XIV Mateusza

Czternasty rozdział Ewangelii Mateusza prowadzi nas przez doświadczenia straty, niedostatku i lęku. Jan Chrzciciel zostaje zabity. Tłum potrzebuje pokarmu. Uczniowie zmagają się z przeciwnym wiatrem, a Piotr zaczyna tonąć.
Pośród tych wydarzeń Jezus objawia serce Ojca, do którego możemy przychodzić
z tym, co nas przerasta. Dostrzega cierpienie, karmi głodnych, przemawia do przerażonych i wyciąga rękę do człowieka, któremu zabrakło wiary.
Ten rozdział nie przedstawia życia wolnego od trudności. Pokazuje jednak, komu możemy zaufać, kiedy trudności przychodzą.

Ojciec nie jest podobny do władców kierowanych lękiem

Herod ma władzę, ale jego decyzjami rządzi strach. Chce zabić Jana, lecz boi się tłumu. Kiedy później słyszy żądanie wydania głowy proroka, odczuwa smutek,
a jednak ustępuje ze względu na złożoną przysięgę i obecność gości.
Jan traci życie, ponieważ człowiek sprawujący władzę przedkłada własny wizerunek nad życie drugiego człowieka. To bolesny obraz przywództwa pozbawionego miłości. Czyjaś godność i bezpieczeństwo zostają poświęcone,
aby ktoś inny nie musiał przyznać się do błędu. Na tle tej historii postępowanie Jezusa odsłania zupełnie inne serce. Jego moc służy uzdrawianiu, karmieniu i ratowaniu. W ten sposób możemy rozpoznawać charakter Ojca. Jeśli doświadczyliśmy władzy, która poniżała albo wymagała chronienia cudzej reputacji kosztem własnego cierpienia, możemy podobne oczekiwania przenosić na Boga. Jezus pomaga nam zobaczyć, że Ojciec nie potrzebuje naszej krzywdy, aby zachować swoją wielkość. Śmierć Jana pozostaje jednak trudną częścią tego rozdziału. Wierność Bogu nie uchroniła go przed przemocą. Tekst nie wyjaśnia, dlaczego nie został ocalony. Uczy nas ostrożności wobec przekonania,
że cierpienie świadczy o braku wiary albo Bożego upodobania. Jan pozostaje wiernym świadkiem także wtedy, gdy spotyka go niesprawiedliwość.

Ojciec przyjmuje nas z bólem

Uczniowie Jana zabierają jego ciało, grzebią je, a następnie idą opowiedzieć o wszystkim Jezusowi. Ten krótki szczegół ma wielkie znaczenie. Ze stratą, której nie potrafią odwrócić, przychodzą właśnie do Niego. Po otrzymaniu wiadomości Jezus oddala się na miejsce odosobnione. Mateusz nie opisuje dokładnie Jego przeżyć. Pozostawia jednak przed nami obraz odejścia od tłumu po bolesnej wiadomości. W relacji z Ojcem jest miejsce na żałobę, ciszę i łzy. Nie musimy natychmiast zamieniać cierpienia w pouczającą historię. Możemy najpierw powiedzieć Mu, co się wydarzyło i jak bardzo nas to boli. Czasem modlitwa człowieka zranionego jest zaledwie opowiedzeniem Bogu o stracie. Brakuje w niej uporządkowanych myśli, wdzięczności czy odpowiedzi. Jest jednak zwróceniem serca ku Niemu. Ojcowskie serce przyjmuje również taką modlitwę. Możemy przyjść, zanim zrozumiemy.

Ojciec dostrzega człowieka pośród tłumu

Kiedy Jezus wychodzi na brzeg, widzi wielki tłum. Lituje się nad ludźmi i uzdrawia ich chorych. Jego spojrzenie prowadzi do współczucia, a współczucie do działania. Potrzeby ludzi poruszają Jego serce. W tłumie łatwo poczuć się niewidzialnym. Można pomyśleć, że inni cierpią bardziej, modlą się lepiej albo mają ważniejsze sprawy. Wtedy nawet przed Bogiem zaczynamy pomniejszać własny ból. Jezus pokazuje Ojca, któremu możemy przynieść nasze rzeczywiste potrzeby. Nie trzeba udowadniać, że nasze cierpienie jest wystarczająco wielkie, aby zasługiwało na uwagę.
Twoje życie ma dla Ojca znaczenie również wtedy, gdy nikt wokół nie dostrzega, jak wiele cię kosztuje codzienność.
Przyjęcie tej prawdy zmienia także nasze spojrzenie na innych. Uczymy się zauważać człowieka tam, gdzie wcześniej widzieliśmy jedynie tłum, kolejną prośbę albo zakłócenie własnych planów.

Ojciec troszczy się także o codzienny chleb

Zapada wieczór. Uczniowie dostrzegają problem: miejsce jest odosobnione, a ludzie potrzebują jedzenia. Proponują, aby Jezus odprawił tłumy do pobliskich wsi.
Jezus odpowiada: „Wy dajcie im jeść”.
Uczniowie mają pięć chlebów i dwie ryby. Wobec tak wielu osób ich zapasy wydają się znikome. Jezus prosi, aby przynieśli je do Niego.
Następnie bierze pokarm, spogląda ku niebu, wypowiada błogosławieństwo i przekazuje połamane chleby uczniom. Oni rozdają je ludziom. Wszyscy jedzą do syta, a pozostałe ułomki wypełniają dwanaście koszy.
W tej scenie poznajemy Ojca, którego troska obejmuje całego człowieka. Głód ciała również ma dla Niego znaczenie. Codzienne potrzeby mogą stać się miejscem spotkania z Jego dobrocią.
Nie jest to obietnica, że każdy niedostatek natychmiast zniknie. Jest to objawienie serca Boga, któremu nasz chleb nie jest obojętny — i który zaprasza swoich uczniów do karmienia głodnych.
W tym samym rozdziale pojawiają się dwa posiłki. Uczta Heroda kończy się śmiercią Jana. Posiłek rozdawany przez Jezusa przynosi nasycenie tłumowi. Sposób, w jaki Jezus używa swojej mocy, pozwala nam rozpoznać dobroć Ojca.

Ojciec zaprasza nas do udziału w swojej trosce

Jezus angażuje uczniów w nakarmienie ludzi. To oni przynoszą posiadany pokarm, a później rozdają to, co otrzymują z Jego rąk.
Ich zadaniem nie jest samodzielne wyprodukowanie obfitości. Mają oddać Jezusowi to, czym dysponują, i uczestniczyć w Jego działaniu.
To uwalniająca perspektywa dla człowieka, który czuje się odpowiedzialny za wszystkich. Nie jesteśmy źródłem życia dla innych. Możemy jednak przekazywać dobro, które sami otrzymujemy.
Naszymi „pięcioma chlebami” może być czas, umiejętność słuchania, przygotowany posiłek, konkretna pomoc albo gotowość do obecności przy kimś samotnym.
Ojcowskie serce uczy nas odpowiedzialności, która wyrasta z zaufania. Możemy uczciwie uznać własne ograniczenia, a jednocześnie pozostać gotowi do działania. To, że nie możesz zrobić wszystkiego, nie odbiera wartości temu, co możesz zrobić z miłością.

Ojciec zaprasza do bliskości w ciszy

Po nakarmieniu tłumu Jezus odsyła uczniów, odprawia ludzi i wychodzi na górę, aby modlić się w samotności. Pośród intensywnej służby znajduje miejsce na spotkanie z Ojcem. Jego życie obejmuje zarówno obecność przy ludziach, jak i czas modlitwy, którego tłumy nie oglądają. Możemy odczytać tę scenę jako zaproszenie do relacji, która nie ogranicza się do wykonywania zadań. Ojcu możemy oddawać czas także wtedy, gdy nie mamy do przedstawienia żadnego osiągnięcia. Łatwo zbudować poczucie własnej wartości na byciu potrzebnym. Wtedy odpoczynek wywołuje niepokój, a cisza odsłania pytanie: kim jestem, kiedy niczego nie robię dla innych?
Przed Ojcem uczymy się przyjmować własną wartość jako dar. Modlitwa pozwala nam wracać do tej prawdy i powierzać Mu ciężary, których nie potrafimy dłużej nieść. Nie musimy wypełniać każdej chwili działaniem, aby nasze życie było cenne w Jego oczach.

Ojciec nie opuszcza nas pośród przeciwnego wiatru

Uczniowie znajdują się w łodzi miotanej falami. Wiatr jest przeciwny. To Jezus polecił im przeprawić się na drugi brzeg, a mimo to podróż okazuje się trudna. Posłuszeństwo nie zapewnia im spokojnej wody. Ta scena pomaga uwolnić się od myśli, że każda trudność oznacza pomyłkę albo oddalenie od Boga. Można podążać za Jezusem i doświadczać zmęczenia, oporu oraz niepewności. Jezus przychodzi do uczniów po jeziorze. Początkowo nie rozpoznają Go i reagują strachem. Wtedy słyszą: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” Zanim wiatr ustaje, Jezus przemawia do ich lęku. Jego obecność poprzedza zmianę okoliczności.
W tym wydarzeniu możemy zobaczyć ojcowską troskę Boga. Pośród trudności potrzebujemy zarówno pomocy, jak i zapewnienia, że nie zostaliśmy sami.
Wiara pozwala zwracać się ku Jezusowi także wtedy, gdy wokół nadal trwa burza. Nie wymaga udawania, że fale są małe.

Ojciec wyciąga rękę do człowieka, który słabnie

Piotr prosi Jezusa, aby kazał mu przyjść do siebie po wodzie. Słyszy wezwanie, wychodzi z łodzi i idzie w Jego stronę. Kiedy jednak dostrzega siłę wiatru, zaczyna się bać i tonąć. Woła: „Panie, ratuj mnie!”
Jezus natychmiast wyciąga rękę i chwyta go. Dopiero potem mówi o jego małej wierze i pyta o zwątpienie.
Ta kolejność odsłania niezwykłą czułość. Ręka Jezusa przychodzi z pomocą, zanim pada pytanie o słabość wiary.
Piotr potrzebuje ratunku i pouczenia. Otrzymuje jedno i drugie. Jezus nie pozostawia go w wodzie, aby najpierw nauczył się lepiej ufać.
Tak możemy rozumieć również ojcowską korektę. Ojciec pomaga nam dojrzewać w bezpiecznej relacji. Możemy przynosić Mu własne niepowodzenia i pozwalać, aby pokazywał nam prawdę.
Czasem boimy się modlić, ponieważ znowu zawiedliśmy. Myślimy, że po tylu doświadczeniach powinniśmy być już silniejsi. Piotr pokazuje, że właśnie wtedy możemy wołać o pomoc.
Krótka modlitwa tonącego człowieka nie jest mniej wartościowa dlatego, że wypływa ze strachu. Jest aktem powierzenia siebie Temu, który może ocalić.

Ojciec prowadzi nas do poznania Syna

Kiedy Jezus i Piotr wchodzą do łodzi, wiatr ustaje. Uczniowie oddają Jezusowi pokłon i wyznają, że jest Synem Bożym. Wydarzenie prowadzi ich do głębszego poznania Tego, który jest z nimi. Odkrywają więcej niż możliwość otrzymania pomocy. Również w naszym życiu doświadczenie Bożej troski może pogłębiać relację. Zaczynamy poznawać Jezusa jako Tego, któremu warto powierzyć siebie. Ojcowskie serce Boga poznajemy przez Syna. Patrzymy na Jego współczucie, słuchamy Jego słów i widzimy rękę wyciągniętą ku Piotrowi. W ten sposób nasz obraz Boga zostaje stopniowo uzdrawiany. Zaufanie dojrzewa, gdy coraz lepiej poznajemy Tego, komu ufamy.

Ojciec uczy nas przynosić do Jezusa także innych

Po przybyciu do Genezaret mieszkańcy rozpoznają Jezusa. Rozsyłają wiadomość po okolicy i przynoszą do Niego chorych. Proszą, aby mogli dotknąć choćby frędzli Jego płaszcza. Ci, którzy Go dotykają, zostają uzdrowieni. Rozdział kończy się obrazem ludzi szukających pomocy i tych, którzy pomagają im dotrzeć do Jezusa. Ojcowska troska może stawać się widoczna również przez naszą obecność przy drugim człowieku. Ktoś potrzebuje modlitwy, ktoś transportu, rozmowy albo pomocy w codziennych obowiązkach. Nie musimy znać odpowiedzi na każde cierpienie, aby okazać miłość. Możemy towarzyszyć, słuchać i wspólnie zwracać się ku Bogu. Poznawanie serca Ojca czyni nas bardziej uważnymi na Jego dzieci.

Co XIV Mateusza mówi o Ojcu?

Czytany w świetle Jezusa objawiającego Ojca, ten rozdział pokazuje Boga, który:

  • przyjmuje nas z bólem i pytaniami;
  • dostrzega potrzeby ludzi;
  • troszczy się również o codzienny chleb;
  • zaprasza nas do udziału w pomaganiu innym;
  • daje nam miejsce na ciszę i bliskość;
  • jest godny zaufania pośród trudności;
  • przychodzi z pomocą, kiedy słabniemy;
  • koryguje nas w relacji pełnej miłości;
  • prowadzi nas do głębszego poznania swojego Syna.

Od mentalności sieroty do serca dziecka

Niedostatek i lęk często odsłaniają nasze najgłębsze przekonania o Bogu. Kiedy kończą się zasoby albo tracimy poczucie kontroli, ujawnia się pytanie, czy naprawdę wierzymy, że możemy zwrócić się do Ojca.
Mentalność sieroty mówi: „Ze wszystkim muszę poradzić sobie sam”.
Serce dziecka mówi: „Mogę przynieść Ojcu to, co mnie przerasta”.
Mentalność sieroty mówi: „Mam za mało, więc nie mogę pomóc”.
Serce dziecka mówi: „Mogę oddać Jezusowi to, czym dysponuję”.
Mentalność sieroty mówi: „Skoro jest trudno, Bóg mnie opuścił”.
Serce dziecka mówi: „Mogę szukać Jego obecności również pośród trudności”.
Mentalność sieroty mówi: „Znowu zawiodłem, więc muszę się ukryć”.
Serce dziecka mówi: „Właśnie teraz potrzebuję zawołać o pomoc”.
Ta przemiana zwykle dokonuje się stopniowo. Sam lęk nie oznacza, że nie mamy wiary. Piotr bał się, a jednak skierował swoje wołanie do Jezusa.
Najważniejsze pytanie tego rozdziału brzmi: „Czy pozwalam sobie przyjść do Ojca także wtedy, gdy mam za mało, nie rozumiem i zaczynam tonąć?”

Pytania do osobistej refleksji

  • Jaki obraz władzy i ojcostwa przenoszę na Boga?
  • Czy potrafię opowiedzieć Mu o bólu, którego jeszcze nie rozumiem?
  • Jaką codzienną potrzebę trudno mi powierzyć Jego trosce?
  • Czym mogę podzielić się z drugim człowiekiem?
  • Czy znajduję czas na bycie z Ojcem bez wykonywania kolejnych zadań?
  • W jakiej dziedzinie życia odczuwam dziś przeciwny wiatr?
  • Czy po niepowodzeniu wołam do Jezusa, czy próbuję się przed Nim ukryć?
  • Komu mogę w tym tygodniu okazać konkretną troskę?

Modlitwa

Ojcze, dziękuję Ci, że w Jezusie pokazujesz mi swoje serce. Przynoszę Ci mój ból, codzienne potrzeby i wszystko, czego nie potrafię zrozumieć.
Pomóż mi ufać, że mogę przychodzić do Ciebie również bez gotowych odpowiedzi.
Uwolnij mnie od przekonania, że ze wszystkim muszę poradzić sobie sam. Przyjmij moje pięć chlebów i dwie ryby. Pokaż mi, jak dzielić się tym, co mam,
i jak przyjmować pomoc od innych. Kiedy ogarnia mnie lęk, przypominaj mi o obecności Jezusa. Kiedy zaczynam tonąć, pomóż mi wołać do Niego. Naucz mnie przyjmować zarówno Jego wyciągniętą rękę, jak i słowa, które prowadzą mnie ku dojrzalszej wierze. Daj mi serce dziecka, które zna drogę do Ojca. Niech Twoja troska staje się widoczna w moich słowach, decyzjach i sposobie traktowania ludzi. Amen.

Komentarze

Dodaj komentarz