Bywa, że cały dzień troszczymy się o innych, a wieczorem trudno nam nawet powiedzieć, czego same potrzebujemy. Tyle spraw czeka na załatwienie, tyle osób czegoś oczekuje. Także modlitwa może wtedy stać się kolejnym zadaniem. Dziesiąty rozdział Łukasza zaprasza nas do dobroci, która pomaga drugiemu człowiekowi, i do słuchania, które pozwala tej dobroci dojrzewać. Pośród obu tych doświadczeń możemy poznawać Ojca.
Nie musisz mierzyć swojej wartości osiągnięciami
Łk 10,1–24
Jezus posyła uczniów po dwóch, polecając im przynosić pokój i głosić bliskość królestwa Bożego. Ostrzega również przed powagą odrzucenia tego zaproszenia. Gdy uczniowie wracają zachwyceni swoją skutecznością, kieruje ich radość ku temu, że ich imiona zapisane są w niebie. Następnie wysławia Ojca i mówi, że to Syn Go objawia. Łatwo uzależnić spokój serca od tego, ile udało nam się zrobić. Dobry dzień oznacza wtedy wykonany plan, a trudniejszy — poczucie, że zawiodłyśmy. Słowa Jezusa pomagają szukać głębszego oparcia. Nasza relacja z Bogiem nie sprowadza się do wyników. Możemy przyjść do Tatusia również po dniu, w którym niewiele się udało, i szczerze opowiedzieć o zmęczeniu.
A jeśli pragniemy poznać Ojca, Jezus wskazuje nam drogę: przyglądajmy się Jemu. Jego słowom, decyzjom i sposobowi traktowania ludzi. Poznawanie Boga może zaczynać się od prostego pytania: „Jezu, co dzisiaj pokazujesz mi o Ojcu?”.
Miłość podchodzi bliżej
Łk 10,25–37
W odpowiedzi na pytanie o bliźniego Jezus opowiada o pobitym człowieku. Samarytanin zatrzymuje się, opatruje jego rany i zapewnia mu dalszą opiekę.
Jezus poleca postępować podobnie. Współczucie staje się tutaj działaniem. Samarytanin poświęca czas, korzysta z tego, co ma, i angażuje w pomoc także gospodarza. Możemy rozważać tę przypowieść jako zaproszenie do dobroci, którą da się odczuć. Telefon do samotnej osoby, pomoc w zakupach, cierpliwe wysłuchanie — czasem tak wygląda bycie bliźnim. Nie musimy rozwiązać całego czyjegoś życia. Warto jednak zauważyć potrzebę i zrobić to, co rzeczywiście możemy. Niekiedy najlepszą pomocą będzie znalezienie kogoś, kto potrafi wesprzeć skuteczniej.
Może też dzisiaj odnajdujesz siebie w poranionym człowieku. Wtedy wolno ci przyjąć troskę. Nie trzeba najpierw odzyskać sił, żeby zasługiwać na szacunek
i pomoc. Możesz pozwolić komuś podejść bliżej.
Jest miejsce również na twoje słuchanie
Łk 10,38–42
Marta przyjmuje Jezusa i zajmuje się posługiwaniem, a Maria siada u Jego stóp, by słuchać. Gdy Marta skarży się na pozostawienie jej samej z pracą, Jezus nazywa jej niepokój i broni wyboru Marii. Wiele z nas dobrze rozumie Martę. Widzimy, co trzeba zrobić, bierzemy odpowiedzialność i po pewnym czasie czujemy żal, że nikt nie zauważa naszego wysiłku. Ta scena nie odbiera wartości gościnności ani pracy. Pokazuje jednak, jak łatwo wśród zajęć stracić przestrzeń na spotkanie. Maria słucha, a Jezus potwierdza, że ma do tego prawo. Możemy przyjąć to jako zaproszenie także dla siebie. Usiąść na chwilę, przeczytać kilka zdań Ewangelii, powiedzieć: „Tatusiu, chcę pobyć z Tobą”. Obowiązki nadal będą potrzebowały naszej uwagi, ale nie muszą zajmować całego serca. Bliskość potrzebuje obecności. Czasem kilka spokojnych minut pomaga nam wrócić do codzienności z większą łagodnością — również wobec siebie.
Zatrzymaj się na chwilę: Czy dzisiaj bardziej potrzebuję okazać komuś troskę, przyjąć ją czy po prostu spokojnie pobyć z Bogiem?
Modlitwa
Tatusiu, pomóż mi poznawać Ciebie przez Jezusa. Ucz mnie przynosić pokój
i zauważać człowieka, który potrzebuje pomocy. Daj mi także odwagę przyjmować dobroć innych. Kiedy gubię się w obowiązkach, pomóż mi znaleźć chwilę na słuchanie. Przynoszę Ci moje zmęczenie i niepokój. Niech bliskość z Tobą uczy mnie mądrej troski, cierpliwości i miłości. Amen.
Myśl na dziś: Wśród troski o innych mogę znaleźć miejsce także na spotkanie z Ojcem i przyjęcie dobra.


Skomentuj