wiernością. Także siebie oceniamy często zbyt wąsko: według stanu cywilnego, dochodu, wpływu lub tego, jak wygląda nasze życie na tle innych. Ojcowskie serce zaprasza do pozostawienia Mu ostatecznej oceny. Możemy żyć wiernie bez ciągłego sprawdzania, czy jesteśmy przed innymi.
Co XIX rozdział Mateusz mówi o Ojcu?
Czytany w świetle Jezusa objawiającego Ojca, ten rozdział pozwala poznawać Boga, który:
- nadaje wielką wartość wierności i więzi;
- wzywa do przemiany zatwardziałego serca;
- przyjmuje małych;
- zaprasza do życia wolnego od dominacji posiadania;
- daje nadzieję wykraczającą poza ludzkie możliwości;
- dostrzega koszt podążania za Jezusem;
- uwalnia nas od oceniania życia według pozycji i osiągnięć.
Od mentalności sieroty do serca dziecka
„Mentalność sieroty” opisuje tutaj poczucie, że sami musimy zapewnić sobie przyjęcie, znaczenie i bezpieczeństwo.
Mentalność sieroty mówi: „Moja poraniona historia przekreśla mnie”. Serce dziecka mówi: „Mogę przynieść Ojcu prawdę o swoim życiu”.
Mentalność sieroty mówi: „Dopóki moje życie nie wygląda jak życie innych, jestem mniej wartościowy”. Serce dziecka mówi: „Mogę przyjmować swoją wartość także pośród niespełnionych pragnień”.
Mentalność sieroty mówi: „Lepiej nie przychodzić ze swoimi potrzebami”.
Serce dziecka mówi: „Mogę szukać bliskości i przyjmować troskę”.
Mentalność sieroty mówi: „Muszę jeszcze więcej zrobić, żeby wreszcie wystarczyć”. Serce dziecka mówi: „Mogę powierzać Ojcu także lęk ukryty pod moim staraniem”.
Mentalność sieroty mówi: „Bez tego, co posiadam, nie będę bezpieczny”. Serce dziecka mówi: „Mogę uczyć się mądrej odpowiedzialności, hojności i zaufania”. Mentalność sieroty mówi: „Jeśli nie potrafię sam się zmienić, nie ma nadziei”. Serce dziecka mówi: „Mogę prosić o łaskę i podejmować kolejny krok”.
Ta przemiana dojrzewa w konkretnych decyzjach. Dotyka relacji, sposobu korzystania z pieniędzy i gotowości do przyjęcia pomocy. Ważne pytanie tego rozdziału brzmi: „Co trzymam tak mocno, że trudno mi odpowiedzieć na zaproszenie Jezusa do większej bliskości i wolności?”
Pytania do osobistej refleksji
- Czy ludzie najbliżsi doświadczają przy mnie szacunku i bezpieczeństwa?
- Gdzie moje serce przestało słuchać?
- Jaką poranioną część swojej historii chcę przynieść Ojcu?
- Czy pozwalam sobie opowiedzieć Mu o niespełnionych pragnieniach?
- Czy pomagam innym przychodzić do Jezusa?
- Co kryje się pod moją potrzebą ciągłego starania?
- Jak moje pieniądze i dobra służą ludziom potrzebującym?
- Jakie przywiązanie trudno mi nazwać?
- Gdzie potrzebuję uznać własne granice i poprosić o łaskę?
- Czy potrafię pozostawić Ojcu ocenę wartości mojego życia?
Modlitwa
Ojcze, przychodzę do Ciebie z historią mojego serca. Ty znasz moje więzi, rany, pragnienia i to, czego boję się utracić. Ucz mnie miłości wiernej
i odpowiedzialnej. Pokazuj mi miejsca, w których przestałam słuchać. Daj mi odwagę przepraszania, naprawiania krzywd i szukania potrzebnej pomocy. Przyjmij moje niespełnione tęsknoty. Pomóż mi żyć dzisiaj, także wtedy, gdy wiele spraw pozostaje otwartych. Ucz mnie przychodzić do Ciebie z prostotą dziecka. Powierzam Ci to, czego kurczowo się trzymam. Daj mi wolność do dzielenia się
i odwagę odpowiedzi na zaproszenie Jezusa. Kiedy odkrywam, że sama nie potrafię się zmienić, prowadź mnie ku nadziei w Tobie. Niech moje serce staje się coraz bardziej zdolne do przyjmowania i dawania miłości. Pomóż mi ufać, że mogę przychodzić do Ciebie z całym swoim życiem. Amen.


Dodaj komentarz